Czterdzieści lat na pustyni (cz. 1/2)

Księga Liczb często postrzegana jest jako raczej nieciekawa. Może dlatego, że zaczyna się od długiego spisu ludności Izraela i podziału obowiązków Lewitów, którzy służyli w przybytku. Może z powodu nazwy – Księga Liczb brzmi prawie jak książka telefoniczna. Jednak w rzeczywistości księga ta pełna jest bardzo ciekawych i pouczających dla nas historii.

Zdarza się, że osoby sceptycznie nastawione do Biblii z dystansem odnoszą się do trwającej czterdzieści lat wędrówki Izraelitów z Egiptu do ziemi Kanaan. Jeśli sprawdzimy w Google Maps, ile zajęłoby nam dojście pieszo np. z Kairu, współczesnej stolicy Egiptu, do Jerozolimy, okaże się, że trwałoby to jedynie sto czterdzieści osiem godzin. Gdybyśmy więc chcieli pokonywać choćby pięć godzin dziennie, do ziemi obiecanej doszlibyśmy w miesiąc. Dlaczego więc Izraelitom podróż ta zajęła aż tak dużo czasu? Czterdzieści lat! Pół życia! – jeśli komuś w tamtych czasach starczyło sił, by dożyć późnej starości. Fragment Księgi Liczb, któremu chcę się w tym tekście przyjrzeć, dotyczy tej właśnie kwestii. Rozdziały 13-14 tej księgi opisują jeden z najważniejszych momentów w wędrówce Izraelitów z Egiptu do ziemi obiecanej; był to jeden z najpoważniejszych buntów Izraela przeciwko Bogu, opisany bardzo szeroko – można z nim porównywać tylko historię o złotym cielcu, którą znajdujemy w Księdze Wyjścia – i jest to bunt, który ma najsroższe konsekwencje ze wszystkich. Pochylmy się najpierw nad fragmentem Lb 13:1-201.

I przemówił JHWH do Mojżesza tymi słowy: Wyślij mężczyzn, aby wyszpiegowali ziemię Kanaan, którą Ja daję synom Izraela. Po jednym człowieku na plemię jego ojców niech wyślą, wszystkich, którzy są pośród nich książętami. I Mojżesz wysłał ich z pustyni Paran, zgodnie z poleceniem JHWH. Wszyscy ci ludzie byli naczelnikami synów Izraela. A oto ich imiona: (…) Dla plemienia Judy Kaleb, syn Jefunego. (…) Dla plemienia Efraima Hoszea, syn Nuna. (…) To były imiona mężczyzn, których Mojżesz wysłał, chcąc wyszpiegować ziemię, a Hoszei, synowi Nuna, Mojżesz nadał imię Jozue. Mojżesz wysłał ich, aby wyszpiegowali ziemię Kanaan i powiedział im przy tym: Idźcie górą przez Negeb, a potem wejdźcie na pogórze. Przyjrzyjcie się tej ziemi, jaka jest, i mieszkającemu tam ludowi, czy jest silny, czy słaby, czy jest nieliczny, czy liczny; i jaka jest ta ziemia, którą on zamieszkuje: czy jest dobra, czy marna; i jakie są miasta, w których mieszka: czy są to obozowiska, czy warownie; i jaka jest ziemia [uprawna]: urodzajna czy jałowa; czy są na niej drzewa, czy nie ma. Bądźcie przy tym odważni i weźcie coś z płodów ziemi. A dni te były dniami [dojrzewania] pierwszych winogron.

