Od momentu, gdy się budzimy aż do chwili, gdy ponownie kładziemy się spać, nieustannie myślimy, czujemy oraz decydujemy. Każdego dnia wciąż na nowo mamy więc szansę uświadomić sobie, że nasza wiedza bywa nieprzejrzysta, a perspektywa niepełna; że być człowiekiem to doświadczać ograniczeń w każdej możliwej formie. Istnieją przecież ograniczenia już na płaszczyźnie naszego języka – nie wszystko jesteśmy w stanie wyrazić z pożądaną precyzją. Ograniczenia kładą się cieniem na nasz światopogląd – nigdy do końca nie rozwiewa on wszelkich wątpliwości. Ograniczenia nie opuszczają naszego intelektu – nieważne jak wiele czytamy i studiujemy, zawsze będziemy potrzebować pomocy, aby wypełniać białe plamy na mapie wiedzy. Ograniczenia dotyczą naszego zdrowia – nawet najsłabsze przeziębienie jest w stanie pokonać najbardziej zdyscyplinowany organizm. Wreszcie, ograniczenia są nieodzowne dla długości naszego życia – zdaje mi się, że wystarczy zaledwie pstryknąć palcami, aby w ułamku sekundy przeistoczyć się z głodnego wyzwań maturzysty w zmęczonego starca.

Nie tylko żyjemy w świecie pełnym naturalnych ograniczeń, ale też nieustannie bywamy zaskoczeni tym, jak wiele płaszczyzn codzienności zagarniają. Grecki filozof Sokrates bardzo trafnie spostrzegł, że w ostatecznym rozrachunku nie wiemy nawet tego, czego tak naprawdę nie wiemy:

Nie wiemy – ani sofiści, ani oratorzy, ani artyści, ani też ja – co jest Prawdą, Dobrem i Pięknem. Jest jednak między nami pewna różnica: chociaż ludzie ci nie wiedzą nic, wierzą oni, że jednak coś wiedzą, podczas gdy ja, jeśli nie wiem nic, nie mam przynajmniej co do tego wątpliwości. W rezultacie, cała ta wyższość wiedzy, jaką mnie opatrzność obdarzyła, redukuje się do pojedynczej obserwacji – jestem mianowicie silnie przekonany, że jestem ignorantem co do tych rzeczy, których nie wiem.1

Chociaż może się zdawać, że niepewność związana z ludzkimi ograniczeniami wyryta została wielkimi literami gdzieś w centrum naszego Wszechświata, to, jak na ironię, całe życie podszyte jest koniecznością wyrażania ufności, a naszą codzienność nieustannie tka nić międzyludzkich zależności. Począwszy od dziecka łagodnie zasypiającego w objęciach matki, przez przyjaźń między dziećmi z sąsiedztwa, po pokojowe traktaty międzynarodowe – nasze życie opiera się w całości o wzajemne zaufanie. Nie potrafiłbym ująć tego piękniej niż Os Guinness, który zauważa:

Zaufanie jest współdzieloną ciszą, wymienionym spojrzeniem, pełnym ekspresji dotykiem. Wołanie o pomoc jest zaufaniem; uścisk dłoni jest zaufaniem; pocałunek jest zaufaniem. Najbardziej wzniosłe przejawy miłości i życia oparte są o zaufanie. Czy są pytania większej wagi dla kogokolwiek z nas, jak te: komu mogę zaufać? Jak mogę być pewnym? 2

W miejscu zetknięcia się krain posiadanych ograniczeń oraz konieczności zaufania, żyzna gleba zepsutej rzeczywistości przeważnie nie porasta wiarą, ale raczej wątpliwościami. W świecie, w którym opinie prezentowane są jako fakty, uścisk dłoni nie oznacza właściwie nic, poza pustym konstruktem społecznym, a o wierności zaledwie szepcze się w kontekście wzniosłych i jednocześnie ulotnych cnót – naturalnym nie jest ufać; naturalnym jest wątpić. Zwątpienia stały się na tyle ludzkie i uniwersalne, że nie ich obecność czyni nas dziwakami, co ich brak.

