fbpx

Wielkimi krokami zbliżają się wybory parlamentarne. Komitety wyborcze dwoją się i troją, żeby na ostatniej prostej zapewnić sobie jak najlepszy wynik. Niektórzy pewnie z podnieceniem wyczekują dnia, kiedy rozstrzygnie się, kto będzie rządził przez kolejne cztery lata. Inni wprost przeciwnie mają już serdecznie dosyć przedwyborczych – najpewniej znowu pustych – obietnic i wyświechtanych haseł. Jak jednak powinni podchodzić do wyborów chrześcijanie? Czy bliższa nam powinna być postawa zaangażowania i dążenia do tego, żeby naszym krajem rządzili politycy o zbliżonym do nas światopoglądzie? Czy może właściwsza jest obojętność, ponieważ doczesna polityka to sprawy tego świata a nie Królestwa Bożego? W poniższym wpisie zastanowimy się nad tym, w jaki sposób powinniśmy patrzeć na wybory parlamentarne jako chrześcijanie.  

Głosując w wyborach nie zbudujemy Królestwa Bożego

W krajach nominalnie jeszcze chrześcijańskich istnieje pokusa myślenia, że oddając głosy na właściwą partię możemy powstrzymać marsz sekularyzacji. Partia x zapewnia wszak, że jest przyjazna kościołom i kieruje się wartościami chrześcijańskimi. Polityk z wypowiada się przeciw wprowadzeniu małżeństw homoseksualnych. Komitet y twierdzi, że ograniczy aborcje dokonywane na niepełnosprawnych dzieciach. Prawda jest jednak taka, że – nawet zakładając  szczerość tych deklaracji – polityczne zwycięstwa są tylko chwilowe. Na drodze legislacyjnej możemy zapewne opóźnić realizację liberalnych postulatów, ale jeżeli nie odnajdziemy jako chrześcijanie drogi do serc i umysłów młodego pokolenia, to upadek porządku uzyskanego w taki sposób jest jedynie kwestią czasu.

Powyższa konstatacja nie powinna nas jednak prowadzić do pesymizmu. Królestwa Bożego nie buduje się właściwymi ustawami w sejmie, ale zwiastowaniem ewangelii. Moc przemieniania świata oraz ludzkiego życia ma Słowo Boże, a nie program partii x bądź y. Świadomość tego temperuje nadmierną gorączkę przedwyborczą. Oczywiście to, kto zasiada w parlamencie ma znaczenie. Myślę jednak, że o wiele donioślejsze dla przyszłości świata i ludzi rzeczy dokonują się w zborach, parafiach i na spotkaniach grup biblijnych – wszędzie tam, gdzie Boże Słowo dociera do ludzkich serc i przemienia ja na obraz Chrystusa.

Zostanie w domu nie jest bardziej „duchowe”

Ustawiwszy wybory na właściwym miejscu w hierarchii ważności, nie powinniśmy jednak popadać w drugą skrajność, którą byłoby zupełne ich zignorowanie jako spraw „tego świata”. Taka postawa może być ze wszech miar kusząca. Polityka jest wszak brudna, jej język brutalny, a ludzie ją uprawiający nieraz okazują się uwikłani w nieczyste interesy. Wielu z nas wszystkie partie mogą wydawać się skompromitowane w taki, czy inny sposób. Być może nie ma żadnego ugrupowania, które reprezentowałoby nasze przekonania. Skoro Królestwo Boże buduje się zwiastowaniem ewangelii, to może w ogóle nie powinniśmy sobie zaprzątać głowy sprawami ziemskich królestw?

Jednak świat, w którym żyjemy – jakkolwiek upadły – jest Bożym światem, a my wciąż mamy tutaj swoją odpowiedzialność. Jakkolwiek nietrwałe są zdobycze polityczne, mają one realny wpływ na nasze życie. Może nie zatrzymamy pochodu sekularyzacji, ale to nie znaczy, że nie powinniśmy starać się, żeby świat wokół nas był lepszym miejscem. Dlatego myślę, że prawdziwie chrześcijańską postawą nie jest bierność, ale raczej aktywne brania odpowiedzialności za to, na co mamy wpływ. Jeżeli mamy prawo głosu, to powinniśmy z niego korzystać i oddać głos na tę partię, która według naszego rozeznania będzie rządziła w sposób najbardziej zgodny z naszymi chrześcijańskimi przekonaniami.

Władza, którą wybierzemy, będzie pochodziła od Boga

Którakolwiek partia nie zwycięży w tych wyborach, duża część społeczeństwa będzie rozczarowana. Podzielimy się na tryumfujących zwolenników partii y oraz wściekłych stronników opozycji, którzy będą wylewać żale na głupotę iluś procent swoich rodaków. Myślę, że w tych okolicznościach w szczególności należy pamiętać słowa św. Pawła:

Każdy człowiek niech się poddaje władzom zwierzchnim; bo nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te, które są, przez Boga są ustanowione. (Rz 13,1) 

Oczywiście zdarzają się władcy pobożni i bezbożni. Św. Paweł nie mówi, że wszelka władza podoba się Bogu lub postępuje zgodnie z jego wolą. Ale wszelka władza – także ta wybrana w demokratycznych wyborach – rządzi z Bożego mandatu i przyzwolenia. Dlatego oceniajmy polityków i ich poczynania, ale nie zapominajmy też się za nich modlić i darzyć ich szacunkiem, „abyśmy ciche i spokojne życie wiedli we wszelkiej pobożności i uczciwości” (1 Tm 2,2).

Królestwo Boże na pewno zatryumfuje!

Królestwo Chrystusa z całą pewnością zatryumfuje. Oczywiście nie w nadchodzących wyborach, ale w historii świata. Pewnego dnia polityczne kompromisy przeminą, dobre i złe ustawy staną się nieistotne, podziały polityczne przebrzmiałe, a niedoskonałości tego świata zostaną naprawione. Niezależnie od tego, czy będziemy zadowoleni z wyniku niedzielnych wyborów, czy wprost przeciwnie, to możemy patrzeć w przyszłość z nadzieją. Mamy też jako chrześcijanie zadanie do wykonania – powinniśmy głosić ewangelię słowami i uczynkami, troszczyć się o bliźnich, budować zdrowe rodziny i żywe kościoły. Zadanie to powinniśmy wypełniać wspólnie, niezależnie od naszych zapatrywań politycznych. Królestwo Boże budujemy wszak nie jako wyborcy partii z lub zwolennicy komitetu x, ale jako uczniowie Chrystusa.

Filip Sylwestrowicz
  • 25 Posts
  • 0 Comments
Student biblistyki na Uniwersytecie w Cambridge. Absolwent teologii w Canadian Reformed Theological Seminary i hebraistyki w ramach MISH na Uniwersytecie Warszawskim. Miłośnik dobrej książki i dobrej kawy.