Dlaczego potrzebujemy wyznań wiary, a zwłaszcza <i>Credo nicejskiego</i>?

Dlaczego potrzebujemy wyznań wiary, a zwłaszcza Credo nicejskiego?

Najpierw postaram się wykazać, iż przywiązanie do wyznań wiary nie pozostaje w sprzeczności z protestancką zasadą „sola Scriptura”. Następnie uzasadnię tezę, że wyznania wiary – zwłaszcza te historyczne – nadal mają istotne znaczenie dla życia współczesnego Kościoła. Później poruszę kwestię szczególnej rangi „Symbolu nicejskiego”, wskazując istotne powody, ze względu na które winien on zajmować wyjątkowe miejsce w świadomości wszystkich uczniów Chrystusa. Na zakończenie przedstawię kilka praktycznych wskazań, które każdy wierzący może wcielić w życie, aby bogactwo teologii nicejskiej owocnie oddziaływało na niego samego, jego zbór i jego Kościół.

Osiem znaków ostrzegawczych nadużyć duszpasterskich

Osiem znaków ostrzegawczych nadużyć duszpasterskich

Problem toksycznych relacji duszpasterskich nie jest domeną wyłącznie pastorów-celebrytów z ogromnych zborów w Ameryce. Nadużycia duszpasterskie mogą pojawić się także w relacjach z pastorami, starszymi lub liderami czy misjonarzami nawet w bardzo małych wspólnotach. W niniejszym tekście chciałbym pochylić się nad pytaniem, na czym polegają takie nadużycia i jak rozpoznać, że jest się w toksycznej relacji duszpasterskiej. 

Przegadana duchowość, czyli o ewangelikalnym problemie z ciszą

Przegadana duchowość, czyli o ewangelikalnym problemie z ciszą

Marzy mi się, aby wbrew dzisiejszemu światu i współczesnej kulturze nasze Kościoły na nowo mogły odkryć skarb, jakim jest cisza, zarówno ta zewnętrzna, jak i ta wewnętrzna. Chciałbym ujrzeć siostry i braci, którzy w równowadze potrafią czerpać nie tylko z bogactwa duchowości ekstraspektywnej, ale także introspektywnej. Pragnę widzieć wierzących, którzy dostrzegają w milczeniu wspaniałą okazję do zachwytu podczas przyglądania się twarzy ich Pana, nie przyczynę męczącego ich poczucia dyskomfortu. Z tego powodu starałem się zarysować, jakie trzy funkcje może pełnić cisza nie tylko w życiu pojedynczego chrześcijanina, ale i w życiu całego zboru.

W chrześcijaństwie nie chodzi o fajność

W chrześcijaństwie nie chodzi o fajność

Wszystkie te wysiłki, żeby uczynić chrześcijaństwo fajnym, rozbijają się w moich oczach o jeden zasadniczy problem… chrześcijaństwo nie jest fajne. Można je oczywiście tak przyciąć, nagiąć i dopchnąć kolanem, żeby zmieściło się w ciasnych ramach fajności. Można zamalować niewygodne fragmenty grubą warstwą farby, albo zakryć kotarą i odsłaniać tylko wtajemniczonym. Ale na końcu okaże się, że powstała w taki sposób wersja wiary jest głęboko niesatysfakcjonująca i zostawia nas z pragnieniem czegoś więcej, co naprawdę odpowiada na najgłębsze potrzeby ludzkiego serca.