By zrozumieć, co się tutaj dzieje, musimy przypomnieć sobie, co wydarzyło się do tej pory. Naród izraelski przez setki lat przebywał w niewoli w Egipcie; niewola ta stawała się coraz cięższa. Dlatego Bóg, który przed wiekami złożył swoje obietnice praojcom narodu izraelskiego – Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi – teraz w końcu powołuje człowieka, który ma wyprowadzić Boży wybrany naród na wolność. Tym człowiekiem jest Mojżesz. Za pośrednictwem Mojżesza Bóg czyni w Egipcie potężne cuda, zwycięża całą potęgę wrogiego narodu, jego władcę, jego bogów, i wyprowadza swój lud z niewoli. Faraon, choć ugiął się pod Bożą mocą i pozwolił Izraelitom na wyjście, teraz puszcza się za nimi w pogoń, i kiedy wydaje się, że już nie będzie ratunku, Bóg zapewnia im wybawienie i przeprowadza ich przez środek Morza Czerwonego, które następnie zalewa armie faraona. I tak Boży naród przybywa pod świętą górę Synaj, na którą Bóg zstąpił, by nadać Izraelitom swoje Prawo: ogłasza im, jak mają żyć w tej w końcu odzyskanej wolności. Jednak kiedy Mojżesz, pośredniczący w kontakcie Boga z Izraelem, przez wiele dni nie wraca z góry, Izraelici postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i wbrew Bożemu zakazowi tworzą sobie materialną podobiznę, złotego cielca, któremu będą mogli oddawać cześć. Dzięki wstawiennictwu Mojżesza nie zostają w pełni ukarani za to, co zrobili. Ale ten upadek rozpoczyna całą serię sytuacji, w których raz za razem okazują się Bogu niewierni, pomimo tego, jak wiele dla nich dokonał. Jednocześnie Bóg nadaje im kolejne przykazania, które mają uczynić ich czystymi i sprawić, że Boża obecność będzie mogła mieszkać pośród nich – w świętym namiocie zwanym przybytkiem, w którym kapłani mieli składać Bogu ofiary. I tak Izrael powoli posuwa się naprzód, prowadzony przez Boga, w kierunku kraju, który został im obiecany setki lat wcześniej – w kierunku ziemi Kanaan.

W Księdze Liczb 13 Izraelici stoją już u progu ziemi obiecanej. Od buntu związanego ze złotym cielcem minęły około dwa lata – głównie z powodu bardzo długich postojów, które mieli po drodze – i w końcu są tuż-tuż; już za chwilę mają wejść do tego obiecanego dziedzictwa. Tymczasem w Kanaanie mieszkają inne narody: narody wyjątkowo zdeprawowane, pełne przemocy, wyuzdania, wszelkich form bałwochwalstwa tak strasznych jak składanie bóstwom w ofierze dzieci przez palenie ich żywcem. Na te narody Bóg wydał wyrok: mają zostać usunięte z ziemi obiecanej, nie po prostu po to, żeby Izrael miał gdzie mieszkać, ale w ramach kary za wszystkie okropności, w których się pogrążyły. Ale nim rozpocznie się podbój Kanaanu, Bóg nakazuje Mojżeszowi wysłać zwiadowców, którzy zbadają tę ziemię, zarówno jako potencjalne miejsce do zamieszkania, jak i pod względem militarnym, żeby przygotować się do walki. I prorok wyprawia w drogę dwunastu zwiadowców, po jednym z każdego plemienia Izraela.

Już z tego fragmentu naszego tekstu możemy wyciągnąć pierwszy ważny wniosek. Bóg obiecał Izraelitom, że da im ziemię Kanaan. Wyprowadził ich z niewoli egipskiej, dokonywał wielkich cudów, prowadził, i teraz stoją oni u granic obiecanej ziemi, już za chwilę mają do niej wejść, Bóg ma im ją oddać w posiadanie. Ale to nie wydarzy się ot tak, za pstryknięciem palca. Będą musieli tę ziemię zdobyć! Z Bożym błogosławieństwem, z Bożą mocą, i z Bożą obietnicą zwycięstwa, ale będą musieli walczyć. Więcej nawet: będą musieli przygotować się do walki, zebrać informacje o tej ziemi, zaplanować podbój… włożyć w to wysiłek. Dlatego Mojżesz posyła zwiadowców.

