Drogi Przyjacielu,

dziękuję za Twoją wiadomość. Nie ukrywam, o mało nie spadłem z krzesła podczas jej czytania! Twierdzisz, że moje postulaty w zakresie konieczności usunięcia zakazu kradzieży z Kodeksu Karnego są zbyt daleko idące. Naprawdę kwestionujesz sens naszej walki? Naprawdę nie rozumiesz, o co toczy się gra? Jak dobrze wiesz, od dwóch tygodni protestujemy tłumnie przed sądami, prowadząc bitwę z jednym z ostatnich reliktów ciemnoty religijnego fundamentalizmu. Dzięki Bogu, jest nas coraz więcej! Barykady płoną, obywatelskie społeczeństwo budzi się ze złego snu! Tylko w obłąkanym religijnym umyśle mógł zrodzić się pomysł prawnego zakazywania zaboru cudzego mienia i to pod groźbą więzienia(!).

Czy jestem więc zwolennikiem kradzieży, jak zdajesz się suponować? Broń Boże! Przecież mnie znasz. Wierzę, że jest obiektywnie zła i nigdy tego nie kwestionowałem. Wierzę jednak w świeckość instytucji demokratycznych i radykalny rozdział kościoła od państwa. Neutralność światopoglądowa jest fundamentem stabilizacji nastrojów społecznych, więc czas najwyższy umieścić dekalog tam, gdzie jego miejsce – w Kościele. Moralnym i politycznym skandalem jest natomiast próba narzucania treści dekalogu całemu społeczeństwu. Przecież brzmienie Kodeksu Karnego, tj. “kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą rzecz ruchomą, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”, jest prostą i bezpośrednią emanacją biblijnego “nie kradnij”! Wyobraź sobie tylko żal i ból tych wszystkich grup społecznych, które nie wyznają światopoglądu chrześcijańskiego, a którym arbitralnie narzuca się jego wartości. Czy są od nas gorsi? Czy powinniśmy ich tak traktować? Czy Jezus deptał w taki sposób uczucia mniejszości? Pomyślałeś kiedyś, co musi czuć wykształcony i wrażliwy ateista, kochający swój kraj i chcący budować wspólny dobrobyt społeczeństwa, kiedy biorąc do ręki Kodeks Karny odkrywa, że odbija on wartości tylko jednej grupy społecznej? Ba, że zobligowany jest pod groźbą więzienia(!) przestrzegać reguł zapisanych wiele tysięcy lat temu na kamiennych tablicach przez niewolników błądzących latami po zapomnianej pustyni? Świat się zmienił, przyjacielu! I chrześcijaństwo musi zmienić się wraz z nim. Dojrzeć. Pamiętasz jak Jezus powiedział do gorliwego Piotra w ogrodzie Getsemane: “włóż miecz swój do pochwy; wszyscy bowiem, którzy miecza dobywają, od miecza giną”? Właśnie w celu “schowania miecza” wyciągamy dziś szable na płonących barykadach ideologicznej wojny! Przez wiele lat raniliśmy ludzkie serca zimnym ostrzem bezdusznego aparatu wymiaru sprawiedliwości, więc najwyższy czas, aby “włożyć miecz do pochwy” i dać światu to czego naprawdę potrzebuje – ojcowską miłość, miłosierdzie i przebaczenie. Łaskę, a nie osąd. W imię Ewangelii naprawdę powinniśmy niezwłocznie skończyć z używaniem religii do celów politycznych i porzucić przekonanie, że rozstrzygnięcia prawne mogą przynieść trwałą zmianę wrażliwości sumień.

Sądzę, że naprawdę nie rozumiesz jaką krzywdę wyrządzamy naszej sprawie, przymusowo chrystianizując sumienie społeczeństwa bezdusznymi zapisami prawa… Przygotuj się na puste ławki w kościołach i drugą Irlandię! Naprawdę tego chcesz? Ludzie mają dość tłustych biskupów, którzy pierwsi są do deklamowania dekalogu w przestronnych komnatach swoich pałaców, nie rozumiejąc nastrojów społeczeństwa gnieżdżącego się w quasi-kawalerkach. Ludzie mają dość słuchania, że kradzież uszkodzonych rzeczy, albo rzeczy nieprzydatnych właścicielowi, jest takim samym grzechem jak kradzież atrakcyjnego dobra. “Kradzież to kradzież” – krzyczą świętoszkowatym tonem z wyniosłych ambon, ale czy słyszysz jak to brzmi w czasach lotów na księżyc i wyszukiwarki google? Czy naprawdę musimy dawać wciąż dowody intelektualnego prostactwa, ślepego fideizmu, niezdolności do niuansowania i oczyszczania praw bożych z naleciałości prymitywnych kultur tamtych czasów? Jest mi po prostu wstyd!

