A Słowo ciałem się stało… Tylko po co? O 3 powodach Bożego Wcielenia (cz. 1/2)

Bóg stał się człowiekiem, aby…


Niedawno obchodziliśmy Święta Bożego Narodzenia. Podejrzewam, że jak co roku na chrześcijańskich kartkach z życzeniami zagościł znany werset z prologu Ewangelii Jana: A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy (J 1:14 BW1). Niestety, wydaje mi się, że na tyle osłuchaliśmy się z cennym przesłaniem, które kryje się za tym krótkim tekstem, że z łatwością przechodzimy nad nim do porządku dziennego. Dlatego, skupiając się na słowach A Słowo ciałem się stało…, chciałbym zapytać Czytelników – ale po co? Dlaczego Słowo ciałem się stało? Z jakiego powodu Syn Boży przyjął ludzką postać? W jakim celu Bóg stał się człowiekiem? Jedna z pierwszych odpowiedzi, która może się nam nasuwać, brzmi: Aby móc oddać za nas swoje życie na krzyżu! Jasne, jest to właściwa odpowiedź – bez Wcielenia nie można mówić o ukrzyżowaniu, a bez ukrzyżowania nie można mówić o odkupieniu, które jest naszym udziałem. Obawiam się jednak, że jeśli to wszystko, co jesteśmy w stanie dostrzec, to tracimy mnóstwo duchowych bogactw, które Bóg objawił nam na ten temat w swoim Słowie. Chciałbym zaprosić Was głębiej. Razem przyjrzymy się bliżej tajemnicy Wcielenia, niczym drogocennemu diamentowi naszej wiary. Z diamentami bywa tak, że naświetlone z różnych stron wyglądają zupełnie inaczej, eksponując coraz to nowe walory i zasoby piękna, które w sobie chowają. Przyjrzymy się Wcieleniu z 3 różnych stron, aby uzyskać wgląd w 3 powody, dla których nasz Pan przyszedł na ziemię jako człowiek.

Pomoże nam w tym tekst z 2. rozdziału Listu do Hebrajczyków:

Bo nie aniołom poddał świat, który ma przyjść, o którym mówimy. Stwierdził to zaś ktoś, kiedy gdzieś powiedział: Czymże jest człowiek, że pamiętasz o nim? Albo syn człowieczy, że dbasz o niego? Uczyniłeś go na krótko nieco mniejszym od aniołów, chwałą i dostojeństwem ukoronowałeś go, wszystko poddałeś pod stopy jego. A poddawszy mu wszystko, nie pozostawił niczego, co by mu poddane nie było. Teraz jednak nie widzimy jeszcze, że mu wszystko jest poddane; widzimy raczej tego, który na krótko uczyniony został mniejszym od aniołów, Jezusa, ukoronowanego chwałą i dostojeństwem za cierpienia śmierci, aby z łaski Bożej zakosztował śmierci za każdego. Przystało bowiem, aby Ten, dla którego i przez którego istnieje wszystko, który przywiódł do chwały wielu synów, sprawcę ich zbawienia uczynił doskonałym przez cierpienia. Bo zarówno ten, który uświęca, jak i ci, którzy bywają uświęceni, z jednego są wszyscy; z tego powodu nie wstydzi się nazywać ich braćmi, mówiąc: Będę opowiadał imię twoje braciom moim, będę cię chwalił pośród zgromadzenia; i znowu: Ufność w nim pokładać będę; i znowu: Otom Ja i dzieci, które dał mi Bóg. Skoro zaś dzieci mają udział we krwi i w ciele, więc i On również miał w nich udział, aby przez śmierć zniszczyć tego, który miał władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby wyzwolić wszystkich tych, którzy z powodu lęku przed śmiercią przez całe życie byli w niewoli. Bo przecież ujmuje się On nie za aniołami, lecz ujmuje się za potomstwem Abrahama. Dlatego musiał we wszystkim upodobnić się do braci, aby mógł zostać miłosiernym i wiernym arcykapłanem przed Bogiem dla przebłagania go za grzechy ludu. A że sam przeszedł przez cierpienie i próby, może dopomóc tym, którzy przez próby przechodzą. (Hbr 2:5-18)

Skupimy się zwłaszcza na wersetach od 9. do 18.

