Wyobraźmy sobie pewien ponury świat… 

W Ziemi cierni i ostów

Pomyślmy o post-apokaliptycznej krainie podobnej do tych przedstawianych często na filmach lub grach komputerowych, gdzie pośród ruin i pozostałości starego pięknego świata zdewastowanego przez globalną katastrofę zagubieni ludzie próbują ułożyć sobie życie. Spróbujmy przywołać przed oczy wyobraźni palące się pośród pustkowi i bezdroży ogniska, wokół których zziębnięci tułacze próbują przypomnieć sobie tę coraz bardziej zacierającą się w pamięci Krainę wiecznego szczęścia… Spójrzmy na ten Kraj Banitów, na tę Ziemię cierni i ostów, która nie chce zrodzić mozolącym się nad nią ludziom rajskiego owocu dostępnego niegdyś w obfitości. Wyobraźmy sobie uginający się pod pradawnym przekleństwem upadku Padół łez, na którym jego mieszkańcy co gorsza nie są sami – w ciemnościach świata i serc kryje się bowiem starodawne zło, przyczyna ich nieszczęścia…

A teraz pomyślcie, że kraina ta nie jest moim wymysłem; to rzeczywistość planety Ziemi. Nie jesteśmy tutaj u siebie; zostaliśmy wygnani z miejsca, które było naszym domem. Opowiada o tym prorok Izajasz, dla którego najazd Asyryjczyków na Izrael będący karą za grzechy Bożego Ludu dostarcza kontekstu do nakreślenia dużo bardziej uniwersalnej opowieści o upadku i przyszłym odkupieniu: “I będzie wędrował po niej utrapiony i zgłodniały, a gdy będzie zgłodniały, będzie się złościł i przeklinał swojego króla i swojego Boga, i spoglądał w górę.” (Księga Izajasza 8, 21).

Myliłby się ten, kto myślałby, że smutny los człowieka jest arbitralnie narzuconym kaprysem Pana Boga. Upadek jest bowiem logiczną konsekwencją (jeśli nie nawet inną nazwą) grzechu. Izraelita nie musiałby tracić domu, gdyby Pan wcześniej nie stracił Izraelity. Stwórca nie wygnałby nas z Raju, gdybyśmy to my wcześniej nie wygnali go ze swoich serc.

Co gorsza, koszmarne konsekwencje grzechu nie otrzeźwiły człowieka. Choć Stwórca wciąż “Nie jest daleko od żadnego z nas” (Dzieje Apostolskie 17,27), nadal trwamy w upadku, kreatywnie i zupełnie dobrowolnie dodając swoje własne winy do grzechu pierwszych rodziców. Problemem nie jest to, że Bóg nie chce otworzyć zamkniętych bram Raju, w które łomoczemy z żalem; problemem jest to, że nikt już do nich nie puka. Przed nami tylko “trwoga i pomroka, straszna ciemność i nieprzenikniony mrok” (Księga Izajasza 8,22). Człowiek utkwił w Kraju Banitów na dobre.

Przybysz zza Bramy

Na tym historia się jednak nie kończy. Bo choć bramy Raju zamknęły się za uchodzącymi w ciemność Adamem i Ewą, nie mogły pozostać zatrzaśnięte na siedem spustów. Bóg jest bowiem zbyt dobry, by zostawić ludzi na pastwę przeklętego losu. On “Nie odbiera życia, ale obmyśla sposoby, jakby skazanego wygnańca sprowadzić z powrotem” (II Księga Samuela 14, 14). On, choć zsyła grzeszników na banicję, woli udać się w ślad za nimi do Ziemi cierni aniżeli pozostać w Ziemi Kwiatów. On, choć z hukiem zamknął drzwi do Ogrodu Eden, potem dyskretnie otworzył je – by samemu udać się na świat.

W jaki sposób to zrobił? Czy przeszedł pomiędzy domami jak zjawa, by ludzie mogli go ujrzeć? Czy zagrzmiał na górze jak burza, byśmy mogli go usłyszeć? Czy zstąpił na ziemię w oślepiającej światłości otoczony korowodem dmących w trąby aniołów? Nie – uczynił to cichutko, przychodząc jako niemowlę poprzez łono Dziewicy Marii. Człowiek został stworzony jako ciało, dusza i duch (życie nadprzyrodzone), lecz zatracił w sobie to ostatnie. By przywrócić ludzkiego ducha do życia, Bóg który sam jest Duchem, przybrał ludzkie ciało. Słowo stało się ciałem, by wszelkie ciało mogło z powrotem stać się mieszkaniem Słowa. Kraj szorstkich i twardych banitów odwiedziło niewinne i bezbronne Dziecię. “Lud, który chodzi w ciemności, ujrzy światło wielkie, nad mieszkańcami krainy mroków zabłyśnie światłość. […] Albowiem dziecię narodziło się nam, syn jest nam dany i spocznie władza na jego ramieniu, i nazwą go: Cudowny Doradca, Bóg mocny, Ojciec Odwieczny, Książę Pokoju. Potężna będzie władza i pokój bez końca” (Księga Izajasza 9, 1. 5-6).

Chrystus przyszedł, by pokazać drogę do Ojca – więcej jeszcze, On sam został tą drogą. Przyszedł, by podarować ludziom utracony pokój – mało tego, sam jest tym pokojem. Przyszedł, by otworzyć bramy Raju – lecz tak naprawdę On sam jest tą bramą. To dzięki Niemu nawet z Ziemi Cierni mogą wyrosnąć kwiaty życia wiecznego; On sam jest pierwszym z nich. Wszyscy ci zaś, którzy w Niego wierzą – kolejnymi. Bez Jezusa człowiek na tym świecie może być tylko włóczęgą – w Nim zostaje natomiast pielgrzymem.

Wielu z nas będzie dziś świętować Narodzenie naszego Zbawiciela – świętujmy godnie. Niech nie zabraknie w tym dniu wspólnej modlitwy i dziękczynienia; a także kolan ugiętych przed Panem Panów. Uklęknijmy; bo Ziemia Banitów w końcu doczekała się Króla z prawdziwego zdarzenia. Chrystus już jako Dziecię objął władzę (co potwierdza hołd mędrców) nad zdewastowaną ziemią i niesfornymi poddanymi – lecz wiemy że pod Jego panowaniem, w Królestwie Dziecięcia, nawet jałowa gleba doczesności wyda plon, a grzeszny człowiek będzie zbawiony.

Bóg się rodzi, moc truchleje,

Pan niebiosów obnażony!

Ogień krzepnie, blask ciemnieje,

Ma granice Nieskończony.

Wzgardzony, okryty chwałą,

Śmiertelny Król nad wiekami!

A Słowo Ciałem się stało

I mieszkało między nami.

Cóż masz niebo nad ziemiany?

Bóg porzucił szczęście twoje,

Wszedł między lud ukochany,

Dzieląc z nim trudy i znoje.

Niemało cierpiał, niemało,

Żeśmy byli winni sami,

A Słowo Ciałem się stało

I mieszkało między nami

Podnieś rękę, Boże Dziecię,

Błogosław Ojczyznę miłą!

W dobrych radach, w dobrym bycie

Wspieraj jej siłę swą siłą.

Dom nasz i majętność całą,

I wszystkie wioski z miastami.

A Słowo ciałem się stało

I mieszkało między nami

Wesołych Świąt!