Chrześcijański poradnik wyborczy – o odpowiedzialnej decyzji przy urnie

Chrześcijaństwo w polityce – w ostatnim dniu kampanii wyborczej warto jeszcze raz powrócić do tego problemu. Czy istnieją jakieś uniwersalne wskazówki, o których uczeń Chrystusa powinien pamiętać udając się na wybory?

W poprzednim tekście zapowiedziałem opublikowanie zarysu chrześcijańskiej “teologii politycznej”. Polemika z “apolitycznością” oraz krytyka niesławnego “zielonotuskizmu”, które były tematami poprzednich artykułów nie wyczerpują bowiem całości zagadnienia. Krytyka natomiast nie powinna być jałowa; zawsze powinna zakończyć się zaproponowaniem alternatywy. Takie przedsięwzięcie – sformułowanie systemowej, przekonującej i głęboko biblijnej teologii politycznej wymaga jednak bardzo szerokiego podejścia; trzeba by bowiem zastanowić się nad uniwersalną funkcją państwa w stworzonym przez Boga społeczeństwie. Konieczne byłoby również pochylić się nad aktualnymi problemami toczącymi świat polityki, które wynikają z jej bezbożnego charakteru. W tym kontekście trzeba by na pewno wspomnieć o ideologiach kształtujących świat polityki nowożytnej od czasu rewolucji francuskiej. Nie sposób byłoby także pominąć problem chrześcijańskiej eschatologii, a zatem wizję ostatecznego zawładnięcia światem przez Antychrysta na płaszczyźnie religijnej i również politycznej.

Temat jest długi i szeroki, nie sposób wcisnąć go w jeden artykuł. W zastępstwie chciałbym zaprezentować (na razie) po prostu listę przesłanek, o których warto pamiętać przy podejmowaniu decyzji o oddaniu swojego głosu. Wolność głosowania jest bowiem także odpowiedzialnością w braniu na siebie ciężaru konsekwencji. I choć zamiast “teologii politycznej”, przedstawiłem raczej tylko kilka luźnych uwag na temat rozsądnego wyboru – zapraszam do lektury!

  1. Nie “Kogo popiera Bóg?”, ale “Kto popiera Boga?”

W dniu podejmowania decyzji przy urnie, jak rzadko kiedy potrzebujemy raczej zdrowego rozsądku i rozumnego namysłu aniżeli emocjonalnego porywu zaufania. W naszym kraju obecnie toczy się wiele sporów natury światopoglądowej. Obie strony konfliktów powołują się zawsze na zupełnie odmienne założenia dotyczące natury człowieka i moralności. Kształt prawa nie bierze się bowiem znikąd, ale jest odzwierciedleniem panującego porządku ideowego; wyznawanej wizji rzeczywistości. Nie istnieje coś takiego jak neutralność światopoglądowa; jest to termin ukuty i używany obficie przez wrogów obecności chrześcijaństwa w przestrzeni publicznej. Nie zauważają oni jednak, że religia nie jest w żaden sposób mniej “neutralna światopoglądowo” od świeckiej ideologii; po prostu za źródło swoich przekonań bierze Objawienie Boga a nie abstrakcyjne dywagacje ludzkiego rozumu.

Pytanie brzmi zatem: która partia odzwierciedla w konkretnym sporze stanowisko zbieżne z chrześcijańskim? Która (co równie ważne) za źródło swoich przekonań upatruje właśnie światopogląd wypływający z Biblii i chrześcijańskiej wizji człowieka? Która nie doprowadzi do rozjechania się prawa Bożego (naturalnego) z prawem stanowionym? Sprawa nie jest tak mało ważna, albowiem to prawo stanowione jest jednym z najważniejszych czynników decydujących o tym, co postrzegane jest powszechnie za dobre a co za złe; ma ono bowiem funkcję dydaktyczną, kształtującą sumienie społeczeństwa. Prawo będące tworzone z zamiarem odwzorowania Bożego prawa będzie pouczać ludzi o grzechu, rugować go i otwierając drogę do zwiastowania Ewangelii; rozumianej najlepiej właśnie w kontekście grzeszności człowieka.

Jeśli zaś w parlamencie większość zdobędą ludzie wierzący w przyrodzoną dobroć człowieka, wyznający potrzebę nie tyle ograniczania jego ułomnej natury, ale raczej znoszenia wszelkich istniejących dotychczas przez setki lat ograniczeń i wreszcie nieodzowną rolę państwa w przemodelowaniu aktualnej „homofobicznej”, „opresyjnej”, „nierespektującej praw człowieka” rzeczywistości; możemy rzeczywiście obudzić się któregoś dnia w świecie już całkowicie rewolucyjnym. Tam, gdzie mówienie prostych prawd moralnych i ewangelicznych wypływających prosto z Biblii, nie tylko będzie budzić zdumienie, ale i nawet prześladowania przeprowadzane w majestacie prawa. Tego rodzaju sytuacje mają już od dawna miejsce na Zachodzie, gdzie pojedynczy wierzący idący na konfrontację z lewackim systemem narażają się na gniew państwa, które zawodowo już przeszło na służbę zła.