Najpierw zarysujmy jednak podstawowy kontekst Listu do Hebrajczyków. Nieznany nam z imienia autor pisze list, który może równie dobrze stanowić zapis mowy lub kazania. Zwraca się w nim do wspólnoty chrześcijan, którzy wywodzą się przede wszystkim z nawróconych Żydów. Choć uwierzyli w Chrystusa i przyjęli chrzest, teraz w obliczu prześladowań poważnie zastanawiają się nad powrotem do religii ich przodków, a więc do judaizmu wraz z jego Świątynią i Prawem Mojżeszowym. Jest to równoznaczne z odrzuceniem Jezusa jako Mesjasza i Zbawiciela. Autor listu przekonuje wątpiących, że to zła i brzemienna w skutki decyzja. W swojej argumentacji nie ogranicza się jednak tylko do negatywnych ostrzeżeń. Cały list stanowi pozytywny dowód na przewagę Nowego Przymierza nad Starym, a przede wszystkim na wyższość Jezusa Chrystusa nad aniołami, Mojżeszem, Ziemią Obiecaną, dawnymi kapłaństwem oraz jego ofiarami. W mniemaniu autora Jezus jako Boży Syn jest doskonałym i ostatecznym objawieniem Boga Ojca, gdyż tylko On jest dokładnym odbiciem Jego Istoty, tak że nikt i nic nie może się z Nim równać.

…aby przez stanie się takimi jak my uczynić nas takim jak On


Przejdźmy zatem do 1. powodu, dla którego wydarzyło się Wcielenie. Bóg stał się człowiekiem, aby przez stanie się takimi jak my uczynić nas takim jak On:

Przystało bowiem, aby Ten, dla którego i przez którego istnieje wszystko, który przywiódł do chwały wielu synów, sprawcę ich zbawienia uczynił doskonałym przez cierpienia. Bo zarówno ten, który uświęca, jak i ci, którzy bywają uświęceni, z jednego są wszyscy; z tego powodu nie wstydzi się nazywać ich braćmi, mówiąc: Będę opowiadał imię twoje braciom moim, będę cię chwalił pośród zgromadzenia; i znowu: Ufność w nim pokładać będę; i znowu: Otom Ja i dzieci, które dał mi Bóg. (Hbr 2:10-13)

Bóg Ojciec, a więc Ten, dla którego i przez którego istnieje wszystko, jest także i tym, który przywiódł do chwały wielu synów. Łaskawy Bóg nie tylko przebaczył nam wszystkie grzechy, przywracając nas do stanu niewinności przed Jego obliczem. Pragnie dla nas czegoś więcej, dużo więcej! Zaadoptował nas jako swoje dzieci, jako swoich synów i córki, a do tego pragnie obdarzyć nas chwałą, którą od zawsze cieszy się w niebie. Zamierza to uczynić w Chrystusie i przez Chrystusa, sprawcę naszego zbawienia, który nas uświęca, upodabniając nas do siebie, czyniąc nas kimś więcej niż tylko ludźmi.

Często umyka nam jednak pewien fakt – nie moglibyśmy cieszyć się tym wszystkim, gdyby Boży Syn zdecydował się pozostać w niebie i nigdy przyjął ludzkiej postaci. Ojciec uczynił swojego Syna doskonałym Zbawicielem przez cierpienia, a więc również przez uczestnictwo w całym naszym człowieczeństwie, wraz ze wszystkim, co ono za sobą niesie – miłego, czy przykrego. Przepaść pomiędzy niebem a ziemią, pomiędzy Stwórcą a stworzeniem, była zbyt ogromna, aby ktokolwiek mógł ją pokonać. Jezus, od początku będąc prawdziwym Bogiem, a stając się człowiekiem, stał się doskonałym mostem nad ową przepaścią. Stał się doskonałym mostem, łączącym niebo z ziemią, Boga z człowiekiem. Apostoł Piotr we wstępie do swojego drugiego listu zapowiada chrześcijanom, że naszym zadziwiającym powołaniem jest to, abyśmy przez udział w Bożych obietnicach stali się uczestnikami Boskiej natury (2 P 1:4). Czy zastanawialiśmy się kiedykolwiek, co to właściwie oznacza? Jak wielkie jest to powołanie? W Chrystusie jako uwielbieni ludzie mamy być w społeczności, w komunii, w jedności z Boską naturą – z tym, kim jest Bóg. Ten cudowny Boży plan, o którym w najśmielszych snach nie śnił nawet sam Adam przed upadkiem, nie mógł jednak zostać wykonany, gdyby nie Wcielenie. Abyśmy my stali się uczestnikami Boskiej natury, Bóg stał się uczestnikiem ludzkiej natury. Wszedł w społeczność, w komunię, w jedność z ludzką naturą – z tym, kim jest człowiek. Jak pięknie ujął to już w II w. jeden z pierwszych Ojców Kościoła, Ireneusz z Lyonu:

Jezus Chrystus, nasz Pan, przez niezmierną swoją miłość stał się tym, czym my jesteśmy, aby nas doprowadzić do tej doskonałości, którą jest On sam.2

Trójjedyny Bóg nigdy nie był samotny. Do niczego nie potrzebował nas, ludzi. Jeszcze przed stworzeniem świata Ojciec, Syn i Duch cieszyli się swoją wzajemną miłością, odwieczną i nieskończoną – taką miłością, której niczego nie brakowało. Miłości tej był wręcz nadmiar, a nadmiar ten przeobraził się w Boży plan względem ludzkości. Miłościwy Bóg zdecydował się więc podzielić z nami swoim wewnętrznym życiem, przeniknąć nas swoim Boskim życiem tak dalece jak tylko jest to możliwe. Uczynił nas zatem Bożymi dziećmi, a więc i braćmi Jezusa, zapraszając nas do bycia członkami Bożej rodziny. Najpierw jednak Chrystus umożliwił to, stając się człowiekiem i czyniąc ludzkie życie częścią samego siebie, dając się przeniknąć człowieczeństwem tak dalece jak tylko jest to możliwe. I tak jak tajemnicą pozostaje zjednoczenie dwóch natur w Chrystusie, natury Boskiej i ludzkiej, tak też tajemnicą pozostaje zjednoczenie nas, ludzi z Bogiem, które ma się dopełnić po powrocie naszego Pana. Przed tak wielką i ekscytującą tajemnicą kapituluje nawet sam Apostoł Jan, przekazując nam takie słowa:

Patrzcie, jaką miłość okazał nam Ojciec, że zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i nimi jesteśmy. Dlatego świat nas nie zna, że jego nie poznał. Umiłowani, teraz dziećmi Bożymi jesteśmy, ale jeszcze się nie objawiło, czym będziemy. Lecz wiemy, że gdy się objawi, będziemy do niego podobni, gdyż ujrzymy go takim, jakim jest. I każdy, kto tę nadzieję w nim pokłada, oczyszcza się, tak jak On jest czysty. (1 J 3:1-3)

Na czym więc dokładnie ma polegać nasze uczestnictwo w Boskiej naturze? Cóż, wraz z Janem możemy powiedzieć, że jeszcze się nie objawiło, czym będziemy. Ale wiemy, że – na ile to możliwe – będziemy do Boga podobni, gdyż ujrzymy go takim, jakim jest. Nie pojmiemy tego, dopóki nie doświadczymy choć przebłysku tej rzeczywistości. Niekiedy używa się tu pomocnego obrazu ze sztuki kowalskiej. Wyobraźmy sobie rozgrzany piec, w którym płonie ogień oraz żelazo, umieszczane w nim przez kowala. Ogień nie jest żelazem, a żelazo nie jest ogniem. Kiedy jednak umieścimy żelazo w ogniu i pozostawimy je w nim na pewien czas, żelazo wprawdzie nie stanie się ogniem, ale nabierze pewnych jego cech i właściwości – stanie się gorące, rozżarzy się do czerwoności i zapłonie ognistym blaskiem. W podobny sposób my, odkupieni ludzie, zanurzeni w Bogu dzięki wcielonemu Chrystusowi, możemy stać się jedno z Nim, aby następnie lśnić Jego światłem i odbijać w sobie Jego Istotę. Czy może w ogóle istnieć obietnica bardziej zachęcająca do aktywnego życia z Bogiem? Pokładając w Nim nadzieję, oczyszczajmy się niczym żelazo przez Boży ogień w naszym życiu!


Autorem grafiki w tle jest chrześcijański artysta Full of Eyes – zachęcam do odwiedzenia jego strony internetowej, na którą trafisz, klikając tutaj.


Aby przeczytać drugą część, kliknij tutaj.


  1. Biblia Warszawska; Biblia to jest Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Warszawa 2001; wszystkie ustępy biblijne przytaczane są właśnie w tym tłumaczeniu.
  2. Ireneusz z Lyonu, Przeciw herezjom 5, w: Św. Ireneusz z Lyonu, Adversus haereses, red. J. Brylowski, Pelplin 2018, s. 429; z nieznaczną zmianą form przez autora.
  • 22 Wpisów
  • 0 Komentarzy
Absolwent filologii klasycznej oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, a także absolwent teologii na Wyższym Baptystycznym Seminarium Teologicznym w Warszawie, kontynuujący naukę na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Członek Kościoła Chrześcijan Baptystów, zainteresowany szczególnie biblistyką, patrystyką i apologetyką protestancką. Uważa, że tylko konsekwentne życie w świetle paradoksu chwały krzyża jest godne przeżycia.