W Biblii widzimy wiele schematów Bożego działania. Czasem Bóg posyła wiatr i morze rozdziela się na dwie części, by Izraelici mogli przejść bezpiecznie. Ale bywa i tak, że gdy nadchodzi potężna powódź, Bóg każde zbudować wielką arkę – i Noe buduje ją przez długie, długie lata. Odnoszę wrażenie, że najczęstszy, regularny sposób, w jaki Bóg działa, to ten drugi: ten, w którym Bóg powołuje nas do czegoś i daje nam moc, byśmy do tego dążyli. Owszem, czasem coś po prostu spada nam z nieba; cuda się zdarzają i nie możemy temu zaprzeczać. Ale cuda są cudami właśnie dlatego, że stanowią nadzwyczajny przejaw Bożego działania. To, że Bóg prowadzi mnie przez swojego Ducha Świętego, nie oznacza więc, że przestaję planować i wyłączam myślenie, bo moje działanie się nie liczy. Bycie człowiekiem duchowym nie oznacza, że jest się we wszystkim spontanicznym i lekkomyślnym. Oznacza raczej, że dalej myślę i działam, ale czynię to w oparciu o zupełnie inną perspektywę niż ludzie niewierzący. O tej perspektywie tekst powie więcej za chwilę – więc czytajmy dalej (Lb 13:21-33).

Poszli więc i wyszpiegowali tę ziemię, od pustyni Syn aż po Rechob, aż do wejścia do Chamat. Poszli górą przez Negeb i przybyli do Hebronu, gdzie mieszkali Achiman, Szeszaj i Talmaj, potomkowie Anaka; a Hebron został zbudowany na siedem lat przed Soan w Egipcie. I przyszli aż do jaru Eszkol. Tam ucięli gałąź winorośli z jedną kiścią winogron, a [mimo to] nieśli ją we dwóch na drążku. [Nabrali] także [nieco] z granatów i z fig. Miejsce to nazwano jarem Eszkol właśnie z powodu kiści winogron, którą odcięli tam synowie Izraela. I powrócili z przeszpiegów w tej ziemi po czterdziestu dniach. Po powrocie przyszli do Mojżesza i do Aarona oraz do całego zgromadzenia synów Izraela w Kadesz na pustyni Paran, i zdali sprawę im oraz całemu zgromadzeniu, a także pokazali im płody tej ziemi. I opowiedzieli mu po kolei: Przyszliśmy do ziemi, do której nas wysłałeś. I rzeczywiście, opływa ona w mleko i miód – a to są jej płody. Tylko że silny jest lud mieszkający w tej ziemi, a miasta są obwarowane, bardzo wielkie; widzieliśmy tam też potomków Anaka. Amalek mieszka w ziemi Negeb, a Chetyta i Jebuzyta, i Amoryta zamieszkuje góry, Kananejczyk zaś mieszka nad morzem oraz wzdłuż Jordanu. Wtedy Kaleb zaczął uciszać lud [oburzony] na Mojżesza. Powiedział: Najedziemy ją odważnie i zdobędziemy. Owszem, zdołamy ją przemóc! Jednak mężczyźni, którzy udali się z nim, mówili: Nie jesteśmy w stanie najechać tego ludu, ponieważ jest on od nas silniejszy. I rozpuszczali między synami Izraela złą wieść o ziemi, którą przeszpiegowali. Mówili: Ziemia, przez którą przeszliśmy, aby ją wyszpiegować, to ziemia pożerająca swoich mieszkańców, a cały lud, który w niej widzieliśmy, to ludzie rośli. Widzieliśmy tam także olbrzymów, potomków Anaka z olbrzymów. [Wobec nich] wydawaliśmy się sobie jak szarańcza – i tacy też byliśmy w ich oczach.

