Kamiennymi, zamkowymi schodami weszłam na piętro i skierowałam się do wskazanej sali. Opłacając bilet pomyślałam sobie, że to dość wysoka cena za obejrzenie jednego tylko obrazu. Po uiszczeniu należności, weszłam do następnego pomieszczenia.

Było dość przestronne albo tylko sprawiało takie wrażenie. Prawdopodobnie dlatego, że było praktycznie puste. Słabe światło sprawiało, że szare ściany tonęły w półmroku. Łatwo mogła umknąć uwadze dyskretna obecność stojącego w kącie strażnika.

Właściwie tylko jedna ze ścian była dobrze oświetlona. Strumień światła skierowany był wprost na wiszący pośrodku niej obraz. Już na wejściu rozczarował mnie jego rozmiar. Wyobrażałam sobie, że jest większy. Podeszłam najbliżej, jak to było możliwe, na ile tylko pozwalał mi strzegący dostępu muzealny sznur, i spojrzałam na jeden z najsłynniejszych, prawdopodobnie, portretów w historii sztuki.

Spoglądając na piękną Damę z łasiczką, zastanawiałam się, co czyni ją taką wyjątkową. Czym ta twarz różni się od tych wszystkich zamieszczonych na kopiach i reprodukcjach (a i zapewne falsyfikatach). Dlaczego za zobaczenie akurat tej trzeba sporo zapłacić? Dlaczego akurat jej pilnuje stojący w rogu pustej sali strażnik? Nietrudno znaleźć odpowiedź na te pytania. Ponieważ to ona jest oryginałem, to właśnie ona została namalowana przez wielkiego malarza, który stał się legendą renesansu.

Podążając tym tokiem rozważań, dochodzi się do wniosku, że wartość tego obrazu nie kryje się w urodzie czy uśmiechu namalowanej kobiety, czy w towarzyszącym jej zwierzątku. Tak samo wyglądające, można je w formie pocztówki kupić w muzealnym sklepiku za 2 zł. To fakt, że dzieło to wyszło spod pędzla samego Leonarda stanowi o jego wartości.

O tym, czy dzieło jest bezcennym skarbem sztuki czy po prostu ładnym obrazkiem decyduje zatem fakt kim jest twórca i jaki jest jego status. Widziałam niejeden piękniejszy portret wystawiony na sprzedaż, problem polegał jednak na tym, że jego autor był tylko zwykłym ulicznym malarzem, a nie uznanym przez sztukę i historię wielkim mistrzem. Być może niektórzy zgodzą się z twierdzeniem, że niektóre z dzieł Picassa nie różnią się zbytnio od twórczości ucznia szkoły podstawowej, a jednak to Picasso jest wystawiany w galeriach świata i sprzedawany na aukcjach, nie zaś obrazki jakiegoś anonimowego dziecka. To osoba artysty przesądza sprawę o statusie dzieła. Ono ma jedynie ukazywać jego talent, rozsławiającą w ten sposób jego imię.

Stworzony szóstego dnia człowiek był ukoronowaniem niezwykłego dzieła wspaniałego Artysty. W pewnym momencie jednak dzieło to zbuntowało się przeciwko swojemu Stwórcy i postanowiło stać się miarą wszechrzeczy, zapominając, że może cieszyć się swoją pozycją w otaczającym go świecie tylko i wyłącznie dlatego, że jego Autor mu na to pozwolił. Zapominając, że każdy twór jest własnością swojego Twórcy, a Ten może nim rozporządzać według swojego uznania.

Immanentne prawo twórcy pozwala określić mu przeznaczenie dzieła, to on określa cel, dla którego je tworzy? Bóg również jasno określił swoją koncepcję istnienia człowieka. W [Chrystusie] bowiem wybrał nas [Bóg] przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed obliczem jego; w miłości przeznaczył nas dla siebie do synostwa przez Jezusa Chrystusa według upodobania woli swojej, ku uwielbieniu chwalebnej łaski swojej, którą nas obdarzył w Umiłowanym (Ef 1:4-6).