„Gdy władca słucha kłamstw, wszyscy jego słudzy są bezbożni” Przypowieści Salomona 29, 12

Przykładem o szczególnej wadze, o którym muszę tu wspomnieć, jest problem życia poczętego. Uważam bowiem, że idąca w setki milionów skala przeprowadzanych na całym świecie aborcji kwalifikuje ten proceder do miana największej zbrodni ostatnich 70 lat. Patrząc na same liczby, aborcyjnym klinikom razem wziętym muszą ustąpić miejsca na podium nawet Pol Pot czy rodzina Kimów. W obliczu tego szaleństwa, bledną największe wyskoki fanatycznych islamistów czy amerykańskich imperialistów. Nie pozwólmy, by krew niewinnych wołała o Bożą pomstę z polskiej ziemi.

  1. Kto odważnie mówi o Bogu w sferze publicznej?

Bóg – nasz Stwórca – jest Panem każdego z nas, królem nad jednostkami. Ale jest także władcą społeczeństw i narodów, to On jest Twórcą społecznego ładu i porządku. Kto rozpoznaje tę prawdę i chce, by znalazła ona odzwierciedlenie w sposobie sprawowania polityki? Kto chce sprzęgnąć życie publiczne z osobą i przesłaniem Jezusa Chrystusa? Chodzi tutaj nawet o coś więcej niż obronę „wartości chrześcijańskich”; moim marzeniem jest, by z sejmowej mównicy i z telewizora transmitującego orędzie prezydenta popłynęły słowa o suwerennej władzy Chrystusa – Króla królów. Stary Testament poucza nas, że Bóg sądzi zarówno pojedynczych ludzi, jak i całe narody. Jako chrześcijanin i Polak, chciałbym by błogosławieństwa Bożej przychylności doświadczyła nie tylko moja dusza, rodzina czy Kościół; chciałbym by Boża ręka widoczna była także i w szerokiej przestrzeni społecznej tak, by i nieprzekonani mogli dostrzec głęboką prawdę tkwiącą w przesłaniu chrześcijaństwa.

Wiem, wymagam wiele. Zresztą, polityk nie musi być chrześcijaninem, by być dobrym politykiem. Nie zawsze również chrześcijanin nim jest. Niemniej jednak, nasza polska rzeczywistość potrzebuje bardzo mocno tego rodzaju głosu; stąd warto docenić każdą osobę, która ma dość odwagi by mówić w podobnym tonie. Być może odważne ogłaszanie ewangelicznych prawd w przestrzeni publicznej i politycznej stanie się środkiem choć częściowego odwojowania jej z władzy lewicy.

„Bądźcie więc teraz rozsądni, królowie, Przyjmijcie przestrogę, sędziowie ziemi! Służcie Panu z bojaźnią i weselcie się, Z drżeniem złóżcie mu hołd” Psalm 2, 10-1

  1. Kto uwzględnia biblijne rady na temat rządów?

Tak się składa, że Pismo Święte zawiera kilka fragmentów dotyczących sposobu sprawowania władzy. Są one na tyle zrozumiałe, że nie wymagają obszernego komentarza i na tyle zdroworozsądkowe, że nie trzeba być wielkim świętym, by rozpoznać ich wartość. Może warto spojrzeć na to, które z ugrupowań dostrzega wagę poruszonych poniżej problemów?

„Chwała króla polega na liczebności ludu, lecz gdy ludzi braknie, księciu grozi upadek” Przypowieści Salomona 14, 28

„Im mniej rozumu ma książę, tym okrutniejszym jest zdziercą; lecz kto nienawidzi wymuszonych datków, długo żyć będzie” Przypowieści Salomona 28, 16

„Król umacnia kraj prawem; kto ściąga wiele podatków, niszczy go” Przypowieści Salomona 29, 4

„Tron króla, który sprawiedliwie rozsądza ubogich, będzie na wieki umocniony” Przypowieści Salomona 29, 14

„Rządzący bowiem nie są postrachem dla tych, którzy pełnią dobre uczynki, lecz dla tych, którzy pełnią złe. Chcesz się nie bać władzy? Czyń dobrze, a będziesz miał od niej pochwałę; jest ona bowiem na służbie u Boga, tobie ku dobremu. Ale jeśli czynisz źle, bój się, bo nie na próżno miecz nosi, wszak jest sługą Boga, który odpłaca w gniewie temu, co czyni źle.” List do Rzymian 13, 3-4

