Z jednej strony kiedy go doświadczamy szukamy szukamy pociechy i nadziei w naszej wierze. Z drugiej strony jego istnienie samo w sobie domaga się wyjaśnienia. Zastanawiamy się zatem jak to możliwe, że dobry Bóg pozwala na istnienie zła i cierpienia? Czy nie ma mocy aby mu się przeciwstawić? A może wcale nie jest dobry, skoro tego nie czyni? Osobnym, choć powiązanym, zagadnieniem jest doświadczenie cierpienia w życiu osób wierzących. Ostatecznie czy bycie Bożymi dziećmi nie powinno gwarantować nam jakichś szczególnych względów u Stwórcy? Skoro Chrystus odkupił nas z naszych grzechów, czemu jeszcze mamy chorować i doświadczać rozmaitych innych trudów życia?

Ze wszystkimi tymi pytaniami mierzy się teologia chrześcijańska próbując pomóc wierzącym znaleźć odpowiedzi na swoje wątpliwości oraz pociechę w ich doświadczeniach. Niestety jednak nie zawsze odpowiedzi, jakich udziela się w środowiskach chrześcijańskich, są dobre. Zwłaszcza w kręgach charyzmatycznych – chociaż wcale nie wyłącznie w kręgach charyzmatycznych – stykam się od czasu do czasu z rozmaitymi ucieczkami przed problemem cierpienia. Mam na myśli takie odpowiedzi, które na rozmaite sposoby starają się wywinąć od uczciwego zmierzenia się z wątpliwościami jakie budzi doświadczenie cierpienia w życiu wierzącego. Pomimo, że pozornie takie odpowiedzi wydają się nieść większą pociechę i nadzieję, w istocie ich wyznawanie może mieć dramatyczne skutki. W niniejszym tekście chciałbym wskazać trzy przykłady takich ucieczek przed problemem cierpienia, z jakimi w różnych kontekstach miałem okazję się zetknąć oraz zwięźle wykazać, że są one sprzeczne z nauczaniem Pisma Świętego. Chociaż przedstawiam je jako osobne koncepcje, często bywają one ze sobą nawzajem łączone w bardziej złożone konstrukty. Druga część artykuł ma z kolei za zadanie naszkicować istotne elementy odpowiedzi, którą uważam za intelektualnie uczciwą oraz zgodną z treścią Pisma Świętego.

Ucieczka pierwsza: kryptomanicheizm

Manicheizm był systemem religijnym powstałym w III wieku i łączącym elementy chrześcijaństwa oraz innych religii. Jego najbardziej charakterystyczną cechą był nacisk na dualistyczną naturę świata – dwa sprzeczne pierwiastki dobra i zła toczą w nim nieustanną walkę. Dobry Bóg zmaga się ze złym Demiurgiem, twórcą świata materialnego. W odróżnieniu od manicheizmu chrześcijaństwo uczy, że świat jest w pełni dziełem dobrego Boga i został skażony złem dopiero po swoim powstaniu. Zło nie jest odwiecznym pierwiastkiem współistniejącym z dobrem, ale – jak nauczał nawrócony manichejczyk święty Augustyn – brakiem lub skażeniem dobra. Szatan w teologii chrześcijańskiej w żaden sposób nie może rywalizować z Bogiem, jest bytem stworzonym i nieskończenie słabszym od Stwórcy. Z pozoru mogłoby się wydawać, że taka nauka nie może mieć nic wspólnego ze współczesnym chrześcijaństwem. A jednak pewne jej cechy można odnaleźć w tezach podnoszonych czasem w kościołach.

