Polityka – ziemia zakazana czy… nakazana?

Jesteśmy w przededniu wyborów parlamentarnych. To dobry moment, by zastanowić się nad kwestią politycznej odpowiedzialności chrześcijan. Jaki powinien być stosunek ucznia Jezusa do spraw państwowych? Czy powinien się w nie angażować?

Od tematu nie uciekniemy; gazety i telewizja nieprzerwanie informują nas bowiem o kolejnych wydarzeniach kampanii wyborczej, ulice naszych miast upstrzone są wizerunkami partyjnych „wisielców” (prof. Bartyzel), a internet pełen jest emocjonalnych wpisów naszych znajomych. W niniejszym artykule postaram się podzielić swoimi przemyśleniami na ten temat. Jednocześnie, tym tekstem chciałbym rozpocząć specjalną, przedwyborczą serię poświęconą szerokiemu problemowi chrześcijańskiej „teologii politycznej”. Zapraszam do lektury!

Apolityczność i ludzka natura

W środowisku ewangelikalnym często spotkać się można z przekonaniem, że naśladowcy Chrystusa nie przystoi zabierać głosu w sprawach politycznych, zaś zaangażowanie (choćby jedynie wyborcze) w tej dziedzinie jest zstąpieniem w głębiny światowości – złowrogą infekcją niegodną obywatela Nieba. Z tej perspektywy polityka traktowana jest jako coś z zasady złego, zaś państwo – jako instytucja, którą Bóg nie jest w żaden sposób zainteresowany. A nawet jeśli jest (jako suwerenny Pan historii), to na pewno zainteresowania tego nie powinien podzielać Kościół.

Mam wrażenie, że rozumiem wiele intuicji stojących za tego rodzaju apolitycznym podejściem, w najbardziej konsekwentnej formie reprezentowanym przez społeczność amiszów i mennonitów. Argumenty o tym, że nasza ojczyzna jest w Niebie i nie powinniśmy upodabniać się do tego świata, pochodzą wprost z Biblii, a niewiara w możliwość dokonania zbawiennej zmiany drogą polityczną jest mi również bliska. Osoby konsekwentnie wyznające poglądy tego rodzaju i próbujące tworzyć w ramach swojej wspólnoty alternatywną rzeczywistość, kompletnie oderwaną od ziemskich realiów, budzą mój głęboki szacunek i życzliwość. Nie zmienia to jednak faktu… że w tej kwestii fundamentalnie się z nimi nie zgadzam. Dlaczego? Pozwólcie, że wytłumaczę.

Zacznijmy od tego, że władza i państwo są dla człowieka naturalne. Jak daleko sięga wzrok historii, wszędzie znajdujemy społeczeństwa w których ktoś rządził i stanowił prawo. Jest rzeczą oczywistą, że pomiędzy naszymi przodkami sprzed tysięcy lat, a nami dziś istnieją duże różnice w kształcie systemu politycznego i w zakresie jego kompetencji, lecz można zauważyć tutaj także pewną stałą; państwo było, jest i będzie. Życie w upadłym świecie pociąga za sobą konieczną i nieuchronną konsekwencję w postaci wyłonienia się władzy politycznej (choć będąc dociekliwym, już w Ogrodzie Eden można bardzo wyraźnie dostrzec system władzy – teokratycznej, rzecz jasna). Można zatem zgodzić się, że władza jest ludzkim uniwersalium; już Arystoteles powiedział przecież, że człowiek jest „zwierzęciem politycznym”.

Apostoł Paweł z kolei jasno stwierdził, że „nie ma władzy, jak tylko od Boga” (Rz 13, 1). Nie chodziło tutaj jednak tylko o uznanie legalności władzy rzymskich cesarzy. Apostoł rozpoznał, że „polityczność” człowieka nie jest wynikiem upadku, lecz sięga głębiej; wynika logicznie z kształtu jego duszy stworzonej bezpośrednio przez Boga. Tak samo jak uniwersalne dla człowieka jest życie w rodzinie, społeczeństwie, poruszanie się w świecie kultury, wyznawanie religii, posiadanie własności, żyje on pod prawem i w państwie. „Polityczność” jest zatem jednym z fundamentalnych aspektów tego kim jest człowiek – a przez to i jaki jest świat.