Wspaniały Trójjedyny Bóg, Ojciec przebywający  w odwiecznej, pełnej miłości i w pełni satysfakcjonującej relacji z Synem poprzez Ducha Świętego, z prochu stworzonej przez siebie Ziemi ukształtował nową istotę – człowieka. Tchnąwszy w niego dech życia, zaprosił go do tej niezwykłej relacji, by stworzenie mogło dzielić miłość, radość i chwałę trzech boskich Osób jednego Boga. Wyrażone zostało to m.in. słowami skierowanymi do Abrahama: Jam jest Bóg Wszechmogący, trwaj w społeczności ze mną i bądź doskonały (I Mój.17:1b). Stwórca ukochał swoje stworzenie i pragnął osobistej relacji z nim. Ponieważ sam jest doskonały, chciał, by człowiek stworzony na jego obraz również był doskonały. Urzeczywistnienie tego mogło jednak nastąpić jedynie poprzez trwałą społeczność i nieustanne poznawanie. Te zaś miały prowadzić do uwielbienia Boga przez jego stworzenie, co stanowi główny cel jego istnienia.

Relacja ta została tragicznie zaburzona, gdy człowiek poprzez swój bunt, pychę i grzech został oddzielony od Świętego i Sprawiedliwego. Nagle stworzenie znalazło się poza torem swojego przeznaczenia. Miłosierny Stwórca jednak nie zrezygnował z niego. Ale Bóg, który jest bogaty w miłosierdzie, dla wielkiej miłości swojej, którą nas umiłował, i nas, którzy umarliśmy przez upadki, ożywił wraz z Chrystusem – łaską zbawieni jesteście – i wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie, aby okazać w przyszłych wiekach nadzwyczajne bogactwo łaski swojej w dobroci wobec nas w Chrystusie Jezusie (Ef. 2:4-7). Plan odkupienia, doskonale wypełniony przez wcielenie, krzyżową śmierć i zmartwychwstanie Bożego Syna, był nie tylko przejawem Bożej miłości do człowieka, ale przede wszystkim chwalebnej łaski.

Być może znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że Boże przeznaczenie dla człowieka – życie dla Bożej chwały i uwielbienie Jego łaski – nie wydaje się „atrakcyjną ofertą”, ale raczej „egoistycznym wyzyskiem”. Po pierwsze, argumentacja taka na samym wstępie napotyka na trudność. Artysta bowiem posiada pełen prawo decydowania oraz rozporządzania swoim dziełem. Gdyby Leonardo da Vinci zdecydował, że Dama z łasiczką jednak nie nadaje się do zawieszenia na ścianie i  przeznaczył ją na blat roboczego stolika, historia malarstwa byłaby uboższa o jeden obraz, ale nikt nie mógłby mieć do niego pretensji, gdyż jako twórca miał do tego pełne prawo. Na szczęście dla nas, Bóg nie marnuje ani nie niszczy swoich dzieł. Co więcej – Jego plan wykracza poza nasze początkowe wyobrażenia!

Stwarzając człowieka, Bóg tchnął w jego serce wieczność wraz z niezwykle silną tęsknotą, którą zaspokoić może jedynie On. Jest to tęsknota za społecznością ze Stwórcą, wszak do tego właśnie człowiek został stworzony. Jedynie  w Bogu, możemy odnaleźć nieprzemijające, prawdziwe szczęście i wieczną pełnię radości. Im lepiej Go poznajemy, im bliżej Niego jesteśmy, tym więcej przeżywamy Jego chwały, miłości, radości i – szczęścia. Im bardziej tego doświadczamy, tym bardziej Go wielbimy. Im bardziej więc jesteśmy w Bogu szczęśliwi, tym bardziej On jest uwielbiony. Im bardziej On jest uwielbiony w naszym życiu – a tym samym cel naszego istnienia jest realizowany – tym bardziej doświadczamy szczęścia i spełnienia.

Jestem więc dziełem wspaniałego Stwórcy, który swoją Osobą stanowi o mojej wartości. Ja zaś pragnę rozsławiać Jego Imię. I deklarując, że „moim szczęściem być blisko Boga”, pragnę modlić się słowami Chrystusa „Ojcze, uwielbij imię swoje” w moim życiu!