Katolicy i sceptycy – nietypowi sojusznicy na apologetycznym polu bitwy (cz. 2/4)

Aby przeczytać poprzednią część z serii, kliknij tutaj.


Kanon Pisma – czy posiadamy właściwe księgi?

Logicznie pierwotna wobec przekonania o Bożym natchnieniu Biblii, a więc o tym, jaka jest Biblia, jest wiedza o tym, czym jest Biblia. Skoro Pismo Święte jest w gruncie rzeczy zbiorem Pism, konieczna jest świadomość, które księgi stanowią jego właściwą część, a które są wyłącznie dziełami człowieka. Krótko mówiąc, nieodzowna jest dla nas znajomość kanonu biblijnego. Także i w tej materii Ehrman zgłasza obiekcje, tym razem w Jesus, Interrupted:

Kolejnym wielkim problemem jest ten, którego nie omawiam w »Przeinaczaniu Jezusa«. Jeżeli Bóg natchnął pewne księgi w ciągu dekad po śmierci Jezusa, to skąd możemy wiedzieć, że późniejsi Ojcowie Kościoła wybrali właściwe księgi, by zawrzeć je w Biblii? Mógłbym to przyjąć przez wiarę – Bóg z pewnością nie pozwoliłby na to, aby w kanonie Pisma pojawiły się nienatchnione księgi. Jednak gdy zająłem się bardziej historycznym studiowaniem ruchu wczesnochrześcijańskiego, zacząłem rozumieć, że byli liczni chrześcijanie w wielu miejscach, którzy w pełni wierzyli, że inne księgi powinny zostać przyjęte jako Pismo; z drugiej strony niektóre z ksiąg, które w końcu dostały się do kanonu były odrzucane przez przywódców kościelnych w różnych częściach Kościoła, niekiedy przez stulecia. […] Jeśli Bóg pragnął upewnić się, że jego Kościół będzie posiadał natchnione księgi Pisma i tylko te księgi, to dlaczego miały miejsce tak gorące dyskusje i spory, które toczyły się przez ponad trzysta lat? Dlaczego Bóg nie sprawił, aby te debaty trwały nie wieki, lecz tygodnie i zakończyły się rezultatami, które można byłoby uznać za pewne? 1

Nowy Testament nie został skompilowany tuż po śmierci Chrystusa, a historia kanonu nie była prosta, gdyż dyskusje w sprawie ksiąg, które powinny w nim zostać zawarte toczyły się przez setki lat. W dodatku zdezorientowani byli nie wyłącznie wierni Kościoła, ale i jego pasterze, którzy nie zgadzali się ze sobą co do uwzględnienia czy odrzucenia danych ksiąg. Czy katolicki apologeta, któremu zależy zapewne na uchronieniu Biblii przed zarzutami, zapozna nas z nieco bardziej optymistycznym zarysem dziejów jej kanonu? Dave Armstrong tak opisuje je w The One-Minute Apologist:

Nic nie dowodzi fałszywości idei »samouwierzytelniającego się« kanonu lepiej niż sama historia procesu formowania się kanonu, w której potrzeba było autorytetu Kościoła, aby ten raz na zawsze ustalił kanon. Do końca drugiego wieku wczesny Kościół nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że istnieje jakiś kanon. Św. Atanazy był pierwszą osobą, która wymieniła dwadzieścia siedem ksiąg naszego obecnego Nowego Testamentu, a uczynił to w 367 roku: ponad 300 lat po śmierci Jezusa. Wiele innych »anomalnych« faktów wskazuje na liczne i poważne trudności związane z kanonem. […] Faktem pozostaje, że istniały w tej sprawie spory, gdyż w przypadku niektórych ksiąg nie było tak oczywiste, iż są natchnione, a inne, niebiblijne księgi z kolei wydawały się takie być. Spodziewamy się, że ludzie nie będą się ze sobą zgadzać; a to kolejny argument za potrzebą przewodniego autorytetu.2