Ten biedny nastolatek, który ukradł wczoraj najnowszego iPhona jest przecież nikim innym jak ofiarą kapitalistycznych nierówności. Ofiarą, nie przestępcą! Zresztą, słowo “ukradł” jest przejawem agresywnej nomenklatury mijającego już świata i warto byłoby w końcu zacząć używać sformułowań niewykluczających i godnościowo neutralnych, np. “jednostronnie zmienił stan posiadania”. Ba, zobacz jak strasznym zjawiskiem jest serwowana nam przez rządzących depersonalizacja tych ludzi, pozbawienie twarzy i mówienie o nich per “złodziej”! Kościelno-polityczne szczucie na tę grupę nieszczęśników przypomina już atmosferę pogromów lat 30-tych w III Rzeszy. Tak właśnie zaczyna się eliminacja grup społecznych: od warstwy językowej (to już mamy) przez opresyjne prawo (to też mamy) aż po fizyczne “ostateczne rozwiązanie”… A przecież to nie są ci “obcy” i “inni”, tylko nasi sąsiedzi, nasi znajomi z pracy, a często nasi synowie i bracia. 

Wróćmy jednak do przykładu tego biednego nastolatka, o którym mówią wciąż ostatnio media. Czy wiedziałeś, że przez długie miesiące szkolni koledzy naśmiewali się z jego starego telefonu, bardziej przypominającego kalkulator niż smartfon? Czy wiesz, że – zanim jednostronnie zmienił status posiadania telefonu – bezskutecznie próbował znaleźć środki na jego zakup, zwracając się w tej sprawie do rodziców, pedagogów i – wreszcie – licznych instytucji społecznej pomocy? Wszyscy zawiedli! Jak się teraz czuje wiedząc nie tylko, że nikt mu nie pomógł, ale i że piętnuje go dzisiaj Kodeks Karny? Że traktowany jest jak zwykły przestępca, a wszystko to w imię “judeo-chrześcijańskich wartości leżących u podstaw aksjologii naszego ustawodawstwa”? Jest mi po prostu wstyd! Wstyd za biskupów, którzy pozwolili zamknąć ducha Ewangelii w przepisach prawa karnego. Wstyd za instytucję, która obraca się plecami do tysięcy upokorzonych złodziei, trzymanych pod kluczem i za kratami, niczym czarni niewolnicy z Czarnego Lądu wiele ciemnych wieków temu.

Wierzę w taki Kościół, który zamiast przykładać rękę do prześladowania tego biednego chłopca (diabelski sojusz tronu i ołtarza!), po prostu wręczy mu nowego iPhona z datków składanych na kościelną tacę. Wierzę w Kościół, który niesie na sztandarach prawo własności, ale nie tylko dla tych, którzy mają dobra, ale przede wszystkim dla tych, którzy ich nie mają! Wierzę w Kościół, który koncentruje się na powszechnym dawaniu, a nie konspirowaniu z władzą w celu karania tych, którzy wzięli zbyt dużo!   

Powiesz pewnie, że sprowadzam rzecz do absurdu, bo nowy smartfon nie jest przecież konstytucyjnym prawem człowieka. Cóż, a pełny żołądek jest prawem człowieka, czy nie? Dlaczego więc karamy bezdomnych, którzy żywią się w marketach, mimo że nie mają pieniędzy, aby płacić za jedzenie? Czy wiesz, że w Warszawie policja aresztowała mężczyznę, który był podobno jedynym żywicielem rodziny, tylko dlatego, że od trzech miesięcy wynosił co jakiś czas z osiedlowego sklepu reklamówki z artykułami pierwszej potrzeby? Co zrobiłby Jezus, jak myślisz? Rzeczywistość nie jest czarno-biała! Istnieją obszary szarości, niuanse, wyzwania i moralne konflikty, o których nawet nie śniło się naszym uzurpatorskim arbitrom moralności! Gdy ktoś ma do wyboru: okraść osiedlowy sklep i dać dziecku jeść, albo też nie okradać sklepu i posłać głodne dziecko do szkoły, to jakim prawem system prawny ośmiela się mu cokolwiek narzucać? Dlaczego zabiera mu się prawo wyboru, skoro nieszczęśnikowi nie pozostało już nic innego? Jak małym i podłym trzeba być osobnikiem, aby wchodzić z butami w rzeczywistość nierozstrzygalnych konfliktów wartości i wykrzykiwać w twarz zranionemu przez los człowiekowi: “nie kradnij”? Jak bardzo wąskie i niechrystusowe trzeba mieć serce, aby popierać program “więzienie+” i optować za utrzymaniem statusu quo w obszarze penalizacji kradzieży? Wreszcie, czy naprawdę myślisz, że zakaz kradzieży powstrzymał jakiegokolwiek złodzieja przed zaplanowaną kradzieżą? Czy naprawdę myślisz, że pistolet prawa karnego przy głowie automatycznie tworzy z każdego obywatela moralnego herosa? “O, święta naiwności pożytecznych idiotów!” – chciałoby się napisać. Tylko z szacunku do ciebie nie użyję jednak takich słów. I nie mów mi proszę, że prawo karne nie obejmuje szczególnie skrajnych przypadków; że istnieją okoliczności wyłączające winę, w tym stosowne kontratypy czynu zabronionego (np. stan wyższej konieczności). Nie mam kompetencji prawnych, aby rozstrzygnąć, czy to cokolwiek zmienia; wiem tylko z całą pewnością (po prostu wiem!), że system prawa karnego nie powinien zakazywać kradzieży i tego będę bronił jak Ewangelii.