Wypada przy tym zauważyć, że wątpliwości nie są wyłącznie intelektualnym, abstrakcyjnym, filozoficznym dociekaniem. Nie są symptomem chorobowym naszej psychiki ani termometrem stanu duchowego. Wątpliwości mają charakter na wskroś osobisty i w swojej naturze dotyczą przede wszystkim otaczających nas ludzi – tego, jacy oni są i co twierdzą. Wątpliwości w swojej najprostszej postaci wypływają z naszego pojmowania prawdy, zaufania i wiarygodności.

Gdy wiara upada

Co jednak, gdy największe wyzwanie dla naszej wiary nadciąga nie z zewnątrz, ale wypływa z najgłębiej usytuowanych obszarów naszego wnętrza? Przecież na jakimś etapie chrześcijańskiego życia wiele osób zaczyna zadawać sobie trudne pytania, jak chociażby: czy chrześcijaństwo jest prawdą? Czy Bóg mógłby nie istnieć? A jeśli istnieje, czy możemy mu ufać? Czy jesteśmy co do tego pewni? Jak możemy w ogóle być czegokolwiek pewni? Czy ufamy Bogu na tyle, aby polegać na nim całkowicie? Czy ufamy mu na tyle, aby móc się nim rozkoszować? Czy nasze życie staje się inne w wyniku tego zaufania?

Pomimo upływu lat nieustannie mam przed oczami młodego człowieka, który swoje dramatyczne zmagania z wiarą sformułował w skierowanym do mnie pytaniu: „Mateusz, jeśli jest Bóg, skąd wokół tyle zła? Dlaczego Bóg po prostu tego nie zatrzyma?”. Zaledwie kilka tygodni temu mogłem rozmawiać z kobietą, która starała się nadać jakikolwiek sens doszczętnie potarganemu życiu, wznieść się jakoś ponad rozbitą i dysfunkcyjną rodzinę, aby zaczerpnąć choćby jeden pełen oddech Boga. Po wielu wytartych łzach, rwanym głosem wyszeptała: „Nie jestem roszczeniowa i znam swoje miejsce w życiu. Jestem tylko smutna i bardzo zmęczona”. Te słowa zakłuły mnie najmocniej.

Chociaż dwie przytoczone historie zwątpienia różnią się od siebie zupełnie, to jednak posiadają zasadniczy element wspólny, jakim jest wadliwy obraz Boga. Pierwsza osoba mniemała, że wie o Bogu wystarczająco, aby dokonać nad nim osądu i ogłosić wyrok, podczas gdy w rzeczywistości – nawiązując do spostrzeżenia Sokratesa – nie wiedziała nawet tego, czego nie wiedziała. Druga osoba natomiast, w wyniku własnych dramatycznych doświadczeń spoglądała na Boga w krzywym zwierciadle, nie będąc nawet tego świadomą.

Oczywiście nie jesteśmy w stanie całkowicie kontrolować naszych zwątpień, ale możemy nauczyć się kierować je na właściwe tory. Przede wszystkim musimy uznać bolesną rzeczywistość ich istnienia: „tak, mam wątpliwości; tak, zmagam się”. Próba ucieczki przed zwątpieniami sprawi, że staniemy się na zawsze ich zakładnikami i w jakimś obszarze naszej wiary przestaniemy się rozwijać. Następnie musimy nauczyć się nad nimi pochylać tak, jak lekarz pochyla się nad swoim pacjentem. Jeśli bowiem nie wiemy, jakie zadajemy pytania, skąd będziemy wiedzieć, czy znaleźliśmy odpowiedź? Jeśli nie zidentyfikujemy należycie problemu, po jakie lekarstwo wyciągniemy ręce?

Rozum, serce, emocje i… zwątpienie

Podchodząc umiejętnie do własnych zmagań, zauważymy, że istnieje kilka rodzajów wątpliwości nawiedzających chrześcijańskie życie. Jeśli trapią nas wątpliwości serca związane z naszą wolą, najlepszym pomysłem jest rzucić im wyzwanie. Jeśli nasze wątpliwości wypływają z naszego umysłu, warto oddać się ostrożnej refleksji nad naszym obrazem Boga i upewnić się, że jest on właściwy. A jeśli wątpliwości porastają świat naszych emocji, lekarstwo może niejednokrotnie okazać się nad wyraz prozaiczne: odpoczynek, obecność przyjaciół, sport i właściwy balans najefektywniej potrafią zdjąć niechciany balast z naszych barków.

