Czasami podczas życiowej wędrówki tak jak bunyanowski Pielgrzym wkraczamy do Doliny Cienia Śmierci. Dookoła panuje ciemność, a jedynymi towarzyszami oprócz milczenia Nieba zdają się być Lęk i Niepewność.

Z ogromną wiarą i gorliwością wołamy w modlitwach prosząc o niebiańską pomoc, ale gdy wstajemy z kolan, zawiedzeni dostrzegamy, że nic się nie zmieniło. Wciąż ten sam mrok dookoła. To, co wtedy dzieje się w sercu trafnie oddają słowa pewnego utworu, których parafraza brzmi mniej więcej tak: Do tej pory byłem pewien, że Ty, Boże, wyciągniesz swoją dłoń i obetrzesz moje łzy, wkroczysz i ocalisz dzień. Po raz kolejny jednak mówię „Amen”, a burza wciąż szaleje wkoło mnie… Staramy się stawiać kolejne kroki poprzez ciemną noc wiary, ale z każdym dniem przychodzi nam to z coraz większym trudem. Coraz częściej szeptamy: Boże, nie mam już siły…

Cudowny rozpraszacz mroków?

Czasami podświadomie zakładamy, że modlitwa powinna działać jak włącznik światła: kilka słów rzuconych gorącym szeptem, skropionych łzami – pstryk! – i robi się jasno. Jakże często jednak wstajemy z kolan i ze zdziwieniem oraz pewnym rozczarowaniem stwierdzamy, że wokoło nas w dalszym ciągu panuje mrok.

Możemy wtedy zareagować w dwojaki sposób: albo obrazić się na Boga i zamiast modlitw wykrzykiwać teraz w niebo nasze pretensje i żale, albo możemy zastanowić się nad tym i dojść do wniosku, że brak odpowiedzi niekoniecznie musi oznaczać brak Bożego zainteresowania. Brak odpowiedzi może być odpowiedzią. 

Czasami Pan Bóg odpowiada na nasze modlitwy od razu. Tak jak dwa tysiące lat temu podczas przeprawy łodzią Pan Jezus uciszył rozszalałe wody, tak i dziś ucisza życiowe burze. Czasem jednak nasze modlitwy zdają się pozostawać bez echa. Z pewnością nie jest tak, że to wołanie nie dochodzi do uszu Ojca. Być może jednak na zmianę sytuacji, która byłaby oczekiwaną przez nas odpowiedzią na modlitwę, musimy trochę poczekać. Być może ta „noc niepewności” ma być wypróbowaniem naszego zaufania. Być może mamy do przejścia drogę, na której będziemy musieli stawiać niepewne kroki wiary i posłuszeństwa w oparciu o pewne Boże Słowo.

Błogosławieństwo oczekiwania

Człowiek to taka istota, która nie lubi czekać. Zwłaszcza człowiek XXI wieku. Chcemy wszystko mieć już, teraz, natychmiast, od razu. Dzięki smartfonom i mobilnemu internetowi przyzwyczailiśmy się do tego, że prawie wszystko możemy załatwić w momencie, w którym sobie o danej sprawie przypomnimy. Transakcje bankowe załatwiamy przez Internet w kilka minut, również zakupów dokonujemy online, a później niecierpliwimy się, że kurier nie przybywa tak szybko, jak się tego spodziewaliśmy. Nie musimy już tygodniami wyczekiwać listów od bliskich nam osób – w każdej chwili możemy wysłać facebookową wiadomość lub SMS. Równie nieprzyjemne wydaje nam się być oczekiwanie powiązane z bardziej abstrakcyjnymi aspektami życia. Ktoś nawet stwierdził, że „czekanie jest rzeczą najcięższą, najbardziej wyczerpującą”. Trudno zaprzeczyć, że czekanie może być naprawdę ciężkie i bardzo wyczerpujące.