Najprostszym sposobem na odpowiedź na pytanie jak dobry Bóg może pozwalać na cierpienie w życiu swoich dzieci wydaje się być: to nie On stoi za tym cierpieniem! Jest ono dziełem jego przeciwnika – Szatana. Pozornie taka strategia wydaje się zupełnie bezpieczna, odsuwa bowiem od Pana Boga jakiekolwiek odium podejrzeń o związek ze złem tego świata. Jednocześnie skoro nasze cierpienie jest sprzeczne z wolą naszego Niebieskiego Ojca, to w Nim możemy widzieć źródło nadziei na ratunek przed złymi doświadczeniami. Jednak te korzyści są tylko pozorne. Bóg w takim ujęciu jest bowiem po prostu słaby, niezdolny dać odporu zakusom swojego wroga. W celu (źle rozumianego) chronienia dobroci Boga czyni się go nie dość potężnym aby przemóc zło tego świata. Taka propozycja w istocie poświęca Bożą wszechmoc na ołtarzu miłości. Szatan natomiast urasta do rangi manichejskiego Demiurga, godnego przeciwnika Pana Boga.

Pismo Święte naucza, że Bóg jest absolutnie suwerenny. Szatan jest jedynie bytem stworzonym, który jest w pełni podległy władzy Boga (Rdz 3,14), nie może działać bez Bożego przyzwolenia (Job 1,6-12; Łk 22,31). Natomiast Pan czyni wszystko zgodnie z zamysłem swojej woli (Ef 1,11; Ps 33,11). Co więcej sam mówi o sobie:

Ja tworzę światło i stwarzam ciemności, sprawiam pomyślność i stwarzam niedolę. Ja, Pan, czynię to wszystko.Iz 45,7

Tak dobre doświadczenia, jak i złe pochodzą od Boga i dzieją się za jego przyzwoleniem. Nawet cierpienie jest częścią Bożego planu, dobra teologia nie może tego kwestionować. Pomimo, że to Szatan bezpośrednio dotknął Hioba cierpieniami, on słusznie rozpoznaje w tym rękę Boga. Świat i nasze życie nie są areną równych zmagań Boga z Szatanem, wszystko co przedsiębierze władca ciemności okazuje się być częścią odwiecznego planu Stwórcy.

Ucieczka druga: pójście w ślady przyjaciół Hioba

Innym sposobem na ucieczkę przed problemem obecności cierpienia w życiu chrześcijan jest powiedzenie: Pan Bóg już zagwarantował nam wolność od bólu i tylko od nas samych zależy, czy to przyjmiemy z wiarą. Zwolennicy tego konceptu w problemach życiowych jasno widzą brak wiary samego cierpiącego – gdyby tylko miał dość wiary, Bóg uzdrowiłby go z choroby lub uwolnił od innego rodzaju zmagań. Również ta ucieczka pozornie zdejmuje z Boga odpowiedzialność przynajmniej za zło spotykające wierzących – wszak On jest gotów nas od niego uwolnić jeśli tylko uwierzymy. Jednocześnie postuluje ona, zdawałoby się łatwe do zastosowania, wyjście z rozmaitych trudności życiowych jakim jest odpowiednio usilna wiara w Bożą interwencję.

Na podparcie takiego rozumowania przywołuje się fakt, że w czasie swojej ziemskiej służby Pan Jezus często uzależniał uzdrowienie od wiary człowieka. Pozornie wydaje się być to dobry argument. W samej Ewangelii Mateusza Pan Jezus wielokrotnie komentuje wiarę osób uzdrowionych lub uzależnia od niej swoje działanie (8,7; 9,22; 9,29). Uzdrawia sparaliżowanego widząc wiarę jego przyjaciół spuszczających go na noszach z dachu aby tylko miał dostęp do Pana (9,2), ale nie dokonuje zbyt wielu cudów w Nazarecie z powodu niewiary tamtejszych ludzi (13,58). Na próżno jednak szukałoby się w Piśmie Świętym obietnicy, że wszyscy wierzący w moc Pana Jezusa zostaną uzdrowieni. Nacisk na wiarę w Ewangeliach odpowiada ich zasadniczemu tematowi – tożsamości Pana Jezusa jako Mesjasza. Jego nadejściu miało towarzyszyć otwieranie oczu ślepych oraz uszu głuchych (Iz 29,18; 35,3 por. Mt 11,5), wiara ludzi których spotykał Pan Jezus na swojej drodze była rozpoznaniem jego jako Chrystusa. Nie oznacza to bynajmniej, że każdy kto uwierzy w Chrystusa zostanie uzdrowiony i uwolniony od cierpień, ani tym bardziej że pozostanie owych w naszym życiu jest znakiem niedostatecznej wiary.