Reprezentanci dwunastu plemion udają się więc w głąb Kanaanu. Przebywają około trzystu pięćdziesięciu kilometrów i docierają aż do Hebronu, miejsca bardzo ważnego w geografii biblijnej, jako że właśnie tam pochowano patriarchów, praojców narodu izraelskiego, którym Bóg obiecał, że ich potomkowie otrzymają tę ziemię na własność. Jednak teraz w Hebronie mieszkają potomkowie Anaka, ludzie wyjątkowo dużego wzrostu, którzy w tekście pojawią się jeszcze dwa razy. Nie tylko ludzie bywają duzi w Kanaanie – duże są również owoce, i dlatego, jak czytamy, ucięli gałąź winorośli z jedną kiścią winogron, a [mimo to] nieśli ją we dwóch na drążku (13:23).

Zwiadowcy powracają, aby złożyć raport. Potwierdzają, że jest to wspaniały kraj, ale dzieje się także rzecz zdumiewająca: dziesięciu zwiadowców zaczyna publicznie zniechęcać pozostałych Izraelitów do podboju! Silny jest lud mieszkający w tej ziemi, a miasta są obwarowane, bardzo wielkie; widzieliśmy tam też potomków Anaka. Amalek mieszka w ziemi Negeb, a Chetyta i Jebuzyta, i Amoryta zamieszkuje góry, Kananejczyk zaś mieszka nad morzem oraz wzdłuż Jordanu. (…) Nie jesteśmy w stanie najechać tego ludu, ponieważ jest on od nas silniejszy (13:28-29.31). Okazuje się jednak, że jeden ze zwiadowców sprzeciwia się pozostałym, kierując się zupełnie inną perspektywą – Kaleb, z plemienia Judy, mówi: Najedziemy ją odważnie i zdobędziemy. Owszem, zdołamy ją przemóc! (13:30). Za chwilę z tekstu dowiemy się, że po jego stronie jest też Jozue z plemienia Efraima. Ów Jozue pojawiał się w całej historii wyjścia z Egiptu już wielokrotnie, jako generał wojsk izraelskich oraz sługa Mojżesza, a wiele lat później, po jego śmierci, stanie się jego następcą i wprowadzi Izraelitów do ziemi obiecanej.

Tymczasem tych dziesięciu zniechęconych, przerażonych zwiadowców mówi coś bardzo ciekawego o mieszkańcach Kanaanu: Ziemia, przez którą przeszliśmy, aby ją wyszpiegować, to ziemia pożerająca swoich mieszkańców, a cały lud, który w niej widzieliśmy, to ludzie rośli. Widzieliśmy tam także olbrzymów, potomków Anaka z olbrzymów. [Wobec nich] wydawaliśmy się sobie jak szarańcza – i tacy też byliśmy w ich oczach (13:32-33). Rzecz jasna, możemy się domyślać, że zwiadowcy trochę wyolbrzymiają: oczywiste jest, że hiperbolę zawiera werset 33. Pozostaje jednak faktem, że potomkowie Anaka opisani są jako olbrzymi. Użyto tutaj hebrajskiego słowa nefilim, które pojawia się w jeszcze jednym miejscu Biblii: w Księdze Rodzaju 6, przed potopem, gdzie czytamy o synach Bożych biorących sobie za żony córki ludzkie (Rdz 6:1-2). Chwilę po tej wzmiance werset 4 dodaje: Nefilim byli w tych dniach na ziemi – a także po tym, jak synowie Boży przychodzili do córek ludzkich i zradzali sobie [z nich] oni [potomków] – mocarze, którzy byli od wieków, sławni mężczyźni. Termin nefilim dosłownie może oznaczać upadłych, jednak Żydzi już w czasach starożytnych tłumaczyli go jako olbrzymi; tak też ujmuje go większość polskich tłumaczeń Biblii. Księga Rodzaju zdaje się sugerować, że związki, których owocem byli owi olbrzymi, zawierane były także później, po potopie; i faktycznie, w różnych miejscach Starego Testamentu, zarówno w Pięcioksięgu, jak i później, występują wojownicy potężnego wzrostu, zawsze ukazywani jako wrogowie Bożego ludu (najsłynniejszym przykładem jest z pewnością Goliat zabity przez młodego Dawida w 1 Księdze Samuela). Wątek starotestamentowych olbrzymów, choć nie jest głównym tematem tego tekstu, zasługuje na uwagę; można się spodziewać, że dla jednych może być intrygujący, podczas gdy inni uznają go za czystą fantastykę. Jeśli jednak znajdujesz się w tej drugiej grupie, być może żywiąc przekonanie w rodzaju: No tak, najpewniej cała ta Biblia to tylko zbiór starożytnych żydowskich mitów!, to chciałbym cię zachęcić, abyś zastanawiając się nad wiarygodnością Pisma Świętego nie zaczynał od pochylania się nad kwestią olbrzymów i tym podobnych smaczków, lecz od historyczności zmartwychwstania Jezusa. Jeśli Jezus nie zmartwychwstał, ostatecznie nie ma większego znaczenia to, co będziesz uważał na temat całej Biblii. Jeśli Chrystus nie został wzbudzony, bezcelowa jest wasza wiara, pisze apostoł Paweł (1Kor 15:17). Jeśli jednak zmartwychwstał, to jest to wiadomość o wiele bardziej fantastyczna (w obydwu tego słowa znaczeniach) niż wzmianki o olbrzymich potomkach Anaka; co więcej, jest to wiadomość, która powinna skłonić cię do poważnego potraktowania wszystkiego innego, co zostało w Biblii napisane.