Na przykładzie wielu historii opisanych w Biblii, możemy jednak zauważyć, że czekanie jest nie tylko wpisane w nasze życie, ale jest również niezwykle ważną częścią naszego kształtowania i – nierzadko – Bożego planu dla nas. Noe oraz jego rodzina zgromadzona w arce musieli czekać wiele dni, aż wody potopu opadną. Abraham wiele lat czekał na spełnienie obietnicy i narodziny potomka, oczekiwał również miasta mającego mocne fundamenty, którego budowniczym i twórcą był Bóg. Józef najpierw był niewolnikiem, a później spędził dwa lata w egipskim więzieniu, zanim jego sytuacja uległa poprawie. Izraelici ponad czterysta lat czekali na oswobodzenie z niewoli egipskiej. Mojżesz spędził czterdzieści lat na uchodźctwie, zanim usłyszał Boże powołanie i zaczął je wypełniać. Anna w modlitwach i błaganiach oczekiwała upragnionego dziecka. Zanim Dawid faktycznie zasiadł na tronie Izraela, wiele lat spędził na tułaczce i ukrywaniu się przed Saulem, już przecież po namaszczeniu przez Samuela. Eliasz musiał przeczekać gwałtowny wicher, trzęsienie ziemi i ogień, by w cichym, łagodnym powiewie spotkać Pana. Człowiek ślepy od urodzenia czekał aż do dorosłości, by przejrzeć oraz aby się na nim objawiły dzieła Boże. Również Pan Jezus musiał czekać około trzydziestu lat, by rozpocząć swoją służbę.

Dar

Biblia pokazuje nam obraz Boga, jako kochającego Ojca, który daje swoim dzieciom to, czego naprawdę potrzebują. Nie zawsze jednak jest to to samo, o czym one sądzą, że potrzebują, co w ich mniemaniu byłoby najlepsze. Bóg jest dobry i On daje swoim dzieciom dobre dary. Oczekiwanie więc, które wynika z Bożej woli jest darem. Dar zaś należy przyjąć z wdzięcznością.

Nie możemy tutaj również zapomnieć, że my widzimy jedynie maleńki fragment obrazu, Bóg widzi całość. To, że nie zawsze od razu pojmujemy sens tego czy innego doświadczenia nie oznacza, że są one sensu pozbawione. Nie możemy być tak ograniczeni, by zakładać, że skoro nasza perspektywa nie ukazuje nam wszystkiego, Boża jest równie ograniczona.

Gdy brakuje sił

„Dobrze, Boże,” mówimy czasami z rezygnacją, szczerze pragnąć całkowicie się podporządkować, „ale ja nie mam już siły…”. Wydaje nam się, że nie damy rady sprostać wyzwaniom, trudnościom lub niepewności nadchodzących dni, tygodni, miesięcy, a może nawet lat. Zdajemy sobie sprawę, że przed nami do pokonania niezwykle trudny odcinek pielgrzymiej drogi, a my opadamy z sił, z trwogą myślimy o kontynuowaniu wędrówki. Ciemna Dolina tak bardzo nas przeraża.

Bóg jednak nigdy nie oczekiwał od nas, że „będziemy mieli siły”. On nigdy naszych sił nie pragnął, nigdy nie uwzględniał ich w swoich planach względem nas. On oczekuje, że będziemy polegali na Jego sile. Ten, który nas powołał jest wierny, On też tego dokona (1Tes 5:24). Naszą siłą ma być Chrystus, to na Nim mamy polegać, to z Jego pełni mamy wszyscy czerpać i to łaskę za łaską (Jan 1:16). Sprawiedliwy powinien żyć z wiary, nie polegania na własnych siłach.

Gdy powtarzamy w kółko „nie mam już siły”, popełniamy odwieczny, tragiczny błąd człowieka. Stawiamy siebie w centrum. To ja jestem podmiotem tego zdania. Odwracam swój wzrok od Chrystusa i znów patrzę na siebie. Jeśli jednak z wiarą będę wyznawać „Chrystus jest moją siłą”, skupiam się nam Nim oraz na tym, Kim i jakim On jest. Wyznanie takie napełnia mnie również otuchą i nadzieją. Skupiając się na własnej bezsilności, grzeszymy nie tylko egocentrycznością i brakiem zaufania, ale również użalania się nad sobą.

Ciężar ponad siły

Często w trudnych chwilach chwytamy się obietnicy, że Bóg nie nałoży na nas więcej niż jesteśmy w stanie znieść. Sądzę jednak, że w kontekście całego przesłania Ewangelii, obietnica ta jest w pewien sposób uwarunkowana.

Tuż przed swoim odejściem, Pan Jezus wielokrotnie powtórzył, że jest On krzewem winnym, w którym musimy trwać, jeśli chcemy wydawać owoce. Beze mnie nic uczynić nie możecie, przestrzegł nas. My jednak często o tym zapominamy i staramy się działać na własną rękę, gotowi sięgnąć po niebiańską pomoc dopiero w momencie, gdy nasze ludzkie siły się już wyczerpią. Pan Bóg jednak obiecał, że nie nałoży na nas więcej niż bylibyśmy w stanie znieść żyjąc w Bożej łasce i dzięki Bożej łasce, w Chrystusie. Nasze własne siły niestety okażą się tu najprawdopodobniej niewystarczające. Jeśli więc coś wydaje nam się za ciężkie, a rozsądziliśmy się, że nie znajdujemy się poza Bożą wolą, być może nie korzystamy w pełni z daru łaski, który dobry Ojciec tak szczodrze nam ofiarowuje?