Płonne nadzieje. Brak początkowej świadomości istnienia jakiegokolwiek kanonu, następnie liczne i poważne trudności, a w końcu niebiblijne księgi, które mimo wszystko wydawały się być Słowem Bożym – wygląda na to, że historia kanonu istotnie była prawdziwym chaosem. Armstrong wydaje się być na tyle zaślepiony chęcią pozbawienia protestantów gruntu pod nogami, że zdaje się nie dostrzegać pewnego ważkiego problemu – przedstawiona przez niego narracja skieruje wątpiącego nie tyle ku uznaniu niezbędności autorytetu Urzędu Nauczycielskiego jego Kościoła, lecz ku dyskredytacji Biblii jako Bożego objawienia, nad którym czuwa opatrzność jego Autora.

Jak więc chrześcijanie poradzili sobie w tych nieprzejrzystych realiach? Jak to się stało, że mamy dziś do czynienia ze względnie stabilnym kanonem? Ehrman dzieli się z nami takim scenariuszem:

Wydaje się zatem, że nasz Nowy Testament powstał w wyniku konfliktu między różnymi grupami wyznawców Jezusa, z którego zwycięsko wyszli protoortodoksyjni chrześcijanie, i to oni ukształtowali znany nam dzisiaj kanon.3

Często mówi się, że historię piszą zwycięzcy, a nasz sceptyk mniema, iż tak było i w tym wypadku. Starożytne chrześcijaństwo nigdy nie było monolitem. Przewagę w Kościele zdobyła jednak frakcja protoortodoksyjnych chrześcijan, która – przeforsowawszy własne stanowisko – doprowadziła do konsolidacji kanonu Pisma. Pozostałe, konkurencyjne ugrupowania, optujące być może za szerszym lub węższym kanonem, zostały ostatecznie pozbawione znaczenia jako heretyckie. Co na temat takiego opisu wydarzeń ma do powiedzenia Trent Horn, autor The Case for Catholicism?

We wczesnym Kościele istniało kilka konkurencyjnych tradycji dotyczących charakteru chrześcijańskiego kanonu. Istniało także kilka tradycji na temat tego, co konstytuowało najistotniejsze elementy ortodoksyjnego rozumienia wiary chrześcijańskiej. Na szczęście założony przez Chrystusa Kościół użył swojego autorytatywnego osądu, aby ustalić, które z tych tradycji były apostolskie oraz które z rzekomo świętych pism pochodziły od Apostołów i zgadzały się z ortodoksyjnym rozumieniem depozytu wiary, który ci nam pozostawili.4

Pluralizm wczesnego chrześcijaństwa stanowił niemałe zagrożenie dla integralności kanonu biblijnego oraz prawdziwej wiary. Na szczęście, niczym Gaja wyłaniająca się z pierwotnego Chaosu w Teogonii Hezjoda, na scenę wkroczył założony przez Chrystusa Kościół, który autorytatywnie ogłosił obowiązujący kanon. Trzeba przyznać, że sposób, w jaki Horn doszedł do tego wniosku na łamach swojej książki jest intrygujący. Najpierw wskazał na zawiłość historii kanonu oraz na mnogość kłopotów z nią związanych5. Potem postarał się wykazać, iż wszelkie kryteria pomagające odróżnić księgi kanoniczne od niekanonicznych pozostają wadliwe lub niewystarczające6. W końcu dotarł do długo wyczekiwanej przez niego konkluzji – jego nieomylny Kościół jest jedyną instancją, dzięki której jesteśmy w stanie poznać kanon Biblii7. Zgodnie z analogicznym schematem argumentacyjnym postępował Douglas M. Beaumont w aneksie do Evangelical Exodus 8. Zaskakujące jest bazowanie obrońców Rzymu na kontrowersyjnej tezie Bauera-Ehrmana, którą protestanccy badacze, tacy jak Andreas J. Köstenberger i Michael J. Kruger krytykują w The Heresy of Orthodoxy 9. Teoria ukazuje antyczne chrześcijaństwo jako mozaikę różnorodnych grup o rozmaitych wierzeniach czy praktykach, spośród której jedna grupa, nazywana protoortodoksami zdominowała inne i dokonała próby wymazania śladów działalności konkurencji z kart historii10. Co ciekawe, zwycięskie ugrupowanie wiązane jest zwykle z Kościołem Rzymskim, tak że jedyne, co musi zrobić strona katolicka, to przypisać owemu ugrupowaniu nieomylność w sprawach wiary i moralności11.

