fbpx

Teologia w praktyce: Trójca Święta

Mój poprzedni wpis był poświęcony praktycznemu znaczeniu doktryny wcielenia w życiu chrześcijańskim. Jeżeli prawda o tym, że Jezus Chrystus jest Bogiem i człowiekiem w jednej osobie może wydawać się trudna do objęcia ludzkim umysłem, to tym bardziej nauka o Trójcy Świętej. Ortodoksyjna teologia chrześcijańska wyznaje jednego Boga, który istnieje w trzech osobach. Obie te prawdy odnajdziemy na kartach Pisma Świętego. Stary Testament zazdrośnie strzeże ścisłego monoteizmu: “Słuchaj, Izraelu! PAN jest naszym Bogiem, PAN jeden” (Pwt 6,4 Przekład Paulistów), co potwierdza Nowy Testament (1 Kor 8,4-6, Gal 3,20). Jednak w miarę postępu Bożego objawienia coraz wyraźniej ujawnia się prawda, że jedyny Bóg istnieje w trzech osobach, której pełne objawienie odnajdujemy na kartach Nowego Testamentu. Pan Jezus jest przedstawiany jako odrębny od Boga Ojca i pozostający w osobistej relacji z nim (J 1,14.18, 5,17-26, 8,54). Jednocześnie Chrystus jest wprost ukazywany jako jedyny Bóg Izraela (J 1,1, Fil 2,6, Tyt 2,13). Co więcej Duch Święty jest przedstawiany jako osoba (J 14,26, 15,26, Rz 8,16, Dz 16,7) i jednocześnie Bóg (Dz 5,3-4, 1 Kor 3,16, Mt 28,19). Chociaż sama koncepcja Trójcy Świętej nie jest wprost wyjaśniona na kartach Pisma Świętego, to nie jest ona niczym innym, jak syntetycznym ujęciem przesłanek jasno nauczanych w Słowie Bożym.

Zadaniem doktryny Trójcy Świętej jest ochrona nauczania kościoła przed różnymi błędami. Po pierwsze chroni nas ona przed tryteizmem. Chociaż uznajemy bóstwo trzech osób, to nie uważamy ich za trzech odrębnych bogów, ale za jednego Boga, zgodnie z monoteistycznym wyznaniem wiary Izraela. Drugim niebezpieczeństwem jest umniejszenie odrębności tych osób, co czyniła na przykład starożytna herezja modalizmu, która przedstawiała poszczególne osoby boskie jako jedynie role, które przyjmuje jedyny Bóg w historii zbawienia. Chrześcijańska teologia naucza zgodnie z Pismem Świętym, że boskie osoby są nie tyle rolami, co faktycznie odrębnymi sposobami istnienia w boskim bycie. Po trzecie wreszcie, doktryna trynitarna chroni nas przed próbami umniejszenia bóstwa Syna i Ducha Świętego. Starożytny arianizm (a dziś np. świadkowie Jehowy) nauczał, że Jezus jest boski, ale nie jest jedynym Bogiem. Chrześcijańska teologia jest więc niezwykle precyzyjna w tym, jak mówi o trzech boskich osobach. Podkreśla, że są one współistotne, a nie jedynie mają podobną istotę (po grecku była to różnica jednej litery – homousios, nie homoiousios!) oraz, że są całkowicie równe pod każdym względem.

Jakie to ma jednak znaczenie w naszym życiu z Chrystusem? Przede wszystkim ta doktryna odróżnia chrześcijaństwo od wszystkich innych religii. Nie wierzymy w wiele bóstw jak poganie, ale też nie wyznajemy samotnej monady, tak jak islam. Nasz Bóg jest jednością i wielością. Jest Bogiem, który trwa w odwiecznej relacji trzech osób. To z kolei rzuca światło na niezwykłą prawdę, że nasz Bóg jest miłością (1 J 4,8). Miłość jest niezwykłym atrybutem Bożym. Chociaż nasz Pan jest sprawiedliwy, dobry i święty, to Pismo Święte nie mówi: Bóg jest sprawiedliwością lub dobrem lub świętością. Mówi tak jednak o miłości, co powinno zwrócić naszą szczególną uwagę na tę cechę Boga. Miłość potrzebuje kogoś drugiego, kogo może kochać, dlatego wielość jest wpisana w samą naturę jedynego Boga. Trzy osoby boskie trwają w odwiecznej więzi doskonałej miłości do siebie nawzajem.

Charakter Boga mówi nam też coś o nas samych – zostaliśmy stworzeni na jego obraz i podobieństwo, a zatem jako zdolni do miłości i wchodzenia w relacje. Nie przypadkiem Pismo Święte wymienia obraz boży w człowieku jednym tchem z istnieniem płci (Rdz 1,27). Bóg wprawdzie nie ma płci, ale istnienie ludzi jako mężczyzn i kobiet oddaje w istotny sposób zdolność do miłości, która cechuje naszego Stwórcę. Miłość jest także cechą odnowionego stworzenia. Wszyscy, którzy są odkupieni w Chrystusie, doświadczają miłości Trójjedynego Boga (J 14,9). Będąc włączeni w więź miłości, która łączy Ojca i Syna, jesteśmy też wezwani, żeby kochać siebie nawzajem (J 14,17).

Doktryna Trójcy Świętej upewnia nas też, że wstawiennictwo Chrystusa za nami musi zostać wysłuchane przez Ojca (Rz 8,34). Syn i Ojciec są bowiem połączeni jedną wolą i wszystko, czego pragnie Bóg-Syn jest jednocześnie pragnieniem Ojca i Ducha Świętego. Mało tego, całe dzieło naszego zbawienia jest ich wspólnym działaniem. Bóg Ojciec wybiera i obdarza miłością ludzi (Ef 1,4-6), którzy zostają odkupieni przez Boga Syna (Ef 1,7-12), co znajduje odzwierciedlenie w ich życiu dzięki działaniu Ducha Świętego (Ef 1,13-14). Ponieważ dzieło zbawienia jest dziełem Trójjedynego Boga, jako chrześcijanie jesteśmy ochrzczeni w jego imię (Mt 28,19).

Trójca Święta jest więc nie tylko niepojętym sekretem bożego istnienia, ale też wspaniałą prawdą, dzięki której wiemy, że zostaliśmy stworzeni i odkupieni do życia w miłości. Wchodząc w relacje z innymi odzwierciedlamy w pewien sposób trójjedyność naszego Stwórcy. Kochając naszych braci i siostry w Chrystusie uczestniczymy w miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego. Modląc się w imię Pana Jezusa wiemy, że Duch Święty wspiera nas w naszej modlitwie, a Bóg Ojciec przychylnie skłania się ku naszym prośbom. Przyjmując chrzest w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego otrzymujemy znak zbawienia, które jest dziełem Trójjedynego Boga. 

Filip Sylwestrowicz
  • 23 Posts
  • 0 Comments
Student teologii w Canadian Reformed Theological Seminary. Absolwent hebraistyki w ramach MISH na Uniwersytecie Warszawskim. Miłośnik dobrej książki i dobrej kawy.