Ucieczka ta bardzo bezpośrednio przekłada się na nasze życie – jaką pociechę może znaleźć człowiek, który słyszy, że gdyby tylko miał dość wiary, mógłby uwolnić się od cierpień? Kiedy wzrostowi cierpienia towarzyszy tylko wzrost poczucia winy, a upragniona poprawa losu nie następuje pomimo wszelkich możliwych starań? Jak przyjaciele Hioba wmawiali mu, że przyczyną jego cierpienia jest jego grzech, tak dziś czasem jego miejsce zajmuje nie dość usilna wiara.

Ucieczka trzecia: wiara w rozwiązanie tu i teraz

Abstrahując od powiązania pomiędzy wiarą człowieka a spodziewaną interwencją Boga, warto potraktować oddzielnie samo oczekiwanie, że zostaniemy uwolnieni od naszych cierpień tu i teraz. Zbyt często niestety spotykam się z przekonaniem, że Pan Jezus wykupił na krzyżu nasze zdrowie a w nowym przymierzu cierpienia chrześcijan powinny być co najwyżej incydentalne. Zdrowy rozsądek oraz wszelkie możliwe biblijne przykłady podpowiadałyby, że modlitwa jest prośbą skierowaną do Boga – jednak zdarzało mi się słyszeć zamiast tego ogłaszanie zwycięstwa nad chorobą lub innym trudnym doświadczeniem.

Wspomniane praktyki modlitewne same w sobie są już problematyczne. Pismo Święte nigdzie nie nakazuje ani nie usprawiedliwia ogłaszania zwycięstwa czy uzdrowienia, które jeszcze nie nastąpiło. Jednak większym problemem zdaje się być przekonanie leżące u ich podstawy – to znaczy, że chrześcijanie po tej stronie wieczności zasadniczo nie powinni doświadczać cierpienia. Pismo Święte przedstawia nadzieję na doskonały świat wolny od cierpienia (Ap 21,3-5; 22,2-6), ale jest to ponad wszelką wątpliwość wizja przyszłości. Tymczasem sam Nowy Testament bynajmniej nie pokazuje wierzących jako wolnych od chorób i trosk: apostoł Paweł zmaga się z tajemniczym cierniem (prawdopodobnie jakąś dolegliwością, 1 Kor 12,7) i choruje na oczy (Gal 4,12-16; 6,11). Tymoteusz ma problem ze zdrowiem, na które Paweł zaleca mu zupełnie zwyczajne środki lecznice (1 Tm 5,23). Paweł miewa okresy, w których brakuje mu środków finansowych (Flp 4), święci w Jerozolimie cierpią głód i ubóstwo (2 Kor 8 i in.). Pismo Święte nie tylko nie obiecuje doczesnej wolności od trudnych doświadczeń, ale też wyraźnie pokazuje, iż dotyczą one także i chrześcijan.

Prawdziwa nadzieja chrześcijan

Przedstawiwszy powyżej sposoby odpowiedzi na kwestię cierpienia, które uważam za niewłaściwe, chciałbym z kolei zaproponować własną odpowiedź. Niewątpliwie temat jest na tyle obszerny, że trudno byłoby go wyczerpać w choćby najdłuższym artykule – dlatego jedynie zaznaczę te elementy doktryny chrześcijańskiej, które moim zdaniem są szczególnie ważne w kontekście trudnych doświadczeń w życiu osób wierzących.