Podobnie jak w przypadku tekstu biblijnego, w kwestii kanonu argumentacja współczesnych apologetów katolicyzmu nie jest żadną nowinką. Turretin zauważył, że w XVI w. przynajmniej niektórzy papiści sądzili, iż Pismo samo w sobie nie jest autentyczne bez świadectwa Kościoła, tak że bez niego autorytet Pisma równy jest autorytetowi innych dzieł ludzkich, choćby greckich bajek Ezopa12. Whitaker podaje, że według katolickiego teologa Tomasza Stapletona nie może być dla nas jasne i pewne, która księga jest właściwa, a która niewłaściwa, dopóki nie pouczy nas Kościół 13. Inne argumenty Stapletona starają się postawić protestantów w obliczu jak największych trudności związanych z historią formowania się kanonu – polemista wskazuje na to, że niektóre pisma nie zostały przyjęte do kanonu, pomimo faktu bycia pismami prorockimi czy apostolskimi, przypomina też o wątpliwościach chrześcijan wobec niektórych ksiąg Nowego Testamentu, a ponadto tłumaczy, jak popularne w pierwszych wiekach istnienia Kościoła były apokryfy, a więc dzieła spisane przez podszywających się pod apostołów heretyków i filozofów14. Ponownie nihil novi sub sole.


Aby przeczytać następną część z serii, kliknij tutaj.


  1. B. D. Ehrman, Jesus, Interrupted: Revealing the Hidden Contradictions in the Bible (and Why We Don’t Know About Them), New York 2009, s. 182-183; przekład własny z języka angielskiego.
  2. D. Armstrong, The One-Minute Apologist, Manchester 2007, s. 10-11; przekład własny z języka angielskiego.
  3. B. D. Ehrman, Nowy Testament. Historyczne wprowadzenie do literatury wczesnochrześcijańskiej, Warszawa – Stare Groszki 2015, s. 33.
  4. T. Horn, The Case for Catholicism: Answers to Classic and Contemporary Protestant Objections, San Francisco 2017, s. 94; przekład własny z języka angielskiego.
  5. Tamże, s. 78-83.
  6. Tamże, s. 83-94.
  7. Tamże, s. 94-95.
  8. D. M. Beaumont, Appendix 1: Facing the Issue of the Biblical Canon, w: Evangelical Exodus: Evangelical Seminarians and Their Paths to Rome, red. D. M. Beaumont, San Francisco 2016, s. 217-229.
  9. A. J. Köstenberger, M. Kruger, The Heresy of Orthodoxy: How Contemporary Culture’s Fascination With Diversity Has Reshaped Our Understanding of Early Christianity, Wheaton 2010.
  10. Tamże, s. 24-26.
  11. Tamże, s. 25-26.
  12. F. Turretin, Institutes of Elenctic Theology, t. 1, red. J. T. Dennison, Jr., Phillipsburg 1992, s. 86.
  13. W. Whitaker, A Disputation on Holy Scripture: Against the Papists, Especially Bellarmine and Stapleton, Cambridge 1849, s. 285; przekład własny z języka angielskiego.
  14. Tamże, s. 300, 304-305, 312.
Konrad Buzała
  • 7 Wpisów
  • 0 Komentarzy
Student filologii klasycznej oraz absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, zgłębiający tajniki teologii w Wyższym Baptystycznym Seminarium Teologicznym w Warszawie. Członek Kościoła Chrześcijan Baptystów, zainteresowany szczególnie biblistyką, patrystyką i apologetyką protestancką. Uważa, że tylko konsekwentne życie w świetle paradoksu chwały krzyża jest godne przeżycia.