Krzyż, wieczność i tożsamość Boga

Kwestie, które poruszę w niniejszym tekście z pewnością nie należą do najłatwiejszych. Dlaczego więc próbować? Choćby dlatego, że nawet zbliżenie się do bram Tajemnicy krzyża skutkuje przemianą umysłu i odrobinę większym zrozumieniem Bożej chwały. 

Ktoś zapytał mnie kiedyś, mając na myśli krzyż: dlaczego właściwie przywiązujemy taką wagę do jednej z milionów tragicznych, niesłusznych i niepotrzebnych śmierci? Pośród wielu różnych (i prawdziwych!) odpowiedzi, jedna nasuwa mi się dziś ze szczególną intensywnością: krzyż jest niezwykły, gdyż tworzy tożsamość nie tylko nowego człowieka, ale i odwiecznego Boga. Kto nie zrozumie tego podwójnego sensu Golgoty, ten nigdy nie sięgnie poza widzialną zasłonę kolejnej ludzkiej tragedii. Główna teza niniejszego artykułu brzmi: na prostym kawałku drzewa, wbitym pospiesznie w palestyńską ziemię, Bóg nie tylko objawił się człowiekowi – Bóg objawił się Bogu.

Czy to możliwe, aby Bóg zaplanował krzyż nie tylko ze względu na człowieka, ale również ze względu na siebie? Czy zasadnym jest twierdzenie, że gdyby nie krzyż, Bóg nie byłby tym, kim jest? Jeśli tak, to wcielenie Bożego Syna i męczeńska śmierć na Golgocie nie są jedynie epizodem w historii Boga, lecz niemożliwym do przecenienia Wydarzeniem, sytuującym Jego tożsamość i samozrozumienie.

Krzyż – doraźna reakcja czy zaplanowana akcja?

Relacja między czasem i przestrzenią a pozamaterialną rzeczywistością pozostaje wciąż wielkim tematem filozofii i teologii, jednak jej tajemniczość nie powinna przysłonić objawionej w Chrystusie prawdy – krzyż wydaje się istnieć odwiecznie w umyśle Bożym. Nowotestamentowi autorzy nie mają wątpliwości, co do poprzedzającego wszystko, boskiego zamysłu uwielbienia Boga poprzez zbawienie ludzkości na żydowskim krzyżu. Apostoł Piotr stwierdził, iż Chrystus “był na to przeznaczony już przed założeniem świata” (1 Pt 1,20). Również apostoł Jan wspomina o Księdze Życia zabitego Baranka, zapisanej imionami zbawionych “od założenia świata” (Ap 13,8). Taką samą myślą wyraża apostoł Paweł, twierdząc, iż Bóg “w nim (tj. w Chrystusie) wybrał nas przed założeniem świata” (Ef 1,4). Wszystkie te wyrażenia świadczą o tym, iż krzyż nie był jedynie doraźną reakcją na problemy stworzonego świata, ale zaplanowanym i kontrolowanym Wydarzeniem – wielkim lustrem, w którym miała zajaśnieć Boża chwała, nie tylko dla wiecznej przyjemności człowieka, ale i nieskończonej radości Boga.

Krzyż jest najgłębszym źródłem Bożego samozrozumienia

Jeżeli Boże rozumienie rzeczywistości nie posiada żadnych ograniczeń czasowych i przestrzennych, to najwyraźniej Bóg zawsze rozumiał siebie w świetle wydarzeń Golgoty. Co to oznacza? Istnieje wiele czynników tworzących naszą tożsamość. Od najmłodszych lat budujemy ją cierpliwie z różnych cegiełek codziennych wydarzeń, cudzych opinii, sukcesów i bolesnych porażek. Każdy z tych czynników pozwala nam myśleć o sobie w określony sposób. Ukończone z wyróżnieniem studia, dobra praca czy satysfakcjonujące życie towarzyskie wpływają dodatnio na naszą samoocenę, natomiast wszelkie porażki osobiste tą ocenę niwelują. Paradoksalnie, potrzebujemy zewnętrznej rzeczywistości, żeby zrozumieć kim jesteśmy. Potrzebujemy wydarzeń, żeby się poznać. Choć szaleństwem byłoby mierzyć Boga naszą miarą, to nie wolno zapomnieć, że zostaliśmy stworzeni na jego obraz. Czy nadużyciem byłoby więc myśleć, iż również Bóg rozumie siebie w świetle Wydarzenia?