Przede wszystkim chciałbym podkreślić, że chrześcijaństwo oferuje nadzieję na świat wolny od cierpienia:

I usłyszałem donośny głos z tronu mówiący: Oto przybytek Boga między ludźmi! I będzie mieszkał z nimi, a oni będą ludem jego, a sam Bóg będzie z nimi. I otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie; ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie; albowiem pierwsze rzeczy przeminęły. Ap 21,3-4

Ma ona jednak charakter eschatologiczny – to znaczy odnosi się do odnowionego świata po powtórnym przyjściu Pana Jezusa. Cierpienie ma charakter doczesny i z całą pewnością nadejdzie kiedyś jego kres. Doświadczając go możemy mieć pewność, że kiedyś się skończy.

Pan Bóg jest suwerenny

Drugą istotną w tym kontekście prawdą wiary jest Boża suwerenność – nic co się dzieje, nie dzieje się wbrew woli Bożej. Pan ma pieczę nad wszystkimi sprawami zgodnie ze swoją wolą (Ef 1,11) – sprawuje kontrolę również nad złymi wydarzeniami i wykorzystuje je do swoich celów.

I rzekł Pan do niego: Kto dał człowiekowi usta? Albo kto czyni go niemym albo głuchym, widzącym albo ślepym? Czyż nie Ja, Pan? Wj 4,11

Patrzcie teraz, że to Ja, Ja jestem A oprócz mnie nie ma boga. Ja pozbawiam życia i darzę życiem, Ja ranię i leczę, I z ręki mojej nikt nie zdoła się wyrwać. Pwt 32,39

Ja tworzę światłość i stwarzam ciemność, Ja przygotowuję zarówno zbawienie, jak i nieszczęście, Ja, Pan, czynię to wszystko. Iz 45,7

Pan Bóg panuje nad dobrą i złą dolą, zdrowiem i chorobą. Jego władza dotyka nawet najdrobniejszych zdarzeń (Mt 10,29-31), a co dopiero życia jego dzieci. Naturalnie pojawia się tu odwieczny problem teologiczny – w jaki sposób Bóg może, będąc wszechmocnym i dobrym, pozwalać na istnienie zła? Kiedy się jednak nad tym zastanowimy, to okazuje się, iż nie zachodzi sprzeczność pomiędzy tymi stwierdzeniami. Pan Bóg może być dobry i mieć moc aby powstrzymać wszelkie zło, ale jednocześnie nie czynić tego kierując się dobrem wyższego rzędu. Wielu teologów próbowało udzielić odpowiedzi na pytanie o to, co jest ową tajemniczą motywacją. Jedni wskazują na ludzką wolność – wszak cierpienie przyszło na ludzi w wyniku wolnego wyboru pierwszych rodziców. Inni uważają, że jest nią Boża chwała – świat, w którym jest zło w pełni objawia zarówno Bożą miłość jak i sprawiedliwość. Osobiście mniemam, że jedynie Bóg w pełni rozumie dlaczego pozwala na zło. Naszą odpowiedzią powinno być zaufanie, że Jego wola jest w ostatecznym rozrachunku najlepsza.

Jednocześnie doktryna Bożej suwerenności właśnie skłania do takiej ufności. Możemy nie wiedzieć czemu Pan pozwala aby spotykały nas cierpienia, ale sama świadomość, że to On sprawuje nad naszym życiem pełną kontrolę jest niezmiernie pocieszająca.

Chrystus nam współczuje w cierpieniach

Kolejnym źródłem otuchy może być dla chrześcijanina świadomość, że Pan Jezus w pełni utożsamił się ze swoim ludem w cierpieniach (Iz 53). Przyjmując ludzką naturę (Flp 2,5-11), doświadczył wszelkich naszych słabości i trosk – zmęczenia, choroby, bólu, głodu i wreszcie śmierci. Stał się doskonałym arcykapłanem (Hbr 4,14-16) wstawiającym się przed Ojcem za nami. Mamy więc Pana, który nie tylko ma pełną kontrolę nad tym co nas spotyka, ale też nas kocha i potrafi nam współczuć do tego stopnia, że jest gotów na najwyższe poświęcenia aby nas uwolnić od zła.

