fbpx

Krzyż jest centralnym symbolem w chrześcijańskiej pobożności. Znajdziemy go pośrodku większości kościołów, ale także w domach wierzących, na okładkach Pisma Świętego oraz na grobach. Wykonanie znaku krzyża często towarzyszy modlitwie i liturgicznemu błogosławieństwu. Krzyż jest też przedmiotem kontemplacji w wielu pięknych hymnach (chociażby “When I Survey the Wondrous Cross” Isaaca Wattsa). Symbolika krzyża znajduje też odzwierciedlenie w teologii chrześcijańskiej. Marcin Luter przeciwstawiał się myśleniu, że upadły człowiek może wybierać dobro. Błąd ten nazwał teologią chwały, którą przeciwstawiał teologii krzyża, wedle której człowiek musi porzucić wszelkie złudzenia własnej sprawiedliwości i szukać jej w Chrystusie.  Krzyż zajmuje też bardzo ważne miejsce w duchowości ewangelikalnej. Znany badacz ewangelikalnego chrześcijaństwa David Bebbington uważa krucicentryzm rozumiany jako skupienie na zastępczej ofierze Chrystusa za jedną z jego czterech wyróżniających cech.

Warto jednak pamiętać, że nasze pozytywne mniemanie o krzyżu byłoby głęboko nieoczywiste dla ludzi współczesnych Jezusowi. Apostoł Paweł pisze do Koryntian, że “mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą” (1 Kor 1,18 BW). Zwiastowanie o Chrystusie ukrzyżowanym jest, jak wyjaśnia dalej, zgorszeniem dla Żydów i głupstwem dla pogan, ale dla powołanych mądrością Bożą (1 Kor 1,23-24). Warto zatrzymać się przy tym na chwilę i zastanowić się, czym była dobra nowina o ukrzyżowanym zbawicielu dla ludzi mu współczesnych.

Pobożnego Żyda zapewne zaniepokoiłby fakt, że Jezus został skazany przez Sanhedryn za bluźnierstwo przeciwko Panu. Śmierć poprzez powieszenie na krzyżu być może przywiodłaby mu na myśl fragment z Tory, który mówi, że człowiek wiszący na drzewie jest przeklęty przez Boga (Pwt 21,23). Sugestia, że ktoś taki może być Mesjaszem, wydałaby mu się niedorzeczna i gorsząca. W jaki sposób człowiek przeklęty przez Boga i skazany za bluźnierstwo miałby być wybawicielem Izraela?

Zapewne nie lepiej przyjąłby zwiastowanie o krzyżu przeciętny mieszkaniec Imperium Rzymskiego o pogańskim pochodzeniu. Ukrzyżowanie kojarzyłoby mu się przede wszystkim z długą, bolesną i hańbiącą egzekucją, której poddawano buntowników i niewolników. Miała ona na celu nie tylko zadanie wielkiego cierpienia, ale także pohańbienie skazanego. Wieszano go nago przy drodze lub w innym publicznie dostępnym miejscu. Jego ciało po śmierci często zostawiano na krzyżu, żeby  się tam rozłożyło lub zostało zjedzone przez dzikie zwierzęta. Paweł mówiąc o ukrzyżowanym Chrystusie musiał brzmieć podobnie, jak dzisiaj brzmiałby kaznodzieja nakazujący nam powierzyć swoje życie zagranicznemu cudotwórcy, który skończył na krześle elektrycznym.

Jednak apostoł Paweł nie widział w krzyżu przedmiotu hańby. Wręcz przeciwnie, jak pisze: “co zaś do mnie, niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata” (Gal 6,14 BW). Takie dictum każdy współczesny mu człowiek niebędący chrześcijaninem przyjąłby zapewne z niedowierzaniem. Oto ktoś nie tylko mówi z dumą, że człowiek, którego nazywa Panem, został stracony niczym zbiegły niewolnik; ale jeszcze dodaje, że dzięki temu sam jest ukrzyżowany dla świata! Trudno o przesłanie, które byłoby bardziej kontrkulturowe niż centralna rola, jaką zajmuje krzyż w ewangelii.

Szczególnie dziś – w Wielki Piątek – warto zastanowić się nad tym, jak bardzo nieoczywisty jest krzyż. Co może być bardziej zdumiewające, niż miłość świętego Boga do grzesznych ludzi? Ten, który ze wszech miar nie powinien znaleźć się na krzyżu, dobrowolnie dał się do niego przybić dla naszego zbawienia. Krzyż ujawnia nam szereg cudownych paradoksów. Bóg przyjmuje własne przekleństwo. Niewinny ponosi karę za winnych. Haniebna śmierć staje się powodem chwały. Ten, który daje się zabić, odnosi zwycięstwo. Tryumf zostaje osiągnięty w chwili największej słabości. 

Nieoczywista symbolika krzyża znakomicie oddaje nieoczywisty charakter Bożej miłości. Narzędzie egzekucji stało się tak uniwersalnym symbolem nadziei, że wykorzystywane jest nawet jako oznaczenie pomocy humanitarnej. Fenomen ten powinien nieustannie przypominać nam, że niewinny Chrystus cierpiał za nas grzesznych. Bóg znalazł najbardziej nieoczekiwany sposób, żeby wybawić swój lud spod panowania grzechu i śmierci.

Filip Sylwestrowicz
  • 22 Posts
  • 0 Comments
Student teologii w Canadian Reformed Theological Seminary. Absolwent hebraistyki w ramach MISH na Uniwersytecie Warszawskim. Miłośnik dobrej książki i dobrej kawy.