Dzień po dniu

Nierzadko w myśleniu chrześcijan pojawiają się pewne założenia, które po skonfrontowaniu z Prawdą niestety okazują się błędne. Niezwykle ważne jest by stale korygować nasze wyobrażenia, przekonania i oczekiwania i badać je w świetle Bożego Słowa. Zdarza się bowiem tak, że gdy już uświadomimy sobie własną niemoc i konieczność bycia wyposażonym w Bożą łaskę i siłę, prosząc o nie, wyobrażamy sobie, że nagle zostaniemy obdarzeni pokładami mocy, które pozwolą nam przebiec całą Dolinę Cienia, niczym Eliasz biegnący przed Achabem aż do Jezreelu. I tutaj znów spotyka nas rozczarowanie. Wstajemy z kolan i dalej czujemy się słabi. Zapominamy jednak, że Bóg nigdy nie obiecywał nam pakietu super sił, które wystarczą na kolejne dni czy miesiące, po który moglibyśmy zgłaszać się raz na jakiś czas.

Już za czasów Abrahama, Pan Bóg wzywał: trwaj w społeczności ze mną. Pan Jezus zaś przestrzegł nas, że nie mamy się martwić o dzień jutrzejszy, ale każdego dnia mamy zapierać się siebie i Go naśladować. Każdego dnia naszym priorytetem powinno być szukanie Bożego Królestwa i jego sprawiedliwości, nie zaś martwienie się o nadchodzące dni. Dzień po dniu mamy trwać w Chrystusie i w zaufaniu Jego Słowu, dzień po dniu od Niego mamy czerpać swe siły. Każdego dnia musimy zwracać się do źródła naszej mocy, którym powinien być Bóg. Tak jak Izraelici każdego dnia zbierali mannę – tyle ile było im potrzebne na dany dzień – tak samo i my każdego dnia mamy trwać w społeczności z Chrystusem, która będzie źródłem naszego posilenia. On chce być naszym pokarmem i wodą, które dla pielgrzymów są niezbędne do kontynuowania dalszej wędrówki. Jeśli tylko się do niego zwrócimy, On da nam tyle, ile potrzebujemy do przejścia danego dnia. O jutro mamy się nie troszczyć. Ono jest w Jego rękach.

Wielka wierność i wciąż nowe objawy łaski

Mało która księga Biblii jest tak gęsta od lamentów i skarg na utrapienia jak Treny. A jednak to w tej właśnie księdze zapisane zostały przepiękne słowa, w których zawarty jest wspaniały opis wierności naszego Boga.

Niewyczerpane są objawy łaski Pana, miłosierdzie Jego nie ustaje. Każdego poranku objawia się na nowo, wielka jest wierność Twoja. Pan jest moim działem, mówi dusza moja, dlatego w Nim mam nadzieję. Dobry jest Pan dla tego, kto Mu ufa, dla duszy, która Go szuka. Treny 3:22-25

Nawet jeśli przechodzimy przez Dolinę Cienia, możemy przypominać sobie jak wielka jest wierność naszego Boga. Zamiast obniżać własne duchowe morale narzekając, że nie mamy już siły, możemy z wiarą wyznawać, że objawy łaski naszego Pana są niewyczerpane, zaś jego nieustające miłosierdzie objawia się na nowo każdego poranka. Nawet zmagając się z ciężarem oczekiwania, możemy cieszyć się nadzieją, że Pan jest dobry dla tych, którzy Mu ufają i że rozradują się ci, którzy Tobie ufają… (Ps 5:12) Dzień po dniu możemy być tym błogosławionym człowiekiem, który ma siłę swoją w Bogu (Ps 84:6). Błogosławionym, a więc szczęśliwym. Nawet jeśli Pielgrzym przechodzi akurat przez Dolinę Cienia Śmierci.

Gdy przechodzą Doliną Płaczu, staje się dla nich miejscem orzeźwienia, okrytym łaską wczesnego deszczu. Gdy idą, sił im przybywa, i będą widzieć Boga na Syjonie. Psalm 84:7-8 (przekład Warszawsko-Praski)

http://www.youtube.com/watch?t=279&v=0k1WhFtVp0o