Nie z tego świata, ale… na tym świecie

Spójrzmy teraz na znany ewangeliczny zwrot „na tym świecie, lecz nie z tego świata”. Dobrze wiemy, że tacy właśnie powinni być chrześcijanie. Nie z tego świata – a zatem reprezentujący zupełnie nową jakość; prawdziwe światło prawdy w ciemności kłamstw, ogień miłości na skutym lodem pustkowiu egoizmu i biel sprawiedliwości niesplamionej błotnistym grzęzawiskiem grzechu. Ale również na tym świecie – a zatem wnoszący całość tego co mają w upadłą rzeczywistość. Jako naśladowcy Chrystusa, jesteśmy powołani do uczestniczenia w dziele zbawienia człowieka; całego człowieka! Nie jedynie doprowadzenia go do momentu uwierzenia w Chrystusa; Chrzest oznaczałby wówczas zarówno początek jak i koniec chrześcijaństwa! Bogu dzięki, że nie chce On jedynie usprawiedliwić nas z naszych grzechów, ale także dokonać procesu uświęcenia – przeobrażenia całej rzeczywistości ludzkiej. Kto z nas zaprzeczy, że zbawcze działanie Boga nie objawia się również w przemienionych rodzinach, odpowiedzialnym podejściu do własności, żywym i czystym Kościele czy dojrzałej, głębokiej kulturze? A jeśli tak – pozostaje nam tylko dojść do wniosku, że wizja Bożego działania obejmuje także i politykę oraz państwo; będące przecież kolejnym ludzkim uniwersalium. Innymi słowy, chrześcijanie powinni swobodnie funkcjonować na płaszczyźnie politycznej – ponieważ żyją na tym świecie – lecz wnosząc do niej coś radykalnie odmiennego. Dlaczego? Ponieważ są nie z tego świata.

Ktoś mógłby powiedzieć; co zatem z wymienionym już przez ciebie wersetem o naszej ojczyźnie w Niebie? Czy nie mówi o tym List do Filipian (3, 20) i List do Hebrajczyków (11, 13-16)? Jak pogodzisz zaangażowanie w coś tak bardzo doczesnego jak sprawy przemijających narodów i państw z byciem pielgrzymem zmierzającym do Państwa Bożego? Naprawdę możesz być jednocześnie obywatelem Polski i Nowego Jeruzalem? Pytania te są całkiem ważkie i dotykają istoty zagadnienia chrześcijańskiej tożsamości.

Odpowiedź jest jednak całkiem prosta; tak samo jak posiadanie ziemskiego ojca w żaden sposób nie wyklucza cieszenia się społecznością z Ojcem niebieskim, bycie Polakiem (ze wszystkimi tego konsekwencjami) nie wchodzi w sprzeczność z tożsamością niebianina. Mało tego; nawet w wieczności zachowamy ślad minionej już ziemskiej tożsamości. O tym mówi przecież Objawienie Jana (21, 24-26); „I chodzić będą narody w światłości jego, a królowie ziemi wnosić będą do niego chwałę swoją. A bramy jego nie będą zamknięte w dzień, bo nocy tam nie będzie; i wniosą do niego sławę i dostojeństwo narodów”. Odnowienie wszechrzeczy nie będzie polegać bowiem na usunięciu tych elementów natury, które czynią nas ludźmi; w tajemniczy sposób zostaną one bowiem zachowane i przywrócone do doskonałości wraz z całą rzeczywistością.

Ewangelia – totalna odpowiedź o totalnym zasięgu

Co więcej, sekret owocnego życia chrześcijańskiego tu na ziemi nie polega na negowaniu ludzkich uniwersaliów, ale właśnie na przyjęciu ich jako Bożych instrumentów naszego uświęcenia. Nie stajemy się świętsi pomimo posiadania rodziny, ale dzięki temu. Nie otrzymujemy okazji do upodobnienia się do Chrystusa poprzez negację własności prywatnej, ale poprzez mądre i miłosierne nią rozporządzanie. Naśladowcy Jezusa nie stają się świętsi wycofując się z naprawiania doczesnej rzeczywistości, ale własnie zabierając się do tego. „Łaska nie niszczy natury, ale na niej buduje” – napisał bardzo trafnie Tomasz z Akwinu. Ta zasada tyczy się również polityki. Nie stanowi ona rzecz jasna podstawowej płaszczyzny naszego działania – nie jesteśmy bowiem wyznawcami którejś z nowoczesnych ideologii, która nie widzi możliwości zmian na lepsze inaczej jak na drodze ustawy i „urzędowych rewolucji” – ale jest jedną z nich.

Dobra Nowina przyniesiona przez Chrystusa i przechowywana przez Kościół ma pewną szczególną, wspaniałą cechę. Jest totalna (nie mylić z totalitarną!). Ma moc odkupić całego człowieka, może przeniknąć do każdego aspektu jego życia. Jest światłem zarówno dla pogrążonej w ciemnościach duszy, jak i dla uwikłanego w ciężkie nieprawości narodu. Trójjedyny Bóg, w którego naturze leży relacyjność, działa nie tylko we wnętrzu samotnej jednostki, ale także w sferze nieskończenie rozbudowanej sieci międzyludzkich relacji społecznych. Łaska, choć przede wszystkim działa wewnątrz duszy, przelewa się na wyższe poziomy rodziny, społeczeństwa, kultury, Kościoła i państwa.

Nie bójmy się polityki. Sama Biblia zapewnia nas, że jako chrześcijanie posiadamy potencjał, by wnieść w nią coś dobrego. „Gdy sprawiedliwi sprawują władzę, lud się cieszy; lecz gdy rządzą bezbożni, lud wzdycha” (Prz 29, 2). Pomyślmy raczej, co leży w gestii naszych zadań i czym jest, a czym nie jest chrześcijańska „teologia polityczna”. Ale o tym w następnych tekstach.

Artykuł opublikowano pierwotnie na portalu www.antyteza.org