Katolicy i sceptycy – nietypowi sojusznicy na apologetycznym polu bitwy (cz. 3/4)

Aby przeczytać poprzednią część z serii, kliknij tutaj.


Interpretacja Pisma – czy Biblia jest zrozumiała?

Potencjalny czytelnik, przekonany o wiarygodności zarówno tekstu, jak i kanonu Pisma Świętego, wciąż musi zmierzyć się z innym wyzwaniem – musi uznać Biblię za jasną w najważniejszych sprawach dotyczących wiary i moralności, a zwłaszcza tych, od których zależy zbawienie grzesznika. Z gruntu niezrozumiała i dwuznaczna w swoim przesłaniu Księga nie mogłaby bowiem stanowić Bożego objawienia, którego celem jest przecież przekazanie pewnych prawd człowiekowi. Ehrman dostrzega poważny problem z poglądem o klarowności Pisma, o czym pisze w Przeinaczaniu Jezusa:

Im głębiej bowiem studiowałem Nowy Testament, tym lepiej rozumiałem, że lektura tekstu z konieczności wymaga interpretacji. Kiedy zaczynałem swe studia, miałem dość naiwny pogląd na istotę procesu czytania: jego celem, uważałem, jest po prostu pozwolić, aby tekst »mówił za siebie«, co umożliwi »uchwycenie« jego sensu. Z czasem zrozumiałem, że w istocie znaczenie wcale nie przenika słów, a (żaden) tekst nigdy nie mówi sam za siebie. Wszak gdyby tak było, wszyscy, którzy szczerze i bez uprzedzeń czytają jakieś słowa, zgodziliby się co do ich sensu. A przecież nie ma chyba żadnego poważnego tekstu, który wszyscy interpretują jednako! To oczywiście dotyczy też Pisma; spójrzmy na setki, a nawet tysiące sposobów, w jaki czytelnicy interpretują na przykład Apokalipsę, albo na to, do jak dramatycznie odmiennych wniosków dochodzą nierzadko inteligentni i otwarci ludzie, tyle że należący do różnych odłamów chrześcijaństwa (baptyści, zielonoświątkowcy, prezbiterianie, rzymscy katolicy, zaklinacze wężów z Appalachów, prawosławni etc), którzy z Biblii usiłują wywieść, jak powinien być zorganizowany i jak ma działać ich Kościół.1

Tekst biblijny nie wydaje się być jasny, a dowodem na to są liczne, a zarazem sprzeczne interpretacje wielu ustępów, powstające pomimo błyskotliwości i uczciwości egzegetów. Co więcej, nawet nie ma chyba żadnego poważnego tekstu, który wszyscy interpretują jednako. Skutkiem jest natomiast niebywała mnogość wyznań chrześcijańskich, niezgadzających się ze sobą w kwestiach wiary i praktyki. Czyżby Bogu nie udało się objawić swojemu Ludowi na kartach Pisma w sposób czytelny?

Karl Keating, katolicki apologeta i założyciel organizacji Catholic Answers, w książce Catholicism and Fundamentalism tak wypowiada się o jasności Biblii:

Faktycznie, zarówno rozum, jak i doświadczenie podpowiadają nam, że celem istnienia Biblii nie jest bycie dla człowieka prywatnym przewodnikiem prowadzącym do prawdy. Jeżeli indywidualne prowadzenie przez Ducha Świętego byłoby rzeczywistością, to skoro Bóg nie może nauczać błędu, każdy chrześcijanin rozumiałby dany werset w ten sam sposób. Jednak chrześcijanie doszli na podstawie Pisma do sprzecznych wniosków – nawet chrześcijanie, którym trudno odmówić autentyczności doświadczenia »nowonarodzenia«. W rzeczy samej, opinie fundamentalistów na temat tego, co mówi Biblia, często się różnią. Mogą zgadzać się ze sobą w sprawie większości istotnych punktów, ale częstość i gwałtowność ich kłótni dotyczących mniej istotnych rzeczy, które powinny być równie jasne, jeśli oświeca ich Duch Święty, dowodzi, że święty tekst nie jest w stanie wyjaśnić się sam.2

Podtrzymywana przez Kościoły protestanckie doktryna formalnej wystarczalności Pisma wcale nie wiąże się z tym, iż według nich absolutnie każdy fragment biblijny jest równie przejrzysty dla każdego wierzącego, stąd Keating nie walczy tu z rzeczywistą pozycją oponentów, których kąśliwie nazywa fundamentalistami, ale podejmuje się ataku na chochoła3. Twierdzi jednak, że z prowadzenia Ducha powinna wynikać całkowita zgoda co do interpretacji Słowa Bożego. Zauważa też, iż chrześcijanie doszli na podstawie Pisma do sprzecznych wniosków. Z zarysowanej przez niego sytuacji chaosu interpretacyjnego wywodzi konkluzję – święty tekst nie jest w stanie wyjaśnić się sam. Kto więc powinien go wyjaśniać wiernym? Na to pytanie odpowiedzi udziela znany nam już Armstrong, przy okazji zwalczając doktrynę o jasności Pisma:

Biblia nie naucza tej doktryny. A historia protestantyzmu z jej licznymi podziałami doktrynalnymi stanowi silny argument przeciwko niej. Jakim sposobem jasna w swoim przekazie Biblia mogła doprowadzić tak wielu wierzących do tak wielu różnych interpretacji? Biblię nie zawsze jest łatwo zrozumieć. To skomplikowana księga, której słowa i idee przez tysiąclecia pochłaniały najbardziej błyskotliwe umysły tego świata. Bez autorytatywnego sądu w sprawie interpretacji – jak tego właściwego Kościołowi – błąd i podział są nieuniknione.4

Interpretowanie Biblii jest wyłączną prerogatywą Kościoła – mowa tu oczywiście Kościele, którego członkiem jest Armstrong – z tego powodu jej samodzielna lektura, a więc lektura pozbawiona wsparcia Magisterium skazana jest na porażkę, tak że błąd i podział są nieuniknione. Cóż, gdyby Pismo naprawdę było klarowne, nie doprowadziłoby tak wielu wierzących do tak wielu różnych interpretacji. Obrońcy wiary katolickiej nie zwracają uwagi na to, że podważanie jasności Biblii, co do której sami zgadzają się, iż jest spisanym Bożym objawieniem, nie prowadzi jedynie do zakwestionowania zasady sola Scriptura, lecz implikuje jednocześnie, że wszechmocny Bóg nie potrafił skutecznie porozumieć się z człowiekiem przez swoje doskonałe Słowo. Rzecz dotyczy bowiem nie posłuszeństwa Słowu wraz z jego nakazami i zakazami, które jest sprawą woli ludzkiej, lecz samego jego zrozumienia. Wymóg posłuszeństwa woli Pana zakłada możliwość zrozumienia tejże woli. Skoro Słowo Boże – bez łączności z katolickim Magisterium – jest na tyle niejasne i podatne na fałszywą interpretację, to czy Adam i Ewa mogli zostać pociągnięci do odpowiedzialności za swoje nieposłuszeństwo w ogrodzie Eden?

Argumentacja tych oraz innych apologetów i w tym wypadku wywodzi się z solidnej tradycji. W XVII w. Turretin broni doktryny o jasności Pisma właśnie przed katolikami:

Papiści, nieusatysfakcjonowani swoimi wysiłkami, by dowieść niewystarczalności Pism w celu wykazania niezbędności tradycji, zaczęli podważać ich jasność (jak gdyby ich znaczenie nie mogło zostać przez nikogo ustalone w sposób pewny bez osądu Kościoła), aby mieć pretekst do zniechęcania ludzi do ich przestudiowania. Skoro ukryli świecę pod korcem, w ciemności panuje im się łatwiej.5

Wymowne, że kwestia trzecia i czwarta publikacji polemicznej Whitakera dotyczą niczego innego, jak klarowności oraz interpretacji Biblii6. Jakby tego było mało, z uwagi na niejasność Pisma niektórzy katoliccy dyskutanci uważali, że dostęp do jego lektury nie powinien być udzielany wszystkim7.


Aby przeczytać następną część z serii, kliknij tutaj.


  1. B. D. Ehrman, Przeinaczanie Jezusa. Kto i dlaczego zmieniał Biblię, Warszawa 2009, s. 247-248.
  2. K. Keating, Catholicism and Fundamentalism: The Attack on “Romanism” by “Bible Christians”, San Francisco 1988, s. 141; przekład własny z języka angielskiego.
  3. Konfesja westminsterska 1.7, w: Wyznania wiary. Protestantyzm, red. Z. Pasek, Kraków 1999, s. 112.
  4. D. Armstrong, The One-Minute Apologist, Manchester 2007, s. 6; przekład własny z języka angielskiego.
  5. F. Turretin, Institutes of Elenctic Theology, t. 1, red. J. T. Dennison, Jr., Phillipsburg 1992, s. 143; przekład własny z języka angielskiego.
  6. W. Whitaker, A Disputation on Holy Scripture: Against the Papists, Especially Bellarmine and Stapleton, Cambridge 1849, s. 359, 402.
  7. F. Turretin, Institutes…, s. 147-148; W. Whitaker, A Disputation on Holy Scripture…, s. 359-360.
Konrad Buzała
  • 5 Wpisów
  • 0 Komentarzy
Student filologii klasycznej oraz absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, zgłębiający tajniki teologii w Wyższym Baptystycznym Seminarium Teologicznym w Warszawie. Członek Kościoła Chrześcijan Baptystów, zainteresowany szczególnie biblistyką, patrystyką i apologetyką protestancką. Uważa, że tylko konsekwentne życie w świetle paradoksu chwały krzyża jest godne przeżycia.