O fenomenie sumienia – tego czym jest i w jaki sposób do nas przemawia – traktował już poprzedni artykuł. Rozmawialiśmy też o głębokim związku, jaki istnieje między głosem sumienia i głosem Boga. Pociągnijmy ten temat dalej. 

Ból i milczenie sumienia

Warto przyjrzeć się temu, co dzieje się gdy decydujemy postępować wbrew sumieniu. Naszym udziałem staje się wówczas charakterystyczny ból; z jednej strony dostrzegamy w nim dojmujący smutek, z drugiej – jak zauważa luterański teolog Ole Hallesby – jest w nim coś ze wstydu lub nawet wstrętu do samego siebie. O tym mówi zresztą także i sama Biblia: “I tam przypomnicie sobie swoje postępowanie i wszystkie swoje czyny, którymi się splamiliście; i poczujecie wstręt do siebie z powody wszystkich swoich złych czynów, które popełniliście” (Księga Ezechiela 20, 43). Czujemy, jakby coś głęboko w nas, coś co stanowi o naszej godności, zostało ugodzone. Naszym udziałem staje się wewnętrzna kara – obecna nawet, gdy konsekwencje złego czynu się na nas nie zemszczą. Czy to nie dziwne? W jaki sposób sumienie może wywoływać takie cierpienie skoro nie jest tożsame z moim “ja”? Wydaje się, że dotykamy tutaj prawdy szalenie ważnej; nie mniej istotnej jak ta o transcendentnym charakterze sumienia. Otóż możemy powiedzieć, że sumienie jest również immanentne – obecne w człowieku bez względu na to, czy życzy on sobie tego czy nie. Jego istnienie nierozerwalnie wiąże nasz los z dobrem i złem; jesteśmy skazani na wybór pomiędzy nimi i na wszystkie wypływające z tego konsekwencje. Dzięki temu że mamy sumienie, nasze istnienie z natury przekracza nas samych i łączy nas z wyższym światem Boga. Jesteśmy stale w Jego obecności, przed Jego obliczem, na Jego sądzie – o tym właśnie zaświadcza sumienie.

Dlatego właśnie możemy mówić o radości czystego sumienia oraz o bólu wywołanym przez jego splamienie – ich pochodzenie jest duchowe, lecz mamy w nich rzeczywisty udział. Są na tym świecie, ale nie są z tego świata. Więcej nawet – czy szczęście czystego sumienia nie stanowi przedsmaku wiecznej szczęśliwości? A katusze nieczystego sumienia – czy nie są przebłyskiem ostatecznej kary, o której ostrzega nas Pismo?

Z drugiej jednak strony, mamy z takim postawieniem sprawy kilka problemów. Wiemy przecież, że opisane powyżej rozterki sumienia nie stanowią codziennego doświadczenia większości z ludzi. Możemy powiedzieć, że choć powyższy opis cech sumienia jest zasadniczo prawdziwy, to przecież jednak tylko czasem stykamy się wyraźnie z jego głosem. Nasza niedoskonałość polega bowiem nie tylko na tym, że często nie stosujemy się do głosu własnego sumienia; chodzi także o to, że przemawia ono głosem… zbyt słabym. W życiu przeciętnego człowieka odzywa się ono tylko czasem a poza tym można je zagłuszyć; możemy zrobić to my sami, może to również zrobić kultura, dysponująca znacznie silniejszym nagłośnieniem. Jest możliwe sprawić, że głos sumienia zostanie zniekształcony lub że przestanie się odzywać. Skoro król Asa był w stanie uciszyć wypominającego mu błąd jasnowidza Chananiego wtrącając go do więzienia (II Księga Kronik 16, 7-10), o ileż bardziej każdy z nas jest w stanie uczynić to samo z własnym sumieniem? Tak, jego wewnętrzny głos może zamilknąć – a czy istnieje straszliwsza cisza?

Apostoł Paweł pisze, że “gniew Boży z nieba objawia się przeciwko wszelkiej bezbożności i nieprawości ludzi, którzy przez nieprawość tłumią prawdę” (List do Rzymian 1, 18). To właśnie dzieje się, gdy człowiek odmawia podporządkowaniu się głosowi sumienia, wytaczając przeciw niemu baterię własnych kontrargumentów. Wewnętrznie ulokowana prawda zostaje stłumiona, sumienie milknie, zło nie spotyka się już z protestem – a gniew Boży bezgłośnie gromadzi się nad grzeszną duszą niczym chmury przed nawałnicą. Cisza milczącego sumienia jest ciszą poprzedzającą burzę Bożego gniewu. Biada ludziom, którzy w niej żyją.

Sumienie czyste… nieużywane?