Wróćmy jednak do dwóch przedstawionych w tekście postaw: Kaleba z jednej strony oraz dziesięciu przestraszonych zwiadowców z drugiej. Na czym polegała różnica między nimi? Widzieli przecież tę samą ziemię: to samo piękno i bogactwo Kanaanu, ale też te same miasta i armie. Dlaczego więc ich wrażenia były tak różne? Można by stwierdzić, że mamy tu do czynienia z niepoprawnym optymistą stawiającym czoła zgromadzeniu pesymistów (lub realistów). Ci drudzy przekonują Izraelitów, że zajęcie ziemi obiecanej jest niemożliwe z powodu piętrzących się przed nimi przeszkód, podczas gdy Kaleb woła po prostu: Oj tam, jakoś to będzie! Damy radę! Jesteśmy zwycięzcami! Jednak odczytując tekst w taki sposób, minęlibyśmy się z jego przesłaniem. Czytajmy dalej, przechodząc do 14:1-9, a przyczyna różnicy między Kalebem i izraelskimi defetystami stanie się dla nas jasna.

Wtedy całe zgromadzenie podniosło i wydało swój głos, i płakał lud tej nocy. Narzekali na Mojżesza i na Aarona wszyscy synowie Izraela, i powiedziało do nich całe zgromadzenie: Obyśmy wówczas pomarli w ziemi egipskiej albo obyśmy pomarli na tej pustyni! I po cóż JHWH prowadzi nas do tej ziemi? Abyśmy padli od miecza? Aby nasze żony i dzieci stały się łupem? Czy nie lepiej nam wrócić do Egiptu? I mówili jeden do drugiego: Obierzmy sobie wodza i wróćmy do Egiptu! Wtedy Mojżesz i Aaron padli na swoją twarz przed całą społecznością zgromadzenia synów Izraela. Jozue zaś, syn Nuna, i Kaleb, syn Jefunego, spośród zwiadowców [wysłanych do] ziemi, rozdarli swoje szaty i powiedzieli do całego zgromadzenia synów Izraela: Ziemia, przez którą przeszliśmy dla jej wyśledzenia, jest ziemią bardzo, bardzo dobrą. Jeśli JHWH upodobał nas sobie, to wprowadzi nas do tej ziemi i da nam ją, ziemię opływającą w mleko i miód. Tylko nie buntujcie się przeciw JHWH! Sami też nie bójcie się ludu tej ziemi. Owszem, będą naszym chlebem! Odeszła od nich ich osłona, a JHWH jest z nami! Nie bójcie się ich!