Szczególnie gdy myślę o wątpliwościach osadzonych w świecie naszych emocji mam świadomość, że nie dają się one zredukować do postaci jednego zgrabnego zdania. Składa się przecież na nie tak wiele poznanych osób, usłyszanych słów, losowych myśli i zdarzeń, że z utęsknieniem wyglądamy, aby znalazł się ktoś, kto mógłby przeciąć plątaninę naszych zwątpień i wypuścić nas na upragnioną wolność. Ile jest jednak rzeczy, w które możemy wierzyć, tyle jest tych, w które możemy wątpić, toteż wielką ulgę można odnaleźć w świadomości, że w naszych wątpliwościach nie jesteśmy sami, ale możemy przez nie przejść z kimś, komu na nas zależy. I chociaż otwarcie się na pełną zaufania, autentyczną przyjaźń może nie uzdrowić naszych emocji od razu, z całą pewnością będzie zwrotem we właściwym kierunku i świadomym zgodzeniem się na tchnącą świeżością relację z samym Bogiem. Czy nie właśnie w kategoriach przyjaźni Asaf nauczył się spoglądać na Boga, gdy modlił się do Niego słowami:

Gdy rozgoryczone było serce moje, a w nerkach czułem kłucie, byłem głupi i nierozumny, byłem jak zwierzę przed tobą. Bo przecież jam zawsze z tobą; Tyś ujął prawą rękę moją. Prowadzisz mnie według rady swojej, a potem przyjmiesz mnie do chwały. Kogóż innego mam w niebie, jeśli nie ciebie? I na ziemi w nikim innym nie mam upodobania! Chociaż ciało i serce moje zamiera, to jednak Bóg jest opoką serca mego i działem moim na wieki.3

– Psalm 73:21-26

Nade wszystko jednak warto pamiętać, że chrześcijaństwo w swoim najpiękniejszym wymiarze nie tyle dostarcza wyczerpujących odpowiedzi na wszelkie możliwe pytania, ale stanowi raczej przeistaczające naszą tożsamość spotkanie ze zmartwychwstałym Jezusem Chrystusem, w wyniku którego zmianie ulegają trzy najbardziej podstawowe sfery naszego codziennego życia: myślenie (rozum), postępowanie (serce) i odczuwanie (emocje). Kiedykolwiek zwątpienie szturmuje którykolwiek z tych obszarów, musimy umieć się z tym adekwatnie zmierzyć, ale nie wywraca to fundamentalnie naszej wiary do góry nogami. W zamian za to, zawsze możemy powołać się na swoje własne, bardzo konkretne doświadczenie życiowe. Doświadczenie spotkania z niezwykłą Osobą, która natchnęła nas nadzieją i zmieniła zupełnie nasze życie.


  1. Tekst online: E. Reporter, Socrates: On the Wisdom and the Meaning of Life, [online], [dostęp: 18 stycznia 2021], Dostępny w internecie: <https://excellencereporter.com/2020/07/03/socrates-on-the-wisdom-and-the-meaning-of-life/>; przekład własny z języka angielskiego.
  2. O. Guinness, God in the Dark. Crossway, Wheaton, Illinois 1996, s. 12; przekład własny z języka angielskiego.
  3. Biblia, to jest Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Nowy Przekład z języków hebrajskiego i greckiego opracowany przez Komisję Przekładu Pisma Świętego. Stary Testament, Ps 73:21-26. Towarzystwo Biblijne w Polsce. Warszawa 1996.
Mateusz Jakubowski
  • 12 Wpisów
  • 0 Komentarzy
Pastor Kościoła „Nowe Życie” w Polkowicach. Ukończył Akademię Górniczo-Hutniczą w Krakowie z wyróżnieniem Summa Cum Laude (2012) i Magna Cum Laude (2014), stopień doktora nauk technicznych uzyskał na Politechnice Wrocławskiej (2018). Absolwent apologetyki w RZIM Academy (2020; Atlanta, USA) obecnie aplikant teologii w Dallas Theological Seminary (Texas, USA). Wielokrotny laureat najbardziej prestiżowych krajowych stypendiów i nagród za osiągnięcia w nauce. Twórca portalu Myślę, więc Wierzę oraz redaktor portalu Należeć do Jezusa. Zainteresowany apologetyką klasyczną i teologią biblijną, a w szczególności: sensem życia, wiarygodnością chrześcijaństwa oraz wyjątkowością osoby Jezusa.