Ludzie kochają dobre opowieści. Jako dzieci słuchamy bajek, później szukamy historii w książkach, filmach, czy nawet grach komputerowych. Często nasza biografia jest czymś co nas definiuje i o czym mówimy kiedy ktoś nas zapyta kim jesteśmy: przedstawiamy się np. jako weteran Drugiej Wojny Światowej, przedstawiciel Pokolenia ’68, uczestnik Strajków z 1988 r., etc.

Być może zabrzmi to trochę postmodernistycznie, ale bycie chrześcijaninem to uczestniczenie i utożsamianie się z Wielką Historią. Uświadomienie sobie tego faktu nadaje głęboki sens chrześcijańskiemu nabożeństwu – staje się ono środkiem łączącym naszą codzienność i naszą małą opowieść z Wiecznością i Bożą Opowieścią. Nad tym związkiem chciałbym się dzisiaj zastanowić.

Biblia opowiada historie

Jedną z pierwszych rzeczy jakie możemy zauważyć czytając Pisma Święte jest to, że zawiera ono wiele opowieści. Począwszy od Księgi Rodzaju poprzez historyczne narracje w Starym Testamencie, Ewangelie, Dzieje Apostolskie i Apokalipsę św. Jana – cała Biblia przemawia opowieściami o patriarchach, sędziach, królach i prorokach. Ale też i o prostytutkach, żebrakach oraz poborcach podatkowych. Historie te mówią o osobistych spotkaniach ludzi z Bogiem, ale i o tym jak Bóg działał w dziejach całego narodu oraz całego świata.

Dużo ważniejszą – choć może nie tak oczywistą na pierwszy rzut oka – obserwacją jest, że Biblia opowiada też jedną szczególną historię będącą jej przesłaniem. Chociaż spisywało ją tak wielu autorów i na przestrzeni tak długiego czasu, to wszystkie te pomniejsze opowieści łączy Wielka Opowieść o zbawieniu ludzkości. Zaczyna się ona od upadku w Edenie i obietnicy zbawienia (Rdz 3,15), potem ta obietnica jest coraz bardziej doprecyzowywana: zbawienie ma przyjść poprzez potomka Abrahama (Rdz 15; 17), który ma być prorokiem jak Mojżesz (Pwt 18) i następcą króla Dawida (2 Sm 7). Wreszcie zapowiedzi wypełniają się w osobie Jezusa Chrystusa i teraz oczekujemy na jego powtórne przyjście, sąd ostateczny i odnowę świata.

Ewangelia jest opowieścią

Nie jest przypadkiem, że o życiu Jezusa mamy aż cztery opowieści! Kościół apostolski nie przekazał nam zbioru homilii Jezusa, traktatu jak przyjąć wiarę chrześcijańską, czy księgi mądrości Jezusa. Zostawił nam cztery narracje opowiadające o jego publicznej działalności, śmierci i zmartwychwstaniu. Kiedy Szczepan w siódmym rozdziale Dziejów Apostolskich jest sądzony przed Sanhedrynem opowiada historię począwszy od powołania Abrahama. Kiedy Piotr głosi Ewangelię w dzień Zielonych Świąt to wskazuje na wypełnienie się Bożych obietnic w konkretnych wydarzeniach historycznych.

Przyglądając się jednemu z najbardziej zwięzłych starożytnych wyznań wiary chrześcijańskiej – Symbolowi Apostolskiemu – zobaczymy, że najbardziej podstawowe przekonania chrześcijańskie to właśnie opowieść:

(…) i w Jezusa Chrystusa, Syna Jego Jedynego, Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego. Narodził się z Marii Panny, umęczon pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, zstąpił do piekieł, trzeciego dnia zmartwychwstał, wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Boga, Ojca Wszechmogącego, stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych. (…)

Bycie chrześcijaninem to uczestniczenie w tej Wielkiej Bożej Opowieści. To świadomość, że moje życie i moja własna historia muszą zostać jej poddane. Przykłady samoidentyfikacji z jakimiś szczególnymi wydarzeniami historycznymi jakie podałem we wstępie pokazują, że mamy potrzebę uczestnictwa w czymś co ma znaczenie. Dopiero kiedy umieścimy nasze życie w jakimś szerszym kontekście, to nabiera ono sensu. Potrzebujemy jakiejś większej idei, która wyjaśni nam kim jesteśmy i do czego dążymy. Może nią być nią naród, klasa społeczna, ruch intelektualny, albo nawet nasza rodzina. Sądzę jednak, że wszystkie one same w sobie nie mogą nam zapewnić żadnego trwałego sensu – narody pojawiają się i znikają, ruchy intelektualne przebrzmiewają, rodziny wymierają. Dopiero chrześcijaństwo i Królestwo Boże nadają wieczny sens i wymiar naszemu życiu.

Nabożeństwo – punkt łączący naszą mała historię z Bożą wielką

W Wielkiej Historii nie uczestniczymy w pojedynkę – jesteśmy powołani jako społeczność: Ciało Chrystusa. Piąty rozdział Listu do Rzymian pokazuje bycie chrześcijaninem jako bycie w Chrystusie w opozycji do bycia w Adamie. Jest to obraz związany z ideą przymierza: Adam jest głową upadłej ludzkości, która w ich imieniu podjęła decyzję ściągającą przekleństwo na wszystkich. Chrystus jest głową odkupionej ludzkości, który w imieniu wszystkich mających w nim udział złożył ofiarę za grzechy. Jako chrześcijanie jesteśmy jego ludem, wspólnotą nowego przymierza.