Na szczęście Bóg nie pozostawił nas w tym stanie. Nie pozwolił, żeby nasza znajomość dobra i zła miała ostać się tylko w pozostawionym na pastwę naszej kreatywnie złej woli sumieniu. Nie chciał, byśmy całkowicie zaciemnili Jego cichy wewnętrzny głos przez własną winę – i właśnie dlatego postanowił przemówić w historii ponownie, dając Mojżeszowi zakon. Prawda o dobru i złu została tym razem napisana na tablicach – by zaradzić słabości wewnętrznego poznania. Człowiek mógł zostać skonfrontowany z zewnętrznym głosem, którego nie mógł już tak łatwo okpić. Sumienie zostało wsparte przez Prawo i dane w nim ceremonie; a przynajmniej taki był ich cel. Czy nie o tym mówi autor Listu do Hebrajczyków (10, 2-3), gdy pisze że system ofiarniczy co roku przywodził na pamięć grzechy ludu?

Wynika z tego jedna niesłychanie ważna rzecz – Bogu zależy na głosie sumienia w nas. I wbrew powiedzeniu “sumienie miał czyste – bo nieużywane”, czyste sumienie nie oznacza milczące. Wprost przeciwnie – zgodnie z przedstawioną już wcześniej analogią, celem sumienia jest być jak starotestamentowy prorok, który nie milczy gdy dostrzeże grzech (a także ogłasza błogosławieństwo, gdy czynimy dobrze). Gdy tylko Dawid zgrzeszył z Batszebą, u wrót jego pałacu natychmiast zjawił się prorok Natan, który odważnie skierował oskarżycielski palec w stronę króla. To ty jesteś tym człowiekiem! Ty zawiniłeś! Tę samą jakość chce za pośrednictwem żywego sumienia wypracować w każdym z nas Bóg. To właśnie jest jedną z cech chrześcijanina – że posiada coś, co Ole Hallesby nazywa “przebudzonym sumieniem”! To właśnie zapowiada prorok Jeremiasz (31,33) w cytowanym często fragmencie odnoszącym się do Nowego Przymierza. “Lecz takie przymierze zawrę z domem izraelskim po tych dniach, mówi Pan: Złożę mój zakon w ich wnętrzu i wypiszę go na ich sercu. Ja będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem”. Czy nie widzimy tutaj, jak mocno powiązane ze sobą okazują się chrześcijańska wiara i żywotność sumienia? Czy dostrzegamy, że jednym ze znaków obecności łaski jest sumienie mówiące?

Co to oznacza w praktyce? Z całą pewnością wzrost w wierze i uwrażliwianie naszego sumienia przez słowo Boże idą ze sobą w parze. Nasza wiara w Chrystusa staje się owocna, gdy znajduje odzwierciedlenie w czynach – a żeby to nastało, konieczne jest nauczyć się rozróżniać dobro od złego w konkretnych, codziennych sytuacjach. Nasza miłość do Boga i ludzi staje się dojrzała dzięki uformowanemu sumieniu. Już nie robimy niewłaściwych rzeczy z dobrymi intencjami albo dobrych rzeczy ze złymi intencjami – o co łatwo w przypadku sumienia nieuformowanego. Nasze działania zyskują coraz głębszą motywację – nie postępujemy dobrze ze względu na wymagania nałożone nam przez innych chrześcijan albo ponieważ boimy się kary. Czynimy dobrze i powstrzymujemy się od zła, postępując zgodnie z sumieniem, w którym rozpoznajemy głos kochającego nas Boga.

Czy nie zapomnieliśmy, że Apostoł Paweł modląc się o Filipian, prosił właśnie o… uformowanie ich sumień? “O to modlę się, aby miłość wasza coraz bardziej obfitowała w poznanie i wszelkie doznanie, abyście umieli odróżniać to, co słuszne od tego, co niesłuszne, abyście byli czyści i bez nagany na dzień Chrystusowy, pełni owocu sprawiedliwości przez Jezusa Chrystusa, ku chwale i czci Boga” (List do Filipian 1, 9-11).

O prawdach tyczących się sumienia potrzebujemy słyszeć szczególnie dziś – gdy otaczająca nas kultura wybiela coraz więcej złych rzeczy. Jak będziemy w stanie uchować się przed jej wpływem, jeśli nie poprzez noszenie w skrytości swego sumienia innych norm niż te światowe? Jak możemy uratować się przed smutnym losem człowieka ponowoczesnego, o którym socjolog David Riesman pisze, że jest zewnątrzsterowny (kierowany przez zewnętrzne bodźce, pozbawiony stałej wewnętrznej tożsamości) inaczej niż przez przebudzenie sumienia – wiodącego nas od wewnątrz pośród raf i mielizn codziennego życia?

Co z innymi rzeczami? Co z oczyszczeniem już splamionego sumienia? Czy nie o tym właśnie mówi cała Ewangelia? Ciąg dalszy nastąpi…