Pod wpływem narzekania zwiadowców wszyscy Izraelici stają przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi. Więcej nawet: jak mówią Kaleb i Jozue pod koniec powyższego fragmentu, buntują się oni przeciwko samemu Bogu. Przychodzi im do głowy absurdalny pomysł, żeby obrać sobie innego przywódcę, który poprowadzi ich z powrotem do Egiptu.

Niezależnie od tego, za którym razem czytam tę historię, nie przestaje zdumiewać mnie wielkość głupoty Izraelitów. Spędzili w Egipcie czterysta lat. Byli dręczeni, wykorzystywani i mordowani, a faraon miał ich za nic. Jednak ich Bóg ujął się za nimi, uratował ich, zesłał na Egipcjan plagi, przeprowadził ich przez środek morza – wszystko to nie dalej niż dwa lata wcześniej! W spektakularny sposób ukazał im swoją chwałę na górze Synaj: cała góra się trzęsła, a oni wraz z nią trzęśli się ze strachu. Później, pomimo ich grzechów, Bóg prowadził ich, opiekował się nimi, dawał mannę z nieba i wodę na pustyni. Jednak po tym wszystkim, gdy ich zwiadowcy widzą obwarowane miasta w Kanaanie, stwierdzają: Nie damy rady. To już przerasta Boże możliwości. Złamać potęgę Egiptu, rozdzielić morze, karmić nas na pustyni przez dwa lata… ale to? Jahwe chyba zrobił to wszystko po to, żebyśmy teraz poginęli. Wracajmy do Egiptu, tam nam było najlepiej.

W tym kontekście spójrzmy na logikę, którą kierują się Jozue i Kaleb: Jeśli JHWH upodobał nas sobie, to wprowadzi nas do tej ziemi i da nam ją, ziemię opływającą w mleko i miód. Tylko nie buntujcie się przeciw JHWH! Sami też nie bójcie się ludu tej ziemi. Owszem, będą naszym chlebem! Odeszła od nich ich osłona, a JHWH jest z nami! Nie bójcie się ich! (14:8-9). Innymi słowy: Jeśli Bóg nas sobie upodobał, jeśli On jest po naszej stronie, jeśli znamy Jego wolę, to On nas do tej ziemi wprowadzi! Choćbyśmy musieli bić się z całą armią olbrzymów, nic to nie znaczy, ponieważ Bóg obiecał, że jest z nami. Dlatego możemy być pewni, że zwycięstwo będzie nasze! Nie chodzi więc o to, że Kaleb i Jozue, w przeciwieństwie do pozostałych zwiadowców, mieli optymistyczne podejście do życia. Nie chodzi także o to, że wyobrażali sobie, jakoby Bóg miał spełnić każdą ich zachciankę. Po prostu znali Bożą wolę i Boże obietnice. Wiedzieli, że cokolwiek Bóg zechce zrobić, to zrobi, i nikt nie jest w stanie Go powstrzymać. Podobnie jak pozostali zwiadowcy, widzieli wielkie miasta i olbrzymów, ale oczyma wiary jeszcze wyraźniej widzieli Boga. Tymczasem inni patrzyli tylko oczyma ciała i pociągnęli za sobą ku niewierze wszystkich Izraelitów. Różnica między Kalebem i Jozuem a pozostałymi zwiadowcami jest różnicą między ludźmi, których perspektywa kształtowana jest przez ufność w Boże obietnice, a tymi, którzy patrzą tylko po ludzku.