  1. Kto nie będzie przeszkadzał chrześcijanom w pobożnym życiu?

Apostoł Paweł, pisząc o władzy, wyraził swoją osobistą nadzieję na to, że pozwoli ona uczniom Chrystusa „ciche i spokojne życie wieść we wszelkiej pobożności i uczciwości” (I Tym 2, 2). Zastanawiając się nad oddaniem głosu, warto pomyśleć; która partia na pewno nie ograniczy nam możliwości działania na ulicach, w sferze publicznej? Która pozwoli nam zwiastować pełnię Ewangelii i przesłania Biblii? Która pozwoli nam wychowywać dzieci według naszych własnych przekonań? Która nie zacznie doszukiwać się w naszych wypowiedziach jednej z „fobii”, które tak gorliwie tropią lewicowi aktywiści? I która wreszcie (co najbardziej realistyczne) nie przesunie prawnej sytuacji choć trochę w stronę rzeczywistości zachodu, gdzie Kościół musi miarkować swoje wypowiedzi na każdym kroku i funkcjonować na zupełnym marginesie życia społecznego?

  1. Kto będzie strzegł bezpieczeństwa państwa? 

Myślę że przedstawiony powyżej fragment z I Listu do Tymoteusza odnosi się nie tylko do bezpieczeństwa chrześcijan; w końcu stanowimy część całego społeczeństwa, które może zostać dotknięte jako całość przez zagrożenia wojny, terroryzmu lub obcej dominacji. Z całą pewnością wszystkie te rzeczy są złe, a w Biblii zawsze były oznaką Bożego sądu nad grzesznym narodem.

Czy chcemy zatem sami prosić się o złowrogie konsekwencje dla całego narodu wybierając polityków podejmujących nieodpowiedzialne decyzje narażające bezpieczeństwo państwa na szwank? Przecież jako chrześcijanie jesteśmy powołani do walki o błogosławieństwo dla Polski, nie zaś o jej przekleństwo! W tym świetle ciężko nie ocenić negatywnie postaw, które z jednej strony nie dostrzegają żadnego zagrożenia w napływających do Europy setkach tysięcy islamskich imigrantów, a z drugiej są obsesyjnie wrogo nastawione do któregoś z naszych sąsiadów, niepotrzebnie zaogniając z nim stosunki. Niestety, jeśli chrześcijanie nie zaprezentują tutaj postawy zdroworozsądkowej, ulegając uprzedzeniom lub ideologicznej naiwności, ciężko będzie oczekiwać tutaj rozsądku ze strony innych ludzi.

  1. Czy zdaję sobie sprawę z wyborczej odpowiedzialności?

Oddanie głosu to wbrew pozorom coś więcej niż tylko krótka wizyta w komisji wyborczej. To decyzja, na mocy której określona ekipa sprawować będzie w Polsce władzę przez najbliższe kilka lat. Muszę zrozumieć, że jeśli dokonam możliwie najlepszego wyboru, a obrane przeze mnie ugrupowanie później sprawdzi się głosując za słusznymi rozwiązaniami, będę miał czyste sumienie; moja decyzja stanie się malutką cegiełką w budowaniu choć trochę lepszego świata. Jeśli jednak powierzę swój głos ludziom, których głos później wybrzmi w obronie praw wrogich Bożemu porządkowi i Jego stworzeniu – wówczas to JA będę ponosił winę za ich działalność. To ja stanę się współuczestnikiem grzechu ludzi, którzy także dzięki mojemu “krzyżykowi” dostali się do parlamentu. Innymi słowy, decyzja podjęta nierozważnie lub wbrew bardzo ważnym faktom na temat ideowej tożsamości konkretnego ugrupowania może okazać się nie tylko pomyłką, ale wprost grzechem. Czynem, który zwiększa potęgę zła na świecie i więzi mocniej ludzkość w uścisku diabła. Lepiej zatem zastanowić się dwa razy a w razie całkowitego zwątpienia w jakiekolwiek ugrupowanie – w ogóle nie oddawać głosu niż robić to „na siłę”, stając się budowniczym gmachu niegodziwej władzy.

„Synu mój, jeśli chcą cię zwabić grzesznicy, nie daj się! […] Nie idź z nimi ich drogą, wstrzymaj swoją nogę od ich ścieżki! Gdyż ich nogi biegną do złego, śpieszą się by przelać krew” Księga Przysłów 1, 15-16

Chrześcijaninie! Jeśli chcesz odcisnąć się na politycznej rzeczywistości naszego kraju, idź na wybory. Jeśli jednak chcesz, by zostawiony przez Ciebie ślad przynosił błogosławieństwo, a nie przekleństwo – przemyśl uważnie swoją decyzję. Mam nadzieję, że powyższy tekst choć trochę Ci pomoże. I oby Bóg dał, byśmy w poniedziałek rano obudzili się w lepiej rządzonej Polsce.