Można więc założyć, że kiedy Bóg myśli o sobie, widzi pełną chwały manifestację swojego charakteru na żydowskim krzyżu. To tutaj bije źródło najgłębszego Bożego samozrozumienia. Nigdy nie było w Bogu niczego, co nie uzewnętrzniłoby się w pełni podczas śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. W potężnym gniewie Ojca wylanym na cierpiącego Mesjasza objawił się bezmiar Sprawiedliwości. W tryumfie ukrytym pośród ran, łez i śmierci zamajaczył szczyt nieograniczonej Mądrości. W “ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią’ ukryty został bezcenny klejnot Miłości. Wcześniej ludzkość cierpliwie zbierała okruchy wiedzy o Bogu, rozsypane w dziełach natury i rozumowych intuicjach, jednak teraz wiemy, iż Bóg jest dokładnie takim jak krzyż powiedział, że jest. Ten zdumiewający portret ukrzyżowanego Boga jest pełnym objawieniem Bożej chwały, z tego też względu to ukrzyżowany Baranek skupia na sobie wzrok odkupionych (Ap 5,1-14).

Czy nie powinniśmy sięgać coraz głębiej do Studni Tajemnicy, aby widzieć krzyż w taki sposób jak widzi go Bóg? To tutaj – jak w soczewce – skupiają się przecież dramatyczne losy wszechświata. Potrzeba jednak boskich oczu i boskiej perspektywy, aby dostrzec nieopisywalną wielkość wszystkiego, co wydarzyło się w tamtych dniach w Jerozolimie.

Bóg kocha Boga z powodu… krzyża!

Czy istnieją inne świadectwa biblijne pozwalające bronić tak postawionej tezy? Wydaje się, że tak. Nowy Testament jednoznacznie dostrzega związek przyczynowo-skutkowy między śmiercią Jezusa a jego wywyższeniem. Brzmi to niezwykle, gdyż krzyż wydaje się nie tylko obrazować chwałę Boga, ale być jej bezpośrednią przyczyną – dla Jego radości i satysfakcji.

Pamiętając, że Chrystus został przedstawiony nam jako obraz Ojca, musimy założyć, iż ten związek rozciąga się również na Tego, który jest obrazowany. Autor listu do Hebrajczyków stwierdził, iż Jezus jest “ukoronowany chwałą i dostojeństwem za cierpienia śmierci.” (Hebr 2,9) Czy to oznacza, że kiedykolwiek istniał taki moment, w którym Jezus nie był Królem? Jak w takim razie wyjaśnić jego własne słowa, gdy stwierdził: “moje królestwo nie jest z tego świata?” (J 18,36) Z pewnością musimy odrzucić każdą konstrukcję logiczną, która zakłada, że Syn nie był kiedyś tym, kim stał się później. Korona chwały została spłacona walutą cierpienia, jednak od zawsze zdobiła skroń Wiecznego Słowa. Boży Syn nie otrzymał jej na kredyt w Banku Niebios lub za ojcowskie zasługi, a każda miara otaczającej go chwały i (boskiego!) uwielbienia znajduje wystarczające uzasadnienie w Nim samym.

Jeszcze dobitniej wyraził tą myśl apostoł Paweł: “A okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg wielce go wywyższył i obdarzył go imieniem, które jest ponad wszelkie imię.” (Fil 2, 7-9) Autor stawia tutaj precyzyjną konstrukcję, w której przyczyna w postaci posłuszeństwa Chrystusa prowadzi do skutku, czyli wywyższenia. Krzyż nie tylko poprzedza koronę chronologicznie, ale leży u podstaw jej zasadności.

Apostoł Jan pozostawił nam następujące słowa: “Godzien jest ten Baranek zabity wziąć moc i bogactwo, i mądrość, i siłę, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo.” (Ap 5,12) Dlaczego jest godzien? Dlaczego warty jest czci i chwały? Ponieważ dał się zabić. Bóg pomyślał krzyż jako niewyczerpaną fontannę chwały – wyrazistą przyczynę, dla której Syn godny jest uwielbienia. Nie tylko ze strony stworzenia, ale i ze strony Boga. Innymi słowy, krzyż jaśnieje w wieczności jako źródło Bożej miłości do Boga. Czy nie brzmi to niezwykle? Być może, spójrzmy jednak na kolejne słowa Chrystusa: “Dlatego Ojciec miłuje mnie, iż Ja kładę życie swoje, aby je znowu wziąć.” (J 10,17) Paulo Coelho stwierdził w Alchemiku, że “kocha się za nic, gdyż nie istnieje żaden powód do miłości.” Choć miliony nastolatków zachwyciły się tym hasłem, udostępniając je na społecznościowych profilach, Bóg z pewnością nie podziela tej perspektywy. Miłuje Boga, gdyż istnieje powód do miłości, a powodem tym jest szaleńcza, zapierająca dech manifestacja posłuszeństwa i bezgranicznego oddania na krzyżu Golgoty. Boża miłość nie jest ślepa – nigdy nie doświadczyła konfliktu między rozumem a uczuciem. Poruszające uwielbienie Boga Ojca dla Boga Syna znajduje swoje racjonalne uzasadnienie w objawieniu Bożego charakteru podczas śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

Krzyż nie jest epizodem w boskiej historii, lecz jej kulminacją

Krzyż nie jest więc epizodem w boskiej historii, marginalnym wydarzeniem na miarę posłania dzieciaka po psa, który znowu zerwał się z przyrdzewiałego łańcucha przy budzie. Krzyż jest niewyobrażalnie centralnym Wydarzeniem w życiu Boga i tylko dzięki temu możemy mówić o wartości i godności człowieka. Nie jesteśmy – jak chciałby nienasycony ewolucjonizm – przypadkowym tworem naturalnych procesów lub nic nie znaczącym pyłkiem kurzu na potężnym dywanie wszechświata. Ta mała planeta, zagubiona na pozór w przestrzeniach kosmosu, została pomyślana jako lustro, przed którym Bóg będzie cieszył się swoją chwałą.