Możemy zdumiewać się głupotą Izraelitów, jednak warto zadać sobie przy tym pytanie, czy nie postępujemy podobnie jak oni. Apostoł Paweł, nawiązując do doświadczeń Izraelitów wędrujących przez pustynię, pisze: Rzeczy te spadły na tamtych wzorcowo i zostały spisane, by być przestrogą dla nas, których dosięgnął koniec wieków (1 Kor 10:11). Mamy więc wyciągać z tej historii wnioski na temat naszego życia z Chrystusem tu i teraz. Jeśli jesteśmy chrześcijanami, jeśli nawróciliśmy się do Chrystusa, to i nas Bóg wyprowadził z niewoli – z niewoli grzechu. I nam zapewnił ratunek przez wodę – nie przez wodę Morza Czerwonego, ale przez wodę chrztu, który stanowi znak wszczepienia w Chrystusa. Jak przemówił do Izraela i nadał mu swoje Prawo, tak i nam dał słuchać swojego Słowa, żeby ono nas kształtowało. I my również zmierzamy do naszej ziemi obiecanej – do miejsca, w którym spotkamy się z naszym Panem. Ale póki jesteśmy w drodze, tak często zdarza nam się zapominać o wszystkim, czego On dla nas dokonał!

Zostaliśmy wyzwoleni z niewoli grzechu nie po to, by po otrzymaniu przebaczenia móc dalej żyć po swojemu, lecz po to, by służyć Bogu, który nas stworzył i zbawił. Tymczasem nasze zwątpienie i każdy wynikający z niego grzech jest jakby wzdychaniem za Egiptem. Dziwimy się krótkiej pamięci Izraelitów, lecz czy podobnej chwiejności nie obserwujemy i w naszych Kościołach? Jakże często zdarza się, że ktoś poznaje Ewangelię i zaczyna deklarować, że ją przyjął, mówi o Chrystusie głosem drżącym z zachwytu, zostaje ochrzczony, z pasją śpiewa na nabożeństwach, jednak gdy mija kilka lat lub nawet miesięcy, coś zaczyna się zmieniać. Coraz rzadziej widzimy tę osobę w kościele, nieszczególnie chce ona opowiadać o tym, co dzieje się w jej życiu, a w końcu dowiadujemy się, że już spakowała manatki i wróciła do Egiptu. Być może przyjęła już inną religię lub filozofię, a może błąka się po bezdrożach, bez żadnego konkretnego światopoglądu, po prostu płynąc z prądem otaczającej ją kultury.

Jeśli więc doświadczyłeś w swym życiu Bożego działania, jeśli Bóg nawrócił cię i umieścił w ciele Chrystusa, ale dzisiaj, gdy czytasz te słowa, coś ciągnie cię z powrotem do niewoli, z której kiedyś wyszedłeś – nie daj się! Nie wracaj do Egiptu! Nie daj sobie wmówić, że tam było ci lepiej, bo miałeś pod dostatkiem ogórków i dyń, i porów, i cebuli, i czosnku, jak z rozrzewnieniem wspominali Izraelici wyprowadzeni przez Boga spod władzy egipskiego tyrana (Lb 11:5). Tam, w twoim starym życiu, była tylko niewola, nawet jeśli czasem wydawało ci się, że twoje kajdany są ze złota. Idź dalej, z Chrystusem, uzbrojony w obietnice większe niż wszelcy olbrzymi, a dojdziesz do wspaniałego miejsca, które Bóg dla ciebie przeznaczył.


  1. Wszystkie fragmenty Pisma Świętego pochodzą z: Biblia, to jest Pismo Święte Starego i Nowego Przymierza. Przekład dosłowny z języka hebrajskiego, aramejskiego i greckiego, z przypisami, Poznań 2019.
  • 36 Wpisów
  • 0 Komentarzy
Wikariusz Zboru Kościoła Chrześcijan Baptystów EXE w Gdańsku. Absolwent teologii na Wyższym Baptystycznym Seminarium Teologicznym w Warszawie oraz amerykanistyki na Uniwersytecie Gdańskim. Pasjonat wszystkiego, co związane z Bożym Słowem oraz historią Bożego ludu. Prowadzi służbę Akademickich Spotkań Biblijnych w Trójmieście. Autor bloga "Coram Deo".