fbpx

Teologia bywa abstrakcyjna. Czasem posługuje się hermetycznymi pojęciami. Niektóre spory teologów mogą na pierwszy rzut oka nie mieć wpływu na życie z Chrystusem na co dzień – wydawać się jedynie intelektualną zabawą dla pasjonatów. Jednak pozory często mylą. Wiele z tych dyskusji ma bardzo realny wpływ na naszą codzienną pobożność. Trudne słowa i subtelne rozróżnienia stoją na straży prawd, które w bezpośredni sposób dotyczą naszego zbawienia. Poświęcenie czasu na poznanie teologii odpłaca się też odkrywaniem kolejnych powodów do zachwytu Chrystusem. Trudne dyskusje teologiczne są nierzadko spowodowane niezwykłością naszego Boga, którą trudno jest objąć ludzkim umysłem, a jednak warto próbować pojąć chociaż trochę!

Chciałbym w tym oraz kilku kolejnych wpisach przyjrzeć się niektórym doktrynom chrześcijaństwa pod kątem ich znaczenia dla naszego życia z Jezusem. Pierwszą z nich będzie wcielenie naszego Pana. Każdy, kto interesował się historią kościoła, wie, że w pierwszych wiekach historii kościoła toczono zażarte dyskusje na ten temat. Chrześcijanie długo spierali się, jak rozumieć to, że Bóg stał się człowiekiem. Ortodoksyjna teologia chrześcijańska doszła do konsensusu, że Chrystus jest jedną osobą, ale ma dwie natury. Osoba jest tu rozumiana jako jednostkowe istnienie, natomiast natura jest tym, co decyduje o tym czym jesteśmy.1 Jednak to nadal budzi wiele pytań! Bóg jest wszak nieskończony, wieczny, wszechwiedzący i nie posiada ciała. My jesteśmy jednak skończeni, ograniczeni czasem, nasza wiedza jest częściowa i posiadamy zarówno ciała, jak i dusze. Dla niektórych jedynym sposobem na pogodzenie dwóch natur Chrystusa było umniejszenie którejś z nich. Jedną z takich herezji był apolinaryzm, zgodnie z którym Jezus miał ciało i dusze niższego rzędu, ale miejsce duszy rozumnej zajmowało wcielone Słowo. Człowieczeństwo Chrystusa byłoby więc niekompletne. Monofizyci utrzymywali natomiast, że boska natura Chrystusa wchłonęła ludzką, tak że istnieje on tylko w jednej naturze. Dziś panuje odwrotna tendencja – częściej umniejsza się nie człowieczeństwo Jezusa, a jego bóstwo. Ontologiczne bóstwo Chrystusa kwestionowali na przykład teologowie liberalni, a na bardziej popularnym poziomie zaprzeczają mu świadkowie Jehowy.

Czemu to jest takie ważne? Dlaczego teologia chrześcijańska tak obstaje przy tym, że Jezus Chrystus jest w pełni człowiekiem i w pełni Bogiem? Chociaż tak trudno zrozumieć jak ktoś może być jednocześnie Bogiem i człowiekiem, nasze zbawienie nie byłoby możliwe bez wcielenia. Chrystus musiał być w pełni człowiekiem, żeby dokonać zadośćuczynienia za grzechy ludzi. Musiał stać się jednym z nas. Naszym reprezentantem, który może ponieść odpowiedzialność za winy ludzkości. (Rz 5,12.15.17-18). Musiał być śmiertelnym człowiekiem, żeby pokonać panowanie śmierci nad ludźmi poprzez swoje zmartwychwstanie (1 Kor 15,21). Musiał sam podlegać przekleństwu prawa, żeby wykupić swój lud spod tego przekleństwa (Gal 4,4-5). Jednak nikt spośród nas – skończonych i słabych ludzi – nie udźwignąłby Bożego gniewu (Pwt 4,24, Ps 130,3). Mógł to zrobić za nas tylko sam Bóg. Ponadto nikt z nas nie jest nieskalany i wolny od grzech. Chrystus musiał być Bogiem, żeby złożyć doskonałą ofiarę za grzechy ludzkości (Hbr 7,25-28, 9,14). Naszego odkupienia mógł dokonać tylko ktoś, kto byłby zarazem świętym i potężnym Bogiem, jak i jednym z nas. Dlatego tak pilnie strzeżemy doktryny o wcieleniu, która mówi, że Jezus Chrystus jest Bogiem i człowiekiem.

To jednak nie wszystko. Wcielenie mówi nam też, że sam Bóg przyszedł, żeby zamieszkać pośród nas (J 1,14). Chrystus stając się człowiekiem przychodzi, żeby przezwyciężyć oddzielenie ludzkości od Boga. Możemy mieć relację z Bogiem, ponieważ On zszedł między nas i zamieszkał wśród nas. Nie tylko przebywał wśród ludzi, ale doświadczył wszystkiego co ludzkie. Był głodny, spragniony, samotny i zmęczony. Cierpiał za nas, ale też jadł, pił i weselił się z nami. Dlatego kiedy przychodzimy do Boga w modlitwie, to przychodzimy do niego mając wyjątkowego orędownika:

“Nie mamy bowiem arcykapłana, który by nie mógł współczuć ze słabościami naszymi, lecz doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu. Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze”. (Hbr 4,15-16 BW)

Wcielenie jest niezwykłą tajemnicą. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć, jak to jest być Bogiem i człowiekiem, ale powinniśmy z pasją bronić pełnego bóstwa i człowieczeństwa Chrystusa. Właśnie dzięki wcieleniu Jezus Chrystus jest tak niezwykłym pośrednikiem między nami a Bogiem. W nadchodzące święta Bożego Narodzenia będziemy przeżywali nie tylko trudną do pojęcia prawdę, że “jednego i tego samego Chrystusa Pana, Syna Jednorodzonego, należy wyznawać w dwóch naturach: bez zmieszania, bez zmiany, bez podzielenia i bez rozłączenia”,2 ale też jej niezwykły wpływ na nasze życie. Bóg zamieszkał wśród nas! Chrystus wstawia się za nami jako jeden z nas, który doświadczył wszystkiego tego, co my sami z wyjątkiem grzechu. Nasze winy zostały przebaczone dzięki doskonałej ofierze, którą mógł złożyć tylko Bóg i człowiek w jednej osobie. 


1 Dokładna definicja tych pojęć była przedmiotem zawiłej dyskusji w teologii. Nie chcę jednak obciążać tych wpisów na blogu nadmiarem technicznych szczegółów. Szczegółowe wyjaśnienia można znaleźć w każdym dobrym słowniku teologicznym, np. Richard A. Muller, “Dictionary of Latin and Greek Theological Terms”, Grand Rapids, 2017.

Chalcedońskie wyznanie wiary.

  • 21 Posts
  • 0 Comments
Student teologii w Canadian Reformed Theological Seminary. Absolwent hebraistyki w ramach MISH na Uniwersytecie Warszawskim. Miłośnik dobrej książki i dobrej kawy.