Tak w ogóle, zdobądź się proszę na chwilę autorefleksji. Powiedz, co zrobiłeś dla ubogich, skoro twierdzisz, że nie mają prawa do zaboru cudzego mienia? Czy kiedykolwiek oddałeś amatorowi cudzych samochodów własny samochód? Czy kiedykolwiek podarowałeś potencjalnemu włamywaczowi choćby połowę swoich oszczędności, skoro ty odłożyłeś pięć średnich krajowych, a on żadnej? Wybacz szczerość! Jak znam życie, nie zrobiłeś dla nich nic. I nie mów mi, że od dwóch dekad prowadzisz fundację rozdającą potrzebującym chleb i zupę, bo sam nigdy nie chciałbyś żyć o chlebie i zupie. Nie czyń więc drugiemu, co tobie niemiłe. Skoro nic dla nich nie zrobiłeś, nie osądzaj tych, którym z obiektywnych przyczyn pozostała w życiu już tylko kradzież. Jak to w ogóle możliwe, że pochwalasz prawo, które wsadza tych poranionych biedaków do więzień, zamiast – jak Chrystus – “wypuszczać jeńców na wolność”…? Cóż, wypada przywołać szczególnie dziś aktualne słowa naszego Mistrza: “I wam, zakonoznawcy, biada, bo obciążacie ludzi brzemionami nie do uniesienia, a sami ani jednym palcem swoim nie dotykacie tych brzemion”. Nie traktuj tego personalnie, ale kogo miał Jezus na myśli, jeśli nie ciebie? 

To właśnie przez takich religijnych fundamentalistów jak ty świat nas dzisiaj nienawidzi zamiast kochać. Biada nam, gdy wszyscy źle o nas mówią! Na szczęście spotkałem podczas demonstracji wielu ateistów i przeciwników Kościoła, którzy byli miło zaskoczeni słysząc, że jestem chrześcijaninem. Wiesz, twierdzili, że naprawdę wiele mnie z nimi łączy i że z takim Kościołem, to oni mogliby nawet się zaprzyjaźnić! Piękne. Jak niewiele trzeba, aby otworzyć serca ludzi! Wystarczy milcząco towarzyszyć ich oczekiwaniom. Uprzedzając twoje pytanie: nie, nie przeszkadza mi, że są wulgarni, niszczą kościoły i w akcie protestu dokonują symbolicznych kradzieży. Sam nienawidzę ducha religii, skostnienia i opresji, więc naprawdę rozumiem ich punkt widzenia. Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem, a że wspólnie płaczemy nad chrześcijańskim fundamentalizmem, to chyba rozumiesz, że trudno mi napisać o nich cokolwiek złego. 

Cóż, nie chcę zanadto rozwlekać tego listu, bo dzisiaj wieczorem zaplanowano kolejną demonstrację. Za zachętą do pracy zamiast kodeksowego zakazu kradzieży. Za prawem własności również dla tych, którzy nic nie nie mają. Za etycznym rozróżnieniem kradzieży dóbr atrakcyjnych od dóbr nieprzydatnych właścicielom. Za wolnością wyboru dla tych, którym pozostała już tylko jednostronna zmiana stanu posiadania. Za chrześcijaństwem miłości, przebaczenia i miłosierdzia, a nie opresji i legislacyjnej agresji. Za wolnością Królestwa Bożego, a nie tworzonym nam przez rządzących piekłem zakazów, nakazów, krat i podzielonych rodzin. 

Modlę się, aby Bóg otworzył ci oczy i abyś wreszcie zaczął rozumieć wszystko tak jak ja. Najwyższa pora, abyś zrozumiał, że każdy ma prawo do własnego zrozumienia. 

W świetle obecnych wydarzeń nie masz już wyboru – musisz w końcu uznać, że każdy ma prawo wyboru.

Trzymaj się ciepło, 

Twój Znający Serce Ojca Brat

Bartosz Sokół
  • 70 Wpisów
  • 0 Komentarzy
Szczęśliwy mąż i ojciec, prawnik, absolwent prawa na Uniwersytecie Śląskim oraz teologii w Wyższej Szkole Teologiczno-Społecznej w Warszawie. Zaangażowany w szereg inicjatyw chrześcijańskich. Redaktor Naczelny portalu nalezecdojezusa.pl oraz współtwórca portalu myslewiecwierze.pl. Interesuje się historią chrześcijaństwa w kontekstach społecznych i kulturowych, filozofią oraz apologetyką. Od kilku lat zachwycony Chrystusem jako Osobą, Ideą i Odpowiedzią.