Bóg wyprowadza dobro z cierpienia

Ponadto wiarę w Bożą suwerenność możemy uzupełniać przekonaniem, że Pan Bóg potrafi posługiwać się trudnymi doświadczeniami w naszym życiu i wykorzystywać je do dobrych celów (Rz 8,28). Czasem możemy łatwo je wskazać – św. Jakub poucza nas na przykład (Jk 1,2-4), że rozmaite próby służą kształceniu w nas dojrzałości i wytrwałości. Często musimy zaczekać pewien czas, zanim okaże się w jaki sposób Pan zamierzał wyprowadzić dobro z naszych złych doświadczeń – dobitnym tego przykładem jest historia Józefa z Księgi Rodzaju. Nie raz też Boże zamiary oraz cele pozostają dla nas tajemnicą, ale również wtedy nie powinniśmy wątpić w ich dobroć.

Boża moc objawia się w słabościach

Pismo Święte wiele razu pokazuje, że Pan Bóg w szczególny sposób objawia swoją chwałę w ludzkich słabościach. Gedeon pokonał wrogów Izraela mając do dyspozycji jedynie trzystu towarzyszy, Samson najwięcej Filistynów powalił nie w ciągu swoich walk z nimi, ale dopiero upokorzony i okaleczony w chwili swojej śmierci. Największy tryumf w historii został odniesiony poprzez haniebną i bolesną śmierć na krzyżu. Apostoł Paweł znajdował swoją chlubę nie w swojej wymowności (którą być może wcale nie grzeszył – 2 Kor 10,10) ani szczególnych osobistych przymiotach, ale właśnie w swoich słabościach oraz cierpieniach (2 Kor 12,9-11).

Wiedząc o tym powinniśmy w inny sposób spoglądać na naszą własną kondycję w świecie. Pan Bóg może oczywiście używać naszych darów oraz zdolności, za które powinniśmy mu dziękować. Ale takzę, a może nawet zwłaszcza, nasze słabości i trudne doświadczenia mogą przynosić chwałę Chrystusowi.

Potrzeba uczciwego zmierzenia się z problemem

W tych rozważaniach chciałem przede wszystkim podkreślić potrzebę uczciwego zmierzenia się z zagadnieniem cierpienia w życiu chrześcijan. Dopiero kiedy przyznamy, że będzie ono częścią naszego życia po tej stronie wieczności i uznamy, że Bóg ma nad nim pełną kontrolę, będziemy mogli znaleźć prawdziwą pociechę oraz nadzieję wobec trudnych doświadczeń. W bardzo piękny sposób ujmuje to Katechizm Heidelberski:

Pytanie 27:

Co rozumiesz pod pojęciem “Opatrzność Boża”?

Wszechmocną i wszechobecną potęgę Boga, dzięki której zachowuje On niebo, ziemię i wszelkie stworzenie, prowadząc je jak gdyby za rękę. Ani zioła i rośliny, ani deszcz i susza, ani urodzaj i nieurodzaj, ani pokarm i napój, ani zdrowie i choroba, ani bogactwo i ubóstwo, ani żadna inna rzecz nie jest dziełem przypadku, lecz pochodzi z Jego ojcowskiej dłoni. Hebr.1:3; Ps.145:15-16; Hebr.5:18; Mt.10:29. 

Pytanie 28: Czemu służy wiedza o stworzeniu i o Opatrzności?

Temu, abyśmy zachowując cierpliwość wśród niepowodzeń i wdzięczność w sytuacjach pomyślnych – zawsze ufali, że we wszystkim, co nas spotyka, Bóg pozostaje wiernym i dobrym Ojcem, że żadne stworzenie nie zdoła odłączyć nas od Jego miłości, bo On trzyma wszystko w swoim ręku i bez Jego woli nie jest ono w stanie działać ani nawet się poruszyć. Hb.1:21; Rz.5:3; Jb.1:3; Rz.8:38-39; Dz.17:28.

  • 10 Posts
  • 0 Comments
Student teologii w Canadian Reformed Theological Seminary. Absolwent hebraistyki w ramach MISH na Uniwersytecie Warszawskim. Miłośnik dobrej książki i dobrej kawy.