O tym jak nie-Kościół, patrząc na Kościół, oddaje Bogu chwałę.

Jeśli zapytać chrześcijanina o cel istnienia człowieka i Kościoła, to zapewne odpowie, że celem tym jest Boża chwała. To zdecydowanie najlepsza odpowiedź, jakiej można udzielić. Zarówno człowiek, jak i Boży lud został stworzony, aby uwielbiać Boga. Zrozumienie tej prawdy znajduje odzwierciedlenie w praktyce życia Kościoła, np. koncentruje się on w czasie nabożeństwa na śpiewaniu pieśni i wznoszeniu modlitw uwielbiających Boga, a celem zwiastowania Słowa jest nie tylko przekazanie nauczania, ale też uwielbienie Boga. Przez posłuszeństwo i zachwyt nad Bożym Słowem oddajemy Jemu chwałę. Odkryłem jednak jakiś czas temu, że Boża Chwała i Kościół łączą się ze sobą nie tylko w ten bezpośredni sposób. Kościół i chrześcijanie są również tymi, poprzez których nie-Kościół oddaje Bogu chwałę. Uwielbienie Boga odbywa się zatem zarówno w Kościele, jak i przez Kościół.

Chciałbym wskazać dwa wersety, w których rozpoznaję tę tezę, oraz zachęcić nas do refleksji nad tym, na ile jako pojedynczy chrześcijanie i cały Kościół realizujemy ten cel w naszym życiu.

Usłyszałem kiedyś zdanie, które zapadło mi w pamięć i pomogło zrozumieć sens Kazania na Górze zapisanego w Ewangelii Mateusza 5-7. Ktoś powiedział mi, że jest ono konstytucją Królestwa Bożego – znajdują się w nim wskazania dla obywateli tego Królestwa, czyli naśladowców Jezusa zbawionych przez Niego na krzyżu. Zaczyna się ono od 9 błogosławieństw. Dwa z nich mówią, aby prześladowania, które spotykają uczniów Jezusa z powodu wykonywanej sprawiedliwości oraz ze względu na Jego imię, uznawać za błogosławieństwo (Mt 5:10-11). Jezus zatem wprost obiecuje swoim uczniom, że pójście za Nim będzie dla nich trudne i spotkają ich z tego powodu cierpienia ze strony innych ludzi. Jednak to nie jest jedyna reakcja ludzi będących poza Królestwem Bożym na to, jacy są i co robią Jego obywatele. Zaledwie kilka wersetów dalej Jezus wzywa swoich uczniów do gorliwego życia wiarą w świecie, który ich otacza, do tego, aby byli solą ziemi i światłością świata. Mówi do nich: “Tak niech i wasze światło świeci wobec wszystkich. Niech ludzie zobaczą wasze szlachetne czyny i wielbią waszego Ojca w niebie” (Mt 5:16). Efektem życia godnego Ewangelii, takiego, które przepełniają dobre czyny, może być to, że Kościół będzie doznawał prześladowań, jednak jednocześnie Jezus zapewnia, że będzie również inna reakcja – uwielbienie Boga przez tych, którzy będą widzieć te wyróżniające się w świecie uczynki. Ludzie, którzy mają uwielbić Boga, patrząc na szlachetne czyny uczniów, nie są Bożymi dziećmi, wszak Jezus mówi, że uwielbią waszego (uczniów) Ojca, a nie swojego Ojca. Myślę, że w tym wersecie nie jest mowa o ewangelizacji – tym, że Bóg używa Kościoła, głoszącego przesłanie Dobrej Nowiny, aby odradzać ludzi do nowego życia, raczej jest tutaj mowa o zachwycie i podziwie nie-Kościoła, ludzi niezbawionych, nad tym, jaki jest Bóg, którego widzą w poczynaniach Jego ludu. Czy to w ogóle możliwe? Tak, widzimy coś podobnego w kilku miejscach czterech Ewangelii, gdzie czyny Jezusa doprowadzały do uwielbienia Boga przez tłum ludzi, który przecież nie był Jego uczniami, np. w Mt 9:8 czytamy „Na ten widok tłumy ogarnął lęk. Ludzie wielbili Boga, który udziela człowiekowi takiej władzy.”

Myślę, że nie chodzi tutaj o takie samo uwielbienie Boga, jakie odbywa się wewnątrz Kościoła. Ludzie zbawieni oddają Jemu chwałę, ponieważ rozumieją, kim On jest, doświadczyli mocy Jego zbawienia i w odpowiedzi na to zachwycili się Nim, postanowili cenić Go ponad wszystko inne i żyć po to, by się Jemu podobać. Jest to zachwyt nad Bogiem wynikający ze zrozumienia i przyjęcia Jego szczególnego objawienia, jakie znajdujemy w Jezusie Chrystusie i Piśmie Świętym. Patrząc na przytoczone w poprzednim akapicie wersety, widzimy, że ludzie nie będący częścią Kościoła również w jakichś ramach potrafią uwielbić Boga, lecz wydaje mi się, że jest to akt znacznie mniej świadomy i nie tak głęboki, choć wciąż ma on wymiar uwielbienia. Myślę, że dobrą ilustracją tego może być obraz podziwiania piękna panny młodej. Byłem w ostatnim czasie na kilku ślubach. Na wszystkich z nich panny młode wyglądały pięknie i zachwycająco, wraz z innymi gośćmi podziwiałem ich krasę. Jednocześnie, przy żadnej z nich nie czułem tego, co wtedy, gdy w dniu ślubu zobaczyłem moją pannę młodą, którą miałem za chwilę poślubić, której oddałem swoje serce. Tę jedną pannę młodą kocham bezporównywalnie ponad wszystkie inne. Jedną i drugą reakcją na ślubach, jakie opisałem, jest zachwyt, jednak jego głębia i uczucia w nim zawarte oraz świadomość osobistego przeżywania tego piękna są zupełnie inne. Tak samo rozumiem uwielbienie, gdy Bożym działaniem zachwycają się Jego dzieci, lub podziwiają je ci, którzy do Niego nie należą. 

Innym, choć podobnym celem jest to, aby Bóg objawił swoją mądrość, używając Kościoła, innym istotom niż ludzie. Apostoł Paweł pisze w Liście do Efezjan 3:10 „Chodzi o to, aby teraz zwierzchności i władze na wysokościach nieba mogły poznać przez Kościół wszechstronną mądrość Boga”. Kim lub czym są nadziemskie władze i zwierzchności na wysokościach nieba, nie jest dla mnie jasne. Najprawdopodobniej są to istoty, powszechnie nazywane aniołami, które przebywają w niebie służąc Bogu. Biblia bardzo ostrożnie daje nam przebłyski tego, kim są te istoty, co robią i po co żyją, ale szczególnie ważny w kontekście niniejszego artykułu wydaje mi się werset z 1 P 1:12, który mówi, że aniołowie są tymi, którzy pragną wejrzeć w plan zbawienia. Nie znają go, bo on ich nie dotyczy, a jednak są nim zainteresowani. Wracając do Ef 3:10, myślę, że Kościół, który jest owocem tego planu zbawienia, istnieje między innymi również po to, by istoty anielskie – zwierzchności i władze na wysokościach nieba – patrząc na Kościół mogły poznać mądrość Boga. Choć tekst biblijny tego nie precyzuje, to nie wyobrażam sobie, aby celem tego było cokolwiek innego niż dalszy zachwyt nad Bogiem, a tym samym uwielbienie Go za Jego mądrość i prowadzenie.

Anglikański pastor i teolog żyjący w XIX wieku, Charles Bridges, w ten sposób oddał cel istnienia Kościoła, przez który ci, którzy nie są Kościołem, oddają Bogu chwałę:

“Kościół jest lustrem, w którym odbija się blask Boskiej natury. Jest on niczym scena, na której doskonałość Boga prezentuje się wszechświatowi”1.

Drogi czytelniku, rozmyślanie nad powyższą prawdą doprowadziło mnie do postawienia sobie pytania, czy inni ludzie patrząc na moje życie oraz na życie Kościoła, którego jestem częścią, chwalą Boga? Teza postawiona w tytule artykułu jest jasna, pozostaje jednak pytanie, czy jest ona rzeczywistością w życiu moim i mojego zboru? Czy oglądanie funkcjonowania życia Kościoła wzbudza w innych podziw i pragnienie, by być częścią tego, co jest moim udziałem? Czy też pozostaje to dla nich rzecz zupełnie obojętna? Czy istoty niebiańskie patrząc na moje życie i na życie Kościoła, którego jestem częścią, zachwycają się mądrością Bożą i oddają Mu cześć, widząc Jego dzieło w naszym osobistym i zborowym życiu, czy też z zażenowaniem odwracają wzrok, widząc hańbę, jaką przynosi Stwórcy i Zbawicielowi Jego lud? Zostaliśmy powołani do tak wzniosłego zadania – wzbudzania uwielbienia Boga w innych ludziach i stworzeniach, niech ten zaszczyt prowadzi nas do spełnienia celu zamierzonego przez Boga!


  1. Za: M. Dever, The Church, Nashville 2012, s. 77.
  • 21 Wpisów
  • 0 Komentarzy
Szczęśliwy mąż Dominiki oraz tata Basi, Hani i Tadeusza. Pastor misyjny zaangażowany w zakładanie nowego zboru w Bydgoszczy. Asystent w Katedrze Teologii Systematycznej w Wyższym Baptystycznym Seminarium Teologicznym. Absolwent WBST i Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej. Od dekady zaangażowany w służbę Duszpasterstwa Młodzieży przy KChB. Lubi dobrą książkę, piłkę nożną i bushcraft.