Co powiedzielibyśmy o kraju, w którym banknoty walają się po ulicach roznoszone wiatrem? 

 Wiek ubóstwa

Co pomyślelibyśmy, widząc jak nawet małe dzieci biegają z ich grubymi plikami robiąc z nich latawce lub rozpalając nimi ogniska? Jak skomentowalibyśmy wydawanie lokalnych gazet na papierze zrobionym z posklejanych banknotów zamiast ze zwykłego papieru?

Oto hiperinflacja waluty, upadek pieniądza. Jego wartość zniknęła, stała się pustym żartem państwowej mennicy i najgorszym podatkiem nałożonym na obywateli.

A co powiedzielibyśmy zatem o świecie, w którym na każdej ulicy, na dowolnej stronie internetowej, w większości kolorowych czasopism – wszędzie znaleźlibyśmy erotykę? Byłaby ona na wyciągnięcie ręki, na jeden obrót głowy, na jedno znudzone życzenie?

Taki porządek rzeczy prowadzić może tylko do jednego wniosku; nastąpiła dewaluacja seksu. Tak samo jak papierowy pieniądz miał niegdyś oparcie w najprawdziwszym złocie, tak to co miało być ucieleśnieniem miłości, dziś wyblakło, oślepione przez rewolucję seksualną. Prawda jest porażająca; od prawie 50 lat nie żyjemy już w epoce dzielnic, lecz świata czerwonych latarni.

Piekielna mennica wypuściła nieskończenie wiele seksu do światowego obiegu. Pomnożyła jednak tylko podaż erotycznego pieniądza – nie dodając przy tym żadnego realnego dobra. Tak samo świat nie zyskał więcej miłości dzięki temu, że może poszczycić się rekordowymi dawkami seksu dla każdego człowieka.

Kto sieje wiatr…

Istnieje za to inna konsekwencja, o której nie wiedzą głupcy zapamiętale dodrukowujący pornograficzne ulotki – nie miłość stanie się łatwiej dostępna, ale pozbawiona oparcia w niej erotyka stanie się z pewnością bezwartościowa. Pędząca seksualna inflacja pustoszy schowane na wyjątkowy czas małżeństwa oszczędności ludzi zwane dziewictwem i popycha ich do jak najszybszego wydania wszystkiego co mają. Boży dar, prawdziwy posag na ślubny kobierzec jest marnotrawiony przez omamione wysoką preferencją czasową oszukane dusze.

Tak jak w monetarnej inflacji – koszty płaci społeczeństwo oraz jednostki. Grasujący pośród gruzów chrześcijańskiej cywilizacji zachodniej legion demonów pozostawia za sobą plagę rozwodów, rozbitych rodzin, utraconych na darmo dziewictw, złamanych serc, chorób wenerycznych i niechcianych dzieci.

Finału tego dramatu nietrudno się domyślić – kiedy podczas oblężenia Jerozolimy zamożna wdowa po najwyższym kapłanie Jonatanie nie mogła kupić nic do jedzenia, ze wstrętem wyrzuciła swoje pieniądze na ulicę. Tak samo teraz, umierający z głodu miłości w szatańskim oblężeniu świat niedługo popadnie w skrajność reakcji lub rozpaczy; jest bardzo prawdopodobne, że doczekamy się zwątpienia w seks, czyli reinkarnacji gnostycyzmu. Ostatkiem sił, wielu oszukanych przez piekielną mennicę ludzi może ze wstrętem odrzucić erotykę jako taką.

Jeszcze większym zagrożeniem jest natomiast zwątpienie nie w seks, ale w samą miłość. Jak cynicznym można się stać, całe życie “uprawiając miłość” i nigdy jej nie zbierając? Czyż nie będzie łatwo stracić wiarę w cenny złoty kruszec, jeśli w życiu widziało się tylko jego środek zastępczy w postaci zupełnie pozbawionych ceny milionów papierowych banknotów? To zaś równałoby się rozpaczy – a ta jest być może najstraszniejszą z win, bo ostatecznie zamyka nad nami nieboskłon, spowijając świat czarnym całunem. Ostatecznie rozdziela Niebo od ziemi – i czyni to drugie piekłem, nad którym rozlega się pełen bólu lament Proroka: “Ach! Jak sczerniało złoto, ten kruszec szlachetny! Święte kamienie porozrzucane po rogach wszystkich ulic” (Lamentacje Jeremiasza 4, 1).

Ratunkowa reforma

Jakie jest zatem rozwiązanie? Jak poradzić sobie z galopującymi postępami dewaluacji erotyki i z triumfalnym pochodem zalewających świat produktów rewolucji seksualnej? Co powinien uczynić chrześcijański kontrrewolucjonista?

Jedyną drogą jest radykalna reforma naszej skarbowości. Nie pomoże odrzucenie erotycznego pieniądza jako takiego – jego związek z miłością jest u ulepionego z prochu ziemi człowieka z krwi i kości czymś tak naturalnym jak istnienie uniwersalnego środka wymiany u rozwiniętych społeczeństw. Tak samo jak wiele krajów europejskich po Wielkim Kryzysie, potrzebujemy za to wprowadzenia nowej waluty – w tym przypadku radykalnego oparcia jej wartości na prawdziwym kruszcu.

Miłość – ale tylko ta prawdziwa, zatem ekskluzywna, wierna, poświęcająca się, płodna i złączona ze swoim Bożym Źródłem, będzie gwarantem stabilności w sferze seksualnej. Tylko tyle i aż tyle. To w ramach wytyczonych przez pochodzące wprost z Raju święte małżeństwo możemy bez obaw cieszyć się miłosną unią i obdarowywać się oszczędzonym na tę chwilę dziewictwem. Erotyka spełni wówczas swoją odwieczną rolę znaku, wskazującego i wyrażającego płodną miłość mężczyzny i kobiety. Tak rozumiana, stanie się również odzwierciedleniem wyższego świata. Każde nieskalane zdradą małżeńskie łoże szepcze bowiem o miłości, jaką Chrystus umiłował własną Oblubienicę. Zapowiada także ostateczne przeznaczenie Kościoła – niewysłowione zjednoczenie duszy z jej Stwórcą i Odkupicielem.

Jaki los powinien zatem spotkać opiewające na wielkie sumy banknoty pozamałżeńskich uciech, pornograficzne czeki, miedziaki masturbacji, burdelowe weksle i wszystkie nikczemne podróbki miłości? Pamiętając o starej chrześcijańskiej zasadzie, którą urzeczywistnił sam Jezus, z biczem w ręku przepędzając świętokradców – mówi bowiem ona, iż to co obiektywnie niegodziwe, nie ma moralnego prawa do istnienia – nasza odpowiedź powinna być krótka.

Wszystko to precz!