Jak więc Bóg rozumiał siebie zanim wydarzył się krzyż?

Zwróćmy się jeszcze ku słowom jezusowej modlitwy w ogrodzie Getsemane: “teraz Ty mnie uwielbij, Ojcze, u siebie samego tą chwałą, którą miałem u ciebie, zanim świat powstał.” (J 17,5) Pamiętajmy, że Jezus otrzymał chwałę w zamian za cierpienia krzyża. Tutaj jednak nie modli się o doświadczenie nieznanej wcześniej chwały, lecz wyraża pragnienie powrotu do miejsca istniejącego uprzednio uwielbienia. Chwała, którą otrzymał po śmierci jest tą chwałą, którą miał przed założeniem świata. Kiedy autor listu do Hebrajczyków napisał, iż Chrystus, “chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał” (Hebr 5,8), nie miał z pewnością na myśli tego, iż Syn nie potrafił być wcześniej posłuszny. Czy nie dotykamy znów tajemnicy ponadczasowości krzyża, który wydaje się rozrywać zasłonę czasu i dosięgać wieczności? Z powodów teologicznych i stricte logicznych, trudno przyjąć, aby Wieczne Słowo – będące doskonałym obrazem Boga – nie było wcześniej ukoronowane chwałą. Ewangelista Jan oznajmia czytelnikom, iż Słowo było Bogiem (J 1,1), a tym samym musiało charakteryzować się wszystkimi przymiotami boskości, łącznie z pełnią suwerennej władzy i najwyższym stopniem obiektywnej doskonałości. Jak to możliwie więc, że już przed założeniem świata Syn posiadał chwałę zdobytą przez krzyż? Najwyraźniej ludzkie ograniczenia czasowo-przestrzenne nie pozwalają zrozumieć cudownej wolności najdoskonalszego z bytów, który doświadcza permanentnego stanu teraźniejszości. Nigdy nie nazwiemy mistrzem świata kogoś, kto wybiera się dopiero na olimpiadę, dlatego że nie mamy pewności, co do jego zwycięstwa. Nasze oklaski i tytuły byłyby stanowczo przedwczesne, gdyż jutro nie jest częścią naszego obiektywnego doświadczenia. Jednak Bóg jest obecny w dniu wczorajszym, dzisiejszym i jutrzejszym dokładnie w takim samym stopniu. Kiedy mówi do ludzi na temat tego, co będzie, to mówi właściwie o tym, co dla Niego już jest. Nigdy nie było więc nawet jednej chwili, w której Syn nie odbierałby pełni chwały należnej Bogu, dlatego że w umyśle Boga nigdy nie było chwili, w której krzyż byłby nieobecny.

Ten niepozorny kawałek drzewa nie został więc narysowany na marginesie Bożego Życia, gdzieś na peryferiach wiecznych zainteresowań Stwórcy. Jeśli Obraz Boga nie byłby tym czym jest bez krzyża, to również Bóg nie byłby tym kim jest. Tym samym, krzyż w tajemniczy sposób określa Bożą tożsamość. To doprawdy niezwykłe. Kawałek drzewa wbity w suchą glebę palestyńskiej ziemi, garść gwoździ i trochę krzyczących ludzi – oto sceneria, którą wybrał Bóg, aby uwielbić Boga.

Temat z pewnością nie został wyczerpany, a wiele myśli mogłoby zostać wyrażonych w innych, lepszych sformułowaniach. Nie zmienia to faktu, że głębia znaczenia krzyża coraz bardziej mnie zdumiewa. Tak, krzyż jest teatrem Bożej chwały. I najbardziej niezwykłe w tym wszystkim jest to, że na widowni można dostrzec… Boga.

  • 71 Wpisów
  • 0 Komentarzy
Szczęśliwy mąż i ojciec, prawnik, absolwent prawa na Uniwersytecie Śląskim oraz teologii w Wyższej Szkole Teologiczno-Społecznej w Warszawie. Zaangażowany w szereg inicjatyw chrześcijańskich. Redaktor Naczelny portalu nalezecdojezusa.pl oraz współtwórca portalu myslewiecwierze.pl. Interesuje się historią chrześcijaństwa w kontekstach społecznych i kulturowych, filozofią oraz apologetyką. Od kilku lat zachwycony Chrystusem jako Osobą, Ideą i Odpowiedzią.