Kiedy spotykamy się w niedzielę – w dzień pamiątki zmartwychwstania – czynimy szereg rzeczy, które łączą nasze codzienne życie z Wielką Historią. Kiedy słuchamy czytania Bożego Słowa oraz jego wykładu nasz Pan opowiada nam i przypomina swoją Opowieść. Używając języka teatralnego: zapoznajemy się ze scenariuszem. Pomaga nam to w świeży i nowy sposób spojrzeć na nasze życie w kontekście całości, której jest ono częścią.

Kolejną rzeczą jest śpiew i modlitwa – jest to nasza odpowiedź na Boże zwiastowanie. Uwielbiamy Pana za to kim jest i czego dokonał. Jest to coś co nas jednoczy jako Boży lud w reakcji na poznaną opowieść. Pan Bóg zaplanował jednak, żeby nasze uczestnictwo w nabożeństwie nie sprowadzało się wyłącznie do czynów: dlatego wspólnie przystępujemy do Wieczerzy Pańskiej. Sprawia ona, że nie tylko słyszymy historię i odpowiadamy na nią radością i uwielbieniem, ale też zostajemy do niej wciągnięci i stajemy się jej częścią. Jedząc i pijąc stajemy się jednym ciałem jako Kościół i mamy wspólnotę z głową Kościoła Chrystusem (1 Kor 10,16).

Credo – szczególny moment samoidentyfikacji

Chciałbym opowiedzieć jeszcze o jednej czynności – nie jest ona praktykowana w wielu zborach ewangelikalnych, ale jest częścią tradycyjnego nabożeństwa protestanckiego. Mam na myśli wspólne odmawianie Wyznania Wiary. W szczególny sposób łączy ono naszą historię z Bożą historią. Carl Trueman w The Creedal Imperative1 wyróżnia trzy aspekty zastosowania Credo podczas nabożeństwa:

  1. Przypomina ono nam jako poszczególnym członkom Kościoła o naszej tożsamości w Bogu. W świetle współczesnych teorii filozofii języka2 za pomocą wypowiedzi nie tylko przekazujemy informacje, ale i kreujemy pewną rzeczywistość. Modelowym przykładem takiego charakteru wypowiedzi jest Tak podczas ceremonii ślubnej. Wypowiadając Wierzę (…) dokonujemy samoidentyfikacji z Wielką Opowieścią. Wyznając jej najbardziej podstawowe treści nie tylko przypominamy je sobie, ale też określamy swoją tożsamość i swoje miejsce w historii.
  2. Zbór w ten sposób jednoczy się z Kościołem Powszechnym – starożytne Creda zawierają treści podstawowe dla wiary chrześcijańskiej, co do których cały Kościół się zgadza. Wypowiadając je dajemy wyraz naszej jedności nie tylko na poziomie lokalnym, ale i najbardziej podstawowej jedności wiary wszystkich chrześcijan. Deklarujemy, że jesteśmy częścią większej całości: Ciała Chrystusa.
  3. Oddajemy w ten sposób chwałę Bogu. Być może rzadko myślimy o wyznaniach wiary w ten sposób. Kiedy jednak zastanowimy się głębiej nad istotą uwielbienia, to polega ono na wyznawaniu kim Bóg jest i co uczynił. Dlatego w pieśniach i modlitwach często odnosimy się do niego jako do Stwórcy, Wszechmogącego, Zbawiciela etc. Treścią Symbolu Apostolskiego i Credo Nicejsko-Konstantynopolitańskiego jest przede wszystkim właśnie to, że Bóg jest Trójcą Świętą i dzieło zbawienia. Wypowiadając te słowa głośno oddajemy Bogu chwałę za to kim jest i co dla nas uczynił.

Wnioski

Chrześcijaństwo wyjaśnia sens i cel życia człowieka. Myślę, że postmodernizm (niezależnie od swoich wad) wyraża pewną słuszną intuicję – nasza podstawowa samoidentyfikacja wyraża się w opowieściach, nie w jakiejś abstrakcyjnej metanarracji. Z perspektywy chrześcijańskiej opowieścią nadającą sens istnieniu jest Historia Zbawienia. Nasze życie i nasze małe opowieści nabierają znaczenia dopiero jako jej część. Uzyskujemy w ten sposób świadomość własnej tożsamości jako człowieka urodzonego w upadłym świecie i zbawionego poprzez ofiarę Chrystusa, ale też poznajemy cel istnienia wszystkiego. Dlatego nie jesteśmy już dłużej beatlesowskim Nowhere Man’em, który: Doesn’t have a point of view, Knows not where he’s going to. Kolejną rzeczą, jaką chciałbym pokazać jest to, że nasz udział w Bożej Historii w szczególny sposób realizuje się we wspólnocie Kościoła. Nabożeństwo jest zaś Bożym środkiem pozwalającym nam na rozpoznanie naszej tożsamości – tej indywidualnej i tej wspólnotowej – oraz właściwe zorientowanie naszego codziennego życia w kontekście Wieczności. Poszczególne części nabożeństwa pomagają nam zrealizować ten cel, a pośród nich szczególnie pomocną wydaje mi się praktyka wspólnego wyznawania wiary.


  1. Carl R. Trueman, The Creedal Imperative, Wheaton 2012, s. 151.
  2. Mam na myśli teorię aktów mowy J.L. Austina.
Filip Sylwestrowicz
  • 36 Wpisów
  • 0 Komentarzy
Student biblistyki na Uniwersytecie w Cambridge. Absolwent teologii w Canadian Reformed Theological Seminary i hebraistyki w ramach MISH na Uniwersytecie Warszawskim. Miłośnik dobrej książki i dobrej kawy. Członek Kościoła Ewangelicko-Prezbiteriańskiego.