Niewolnik, najemnik czy syn: Kim jesteś względem Boga?

Czym jest odpowiedzialność? Jeśli zajrzymy do różnych słowników, znajdziemy w nich mniej lub bardziej prawnicze definicje. Tymczasem ja chciałbym spróbować spojrzeć na chrześcijańską odpowiedzialność w kluczu relacyjnym. Przez odpowiedzialność rozumiem stale towarzyszące nam poczucie obowiązku zdania sprawy za swoje myśli, słowa i czyny oraz gotowość do przyjęcia za nie konsekwencji. Będąc odpowiedzialni za to, co myślimy, mówimy lub robimy, możemy odpowiadać nie tylko przed kimś, ale też jako ktoś. Jeżeli chodzi o aspekt odpowiedzialności przed kimś, to jesteśmy przekonani, że kiedy spotkamy się z Bogiem, to właśnie przed Nim będziemy odpowiadać za całokształt ziemskiego życia – każdego dnia żyjemy więc coram Deo, w świetle nieustannej świadomości Bożej obecności. Jeśli mówimy o aspekcie odpowiedzialności jako ktoś, to warto zauważyć, że zupełnie inny rodzaj odpowiedzialności przypisujemy rodzicowi, inny pracownikowi, jeszcze inny wolontariuszowi, w końcu jeszcze inny nauczycielowi czy państwu. Innymi słowy, istotne jest nie tylko to, przed kim jesteśmy odpowiedzialni, ale również to, w jakiej relacji znajdujemy się do tej osoby. Przenosząc tę prawdę na grunt życia duchowego należy powiedzieć, iż to, w jaki sposób widzimy naszą tożsamość wpływa na postrzeganie charakteru naszej odpowiedzialności wobec Pana.

W IV wieku jeden z Ojców Kościoła wschodniego, św. Bazyli z Cezarei, w dość oryginalny sposób wyróżnił trzy tożsamości, które zdarza się przyjmować chrześcijanom w relacji do Boga. Pierwszą z nich jest tożsamość niewolnika, drugą tożsamość najemnika, a trzecią tożsamość syna. Spójrzmy, w jaki sposób autor charakteryzuje wszystkie trzy tożsamości:

Ogólnie biorąc, widzę tu trzy nastawienia duszy wobec nieuniknionej konieczności posłuszeństwa. Albo uchylamy się od zła ze strachu przed karą – to nastawienie niewolników – albo szukamy zysku, nagrody i spełniamy przykazania dla własnej korzyści – wtedy jesteśmy podobni do najemników; albo wreszcie czynimy to dla samego dobra i z miłości do Tego, który dał przykazania, i cieszymy się, że staliśmy się godni służyć Bogu tak chwalebnemu i dobremu – i wtedy mamy nastawienie synów.1

Chrześcijanin może zatem uważać się względem Boga albo za niewolnika, albo za najemnika, albo za Jego dziecko, co będzie różnie wyrażało się w motywacjach, które będą nim kierować w codziennym życiu.

Zacznijmy od przedstawienia tożsamości niewolnika. Duch niewolnictwa ma to do siebie, że jest nierozerwalnie związany ze strachem. Zaświadcza o tym Apostoł Paweł, tym razem w 8. rozdziale Listu do Rzymian, gdzie stwierdza: [n]ie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by ponownie żyć w zastraszeniu (Rz 8:15)2. Chrześcijanin o postawie niewolnika wprawdzie stara się przestrzegać Bożych przykazań, jednak jego pojęcie odpowiedzialności wobec Pana jest wypaczone, dlatego że wciąż przeniknięte jest chorobliwym strachem przed karą – jeśli nie przed wiecznym potępieniem, to przynajmniej przed tym, że coś złego przydarzy się jemu czy jego bliskim tu, na ziemi. Swoje doświadczenie jako tego, kto znajdował się kiedyś w niewoli przykazań Prawa św. Paweł opisuje w 7. rozdziale tego samego listu: Gdy jednak wkroczyło przykazanie, grzech ożył, a ja umarłem. Okazało się wówczas, że to przykazanie, które miało wprowadzić mnie w życie, doprowadziło do śmierci. Grzech skorzystał dzięki przykazaniu z okazji, zwiódł mnie i za jego pośrednictwem zabił (Rz 7:9-11). Przykazania zostały ustanowione przez Boga dla nas, jako miarodajne drogowskazy w czasie naszej ziemskiej pielgrzymki i same w sobie są dobre, jednak jeśli jako ich niewolnicy będziemy szukać życia właśnie w nich, a nie w Chrystusie, to staną się dla nas zwyczajną udręką. W takim stanie odpowiedzialność przed Bogiem to okropny ciężar wyniszczający nasze umysły, serca i ciała. Niewolnik widzi w Bogu przede wszystkim gniewnego Sędziego i jest na tyle zaabsorbowany uniknięciem Jego kary, że skupia się głównie na sobie, w przerażeniu monitując każdy swój kolejny krok. Z tego powodu jego postawa może okazać się w gruncie rzeczy egoistyczna. Czy przyjmujesz wobec Boga postawę niewolnika? Czy do poczucia odpowiedzialności wobec Pana motywuje Cię ponad wszystko groźba kary? Czy pośród starań o zachowanie własnej duszy jesteś w stanie dostrzec drugiego człowieka, który Cię potrzebuje?

Przejdźmy do wyjaśnienia tego, co kryje się za tożsamością najemnika. Mam wrażenie, że jest to postawa, z którą jako protestanci mamy zwykle najmniejszy problem – wciąż na nowo słyszymy przecież o tym, że nasze zbawienie pochodzi tylko z łaski i nie jest czymś, na co możemy zapracować dobrymi uczynkami (Ef 2:8-9). Tymczasem mentalność najemnika doskonale opisuje ulubiony Apostoł wielu z nas, a więc św. Paweł, który w 4. rozdziale Listu do Rzymian przedstawia taką oto zasadę: Jeśli ktoś pracuje, nikt mu wynagrodzenia nie poczytuje za łaskę. Ono mu się należy (Rz 4:4). Nastawienie najemnika świetnie oddaje też Jezusowa przypowieść o robotnikach w winnicy, którą znajdujemy w 20. rozdziale Ewangelii według św. Mateusza (Mt 20:1-16). Najemnik uzgadnia z gospodarzem winnicy pewną stawkę za swój wysiłek. Zdaniem każdego najemnika wynagrodzenie powinno być sprawiedliwe, a zatem adekwatne do ilości wykonanej pracy i poświęconego jej czasu. Na pierwszy rzut oka takie stanowisko zdaje się być po ludzku uczciwe – ale nie tak funkcjonują relacje między Stwórcą a stworzeniem. Przypomnijmy sobie treść całej przypowieści – kiedy tylko najdłużej pracujący robotnicy dowiedzieli się, że inni robotnicy, którzy pracowali krócej niż oni otrzymają identyczne wynagrodzenie, bardzo się oburzyli (Mt 20:10-12). Najemnik nie znosi więc łaski, a zwłaszcza tego, gdy to inni są nią obdarzani. Wobec tego jego postawa również może zostać określona jako egoistyczna. Czy przyjmujesz względem Boga postawę najemnika? Czy do poczucia odpowiedzialności wobec Pana motywuje Cię głównie nagroda? Co czujesz, gdy inni wierzący zdają się być błogosławieni obficiej niż Ty?

Pora przejść do ostatniej z trzech tożsamości, a więc do tożsamości dziecka. Świadomość bycia synem lub córką Boga jest czymś, co całkowicie zmienia nasze rozumienie odpowiedzialności. Dzięki niej wiemy, że odpowiadamy już nie tyle przed potężnym Stwórcą, ale przed kimś więcej – przed naszym kochanym Ojcem. Czytamy o tym w 4. rozdziale Listu do Galacjan: A ponieważ jesteście synami, Bóg posłał do waszych serc Ducha swego Syna, który woła: Abba, Ojcze! Tak więc już nie jesteś niewolnikiem, lecz synem, a jeśli synem, to – za sprawą Boga – również dziedzicem (Ga 4:6-7). W tym ujęciu motywacją do posłuszeństwa Panu i spełniania Jego przykazań nie jest już nagroda czy kara, lecz pewność Bożej miłości i ukochanie dobra dla samego dobra, dlatego iż wiemy, że nasz dobry Ojciec zawsze chce dla nas tego, co najlepsze. Powiem więcej, prawdziwe dziecko Boże nie musi być dłużej egoistą, ponieważ porzuciwszy nastawienie poszukiwacza nagród albo uciekiniera przed karą może w końcu odpocząć od samego siebie, a skupić się na swoich bliźnich i ich potrzebach. Sytuacja nie wygląda jednak tak, że każdy z nas powinien własnymi siłami starać się osiągnąć status dziecka Bożego, zaliczywszy wcześniej etapy bycia najemnikiem czy niewolnikiem. Wręcz przeciwnie, jeśli tylko szczerze oddaliśmy swoje życie Chrystusowi, to już jesteśmy dziećmi Bożymi. Właśnie dlatego św. Jan Apostoł ogłasza w jednym ze swoich listów: Zauważcie, jak wielką miłość okazał nam Ojciec! Zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi. I jesteśmy nimi! (1 J 3:1). Status dziecka Bożego już jest Twoją własnością w Chrystusie, do Ciebie należy natomiast uświadomienie sobie tego faktu i podjęcie takiego życia, które będzie z nim zgodne. Czy przyjmujesz wobec Boga postawę Jego dziecka? Czy do poczucia odpowiedzialności wobec Pana motywuje Cię przede wszystkim Jego miłość? Czy twoi bliźni są w stanie dostrzec w twoim postępowaniu to, że starasz się przypominać w wszystkim Twojego dobrego Ojca?

W ramach mojego rozważania scharakteryzowałem trzy możliwe postawy chrześcijanina względem Boga – postawę niewolnika, sługi i dziecka. Odpowiadając na zadane pytania każdy z nas może spróbować zdiagnozować samego siebie, badając swoje serce. Która z tych postaw najlepiej opisuje Twój obecny stosunek do odpowiedzialności wobec Pana?

Na koniec chciałbym podzielić się z czytelnikiem krótkim, aczkolwiek błyskotliwym cytatem, który znalazłem w jednym listów C. S. Lewisa, napisanym 18 lipca 1957 r.:

Doskonały człowiek nigdy nie działa z poczucia obowiązku; zawsze natomiast pragnie właściwej rzeczy bardziej niż niewłaściwej. Obowiązek jest tylko namiastką miłości (do Boga i do innych ludzi), podobnie jak kula inwalidzka stanowi namiastkę nogi. Większość z nas potrzebuje kul, gdy coś nam dolega; byłoby jednak głupotą używanie ich, gdy własne nogi (nasze zamiłowania, odczucia, zwyczaje itp.) pozwalają nam obyć się bez nich.3

W świetle tej myśli zachęcam zarówno siebie samego, jak i wszystkich czytelników, abyśmy nie byli w naszych sumieniach kalekami. W świadomości bycia dziećmi Bożymi porzućmy kule inwalidzkie w postaci zwykłego poczucia obowiązku. Ukierunkujmy wszystkie nasze zamiłowania, odczucia i zwyczaje na naszego Ojca i Jego miłość względem nas, a wtedy zawsze będziemy chcieć jedynie tego, co właściwe w Jego oczach – nauczymy się bowiem patrzeć na rzeczywistość Jego oczami.


  1. Św. Bazyli Wielki, Reguły dłuższe, wstęp, w: Św. Bazyli Wielki, Pisma ascetyczne, t. 2, red. J. Naumowicz, Kraków 2011, s. 51.
  2. Biblia w przekładzie Ewangelicznego Instytutu Biblijnego; Biblia, to jest Pismo Święte Starego i Nowego Przymierza. Przekład z języka hebrajskiego, aramejskiego i greckiego, Poznań 2017; wszystkie ustępy biblijne przytaczane są właśnie w tym tłumaczeniu.
  3. C. S. Lewis, Przebudzony umysł, red. C. S. Kilby A. Wojtasik, Kraków 2014, s. 231.
  • 25 Wpisów
  • 0 Komentarzy
Absolwent filologii klasycznej oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, a także absolwent teologii na Wyższym Baptystycznym Seminarium Teologicznym, kontynuujący naukę na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Wikariusz w I Zborze Kościoła Chrześcijan Baptystów w Warszawie, zainteresowany szczególnie biblistyką, patrystyką i apologetyką protestancką. Uważa, że tylko konsekwentne życie w świetle paradoksu chwały krzyża jest godne przeżycia.