fbpx

C. S. Lewis i chrześcijaństwo po prostu

Wczoraj miała miejsce sto dwudziesta rocznica urodzin C. S. Lewisa. Skłoniło mnie to do refleksji nad fenomenem popularności tego pisarza wśród chrześcijan wszelkiej możliwej konfesji. Sam Lewis był anglikaninem, ale zaczytują się w nim katolicy, ewangelicy i ewangelikalni protestanci o najróżniejszych poglądach teologicznych. Znajomy opowiadał mi kiedyś, że w bibliotece jego parafii prawosławnej Lewisowi poświęcona była cała półka. Co takiego tkwi w Lewisowskim “chrześcijaństwie po prostu”, że przemawia ono do wielu chrześcijan niezależnie od ich przynależności wyznaniowej? Nie jestem żadną miarą znawcą Lewisa, a jedynie jednym z wielu czytelników zafascynowanych jego twórczością. Chciałbym jednak podzielić się kilkoma przemyśleniami na ten temat.

Chrześcijaństwo po prostu

“Chrześcijaństwo po prostu” to tytuł jednej z książek C. S. Lewisa, która powstała z serii audycji radiowych poprowadzonej przez niego podczas Drugiej Wojny Światowej. Jak sam wyraźnie zaznacza we wstępie, jego celem nie było przekonanie czytelnika, że powinien zostać chrześcijaninem konkretnego wyznania. Lewis postawił sobie raczej za cel apologię tych wierzeń, które były podzielane przez nieomal wszystkich chrześcijan w historii.

Obranie sobie takiego celu wiązało się z wyborem pominięcia kwestii, które są przedmiotem kontrowersji pomiędzy wyznaniami chrześcijańskimi. Jako jeden z powodów podaje skromnie, że tę materię pozostawia jej prawdziwym znawcom. Zdaje się jednak, że ważniejszą przyczyną tego wyboru było przekonanie Lewisa, iż debaty nad różnicami teologicznymi nie są pomocne w przyciąganiu niewierzących do Chrystusa. Z tego względu wolał się oddać przedstawieniu i obronie przekonań wspólnych dla wszystkich odłamów chrześcijaństwa.

Podejście Lewisa ma zarówno zagorzałych zwolenników, jak i krytyków, jednak nie można mu odmówić sukcesu. “Chrześcijaństwo po prostu” oraz wiele innych z jego książek mają status klasyki literatury chrześcijańskiej. Jego argumenty za istnieniem Boga oraz prawdziwością chrześcijańskiej wizji świata trafiły do wielu ludzi. Niewątpliwie do fenomenu popularności Lewisa po części przyczyniło się właśnie unikanie kontrowersji teologicznych i skupienie się na wyjaśnianiu podstaw chrześcijaństwa.

Siła twórczości Lewisa

Naturalnie wybór, by skupić się na “chrześcijaństwie po prostu”, sam w sobie nie tłumaczy sukcesu twórczości C. S. Lewisa. Musiały go wesprzeć niezaprzeczalne walory jego tekstów, które zjednały mu licznych czytelników. Jedną z rzeczy, które mnie osobiście zawsze uderzały w jego apologetyce, jest umiejętność przekazywania głęboko przemyślanych argumentów w wyjątkowo prosty sposób. Czytając “Chrześcijaństwo po prostu” ma się wciąż wrażenie, że słucha się audycji radiowych. Jest napisane nie jak traktat teologiczny, ale jak pogawędka przy podwieczorku. Jednak ten konwersacyjny ton kryje w sobie celne obserwacje. Lewis dowodzi na przykład, że ludzkość powszechnie akceptuje istnienie prawa moralnego, którego nie sposób wyjaśnić na gruncie czysto materialistycznym. Jedynym satysfakcjonującym wyjaśnieniem jest Umysł, który stoi za tym prawem.

Siła Lewisa tkwi też w trafnych porównaniach. Mnie szczególnie zapadło w pamięć to, jak broni cnoty czystości. Chrześcijańskie jej rozumienie wymaga opierania się naszym instynktom seksualnym, ponieważ ta forma bliskości została przez Boga przeznaczona dla małżeństwa. Lewis stara się więc pokazać, że nie we wszystkich okolicznościach należy ufać instynktowi. Aby to zilustrować, maluje przed swoimi czytelnikami obraz kraju, w którym coś jest nie w porządku z łaknieniem. Ów instynkt uległ zepsuciu w tym stopniu, że ludzie gotowi są przyjść do teatru, aby obserwować jak zakryty posiłek jest powoli odsłaniany przed nimi. Taki przejaw apetytu uznalibyśmy zapewne za niezdrowy, zatem – dowodzi Lewis – nie powinniśmy mieć problemu z zaakceptowaniem faktu, że z naszym pociągiem płciowym również coś jest nie w porządku.

Wreszcie nie sposób byłoby mówić o fenomenie Lewisa nie wspominając o Narnii. Siedem powieści składających się na “Opowieści z Narnii” zyskało niezwykłą poczytność na całym świecie. Co istotne również w swojej twórczości literackiej Lewis nie przestaje być chrześcijaninem. Posłużyła mu ona jako środek do przekazania takich podstawowych elementów chrześcijańskiej wizji świata, jak jego stworzenie przez Boga, odkupienie, przebaczenie, wiara oraz sąd ostateczny. 

Ograniczenia i wartość projektu Lewisa

Mimo swoich licznych zalet, projekt apologetyczny Lewisa ma też oczywiste ograniczenia. Wybierając milczenie w kwestiach różniących chrześcijan, musiał też pominąć wiele rzeczy, które są niezbywalnymi elementami naszej religii. “Chrześcijaństwo po prostu” jest w istotnym sensie niekompletnym chrześcijaństwem. Brakuje w nim chociażby chrztu i Wieczerzy Pańskiej. Oczywiście należy tu dodać, że to ograniczenie jest wpisane w zamysł autora. Lewis we wstępie podkreśla, że nie można wyznawać “chrześcijaństwa po prostu”. Porównuje je raczej do przedsionka, z którego należy przejść do któregoś z pomieszczeń mieszkalnych (kościołów), gdzie płonie ogień na kominku i gotuje się strawa.

Czasem jednak ta formuła wydaje się niedostateczna, żeby w pełni wyrazić podstawy chrześcijaństwa. Lewis wstrzymuje się na przykład od obrony konkretnej teorii odkupienia (chociaż śmierć Aslana w “Opowieściach z Narnii” nosi pewne znamiona teorii okupu). Wybór ten jest niewątpliwie spójny z jego podejściem, którym było unikanie przedmiotów sporów teologicznego w ramach chrześcijaństwa. Jednak trudno jest uznać pytanie: “dlaczego Chrystus musiał umrzeć?” za nieistotne dla kogoś, kto chce zaufać Jezusowi jako swojemu zbawcy. 

Ta słabość nie przyćmiewa jednak moim zdaniem niezwykłej wartości twórczości C. S. Lewisa. Aby zostać chrześcijaninem potrzeba czegoś więcej niż jego “chrześcijaństwo po prostu”, ale dla wielu ludzi stało się oni pierwszym krokiem ku Chrystusowi. Choćby z tego względu rocznica jego urodzin jest warta wspominania z radością.

  • 14 Posts
  • 0 Comments
Student teologii w Canadian Reformed Theological Seminary. Absolwent hebraistyki w ramach MISH na Uniwersytecie Warszawskim. Miłośnik dobrej książki